| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
Co w sieci piszczy...
Coś dla podniebienia
Kontakt
KotoTotek: zagraj - wygraj!
Nieco historii
Scenki z życia moich futer
Z kotem w roli głównej
Zajrzyj
 MiauKot pr

Sierściuchy

środa, 22 marca 2017

Wczoraj psica rodziców przeszła zabieg czyszczenia japiszona - zęby miał tragiczne, powinna już dawno mieć coś z nimi zrobione, ale padre obawiał się, że wyprawi psiaka w ostatnią drogę: Michoł jest wiekowy [16 co najmniej], a z ostatniej narkozy [czyszczenie zębów parę lat temu] wybudzał się naprawdę niefajnie. Ostatecznie udało mi się jakoś przekonać ojca, że sucz MUSI mieć zrobiony remont. Koniec. Jeśli Czarna [czyt.: CzarnyDekiel, który przy czyszczeniu zębów się zatrzymał] została pozbawiona zęboli i dycho, to Misia sobie nie poradzi? Poza tym wierz w weta swego :)

Nie wiem, czy o tym wspominałam: Czarnulec mój miał fatalne dziąsła, zapalenie bliliśmy sterydem. Odwlekałam decyzję o usuwaniu zębów, no bo jak to tak: młody kot i "łysy" w paszczy? Jak ogarnie? Widzieliscie kocie zęby? Powyrywanie tego wszystkiego, to jakby sięBoryna z pługiem po polu przeszedł... Jedno wielkie rozoranie. Poza tym ryzyko przy narkozie.  Z drugiej strony: ona chrupki i tak połykała, nie gryzła. Z paszczaka... no cóż, tik-taki by tego zapaszku nie zamaskowały. Steryd i euthurox [młoda ma niedoczynność] do końca żywota? A jak coś mi się stanie albo wyjadę na parę dni - kto jej poda? No i Czarna coraz młodsza i zdrowsza nie będzie. Ostatecznie Doktor Ząbek ;) podjał się zadania, ja podjęłam decyzję i Dekiel odzyskał komfort. Zjeżdżamy ze sterydu - do końca marca powinno się udać, potem sprawdzamy, co z tarczycą. Na razie wygląda to zachęcająco - calcort ląduje w kociej paszczy co 5 dni [było co 2]. Na łapce wygolonej chyba we wrześniu pojawia się wreszcie czarne futerko. Coś tam nieśmiało się kluje na nosie i na uszkach... Myje się - czego wcześniej nie robiła, futro było fatalne...

Warto było! W zasadzie to mam do rwania jeszcze dwie ósemki...

^^

Czarna zdawała się kompletnie nie zauważać, że coś jej robiono i to dwukrotnie [usuwano po połowie paszczy, ma tylko kły i oby były grzeczne]. Przywoziłam do domu wybudzonego, swiadomego, głodnego jak cholera kota. I weź przetłumacz małpie jednej, że DZISIEJ NIE JEMY A JUTRO TYLKO MOKRE. Za pierwszym razem dramatycznie na powrót małej zareagowała Tosia - jeśli boicie się własnego kota wychowanego od kluski wielkości telefonu komórkowego [starego typu] - to jest coś na rzeczy, nie? Ale o tym innym razem. Teraz na szczęście obyło się bez żadnych akcji. 

Dzisiaj próba generalna: Czarna UWIELBIA [wybaczcie capsa] zielony ogórek. Muszę uważać, żeby nie zostawić go w folii w zasięgu kociej paszczy, bo szaleniec zeżre i ogórek, i ten kondomek foliowy... Najlepszy jest ogórek kradziony i wywleczony w ustronne miejsce, obwarczany i w ogóle...

17016080_1194048723977345_4067394856049353361_o

Dzisiaj zapomnę schować kawał słuszny ogóra. Jeśli podoła z konsumpcją - będą z niej koty :)

wtorek, 21 marca 2017

Mój pies nie śpi w łóżku - powiedziałam rodzicom, zostawiając Pinę pod ich opieką, w psim przedszkolu...

17352395_1205181449530739_796686641543127359_n

W czasie dnia może leżeć obok mnie na tapczanie - spoko. Tu jeszcze z fastrygą na brzucholu. Masakrycznie powyciągane cycochy... Muszę przymierzyć jej jakieś szelki [te posabowe są zbyt duże, a obroże do mnie nie przemawiają], żeby jej nic nie ocierało.

 17156159_1194145347301016_6252525054296871230_n2

Kiedy zadzwoni budzik, suczydło ładuje się do wyrka:

17311012_1203440973038120_6978314433911465952_o

Psia stopa w zgięciu mojego łokcia.

17191733_1201805229868361_1869597705031758924_o

Drzemka? Zawsze.

17038953_1194941500554734_1875327328201743532_o

Na brzuchu wujka też damy radę pospać. Niemożliwościa jest, jak ta mała zaraza [charakterek to ona ma - żeby nie było!] owinęła sobie wszystkich wokół najmniejszego pazura.

17192556_1055710794534664_2580470504889790554_o

Poryczałam się, kiedy po raz pierwszy tak się wyłożyła. To pozycja Sabiszona...

17192433_1201937316521819_4005489376678802713_o

Niedziela była pierwszym dniem, kiedy PinkiWinki podjęła negocjacje: nim się położę, każę jej spadać do swojego wyra [nie chcę w nocy afer z kotami, a mam podejrzenie graniczące z pewnościa, że takowe mogłyby nastąpić, dziewczyna bywa nieco zaborcza]. Dotąd schodziła od razu po usłyszeniu polecenia, a wczoraj musiałam powtórzyć i udać, że wcale, ale to wcale nie widzę tego wzroku w stylu: zamordowalimidziadkówirodzicówimiskabyłapustaawogóletodziuraozonowainadszyszkownikhulaeeeej.

 

poniedziałek, 20 marca 2017

16825976_1194061397309411_5110071658570543790_o

Widzicie tę kępkę na głowie? KAŻDY jej tymi kłaczkami kręci :D

Psina wyglada na spaniela i teriera uszlachetniany jamnikiem :D

Jak pisałam, albo nie pisałam, Pina przyjechała do mnie zakubraczkowana [i - jak widać na załączonym wyżej zdjątku - przystrzyżona]: rano przeszła sterylkę, wieczorem zmieniła adres. Kupa wrażeń jak na 4,7 kilo psa [plus śmierć pana, schron i czort wi, co tam jeszcze pomiędzy]. Ba, weszła do mieszkania, a tam pyk: kocia mafia. Zniosła dzielnie - udała, że kotów nie widzi :]

O reakcję mruczastych, szczerze powiedziawszy, bałam się chyba najbardziej - czy mogę im wprowadzać w życie ferment - po raz kolejny, czy się nie pochorują, czy nie zaczną lać [siebie, mebli albo psa]. Pierwsza wyszła Tosia. Zjeżyła się, postawiła garbulca, nastroszyła ogon, usztywniła nogi... zagrzechotalam puszką z chrupkami i... Wygladało to świetnie: Bura znormalniała, spojrzała na psa, odwróciła się i podeszła do mnie z miną: dobra, potem temu wprdle, a tera dawaj  chrupy! Kolejna była Melka - zbliżyła się do psa, wystawiła nos, powąchała - i tyle. Następny pokazał się Karol: wychynął zza zasłony, przeciagnął się - że niby luz taki i w ogóle [a widziałam, jak cykor jeden na widok psa spierdzielał ^^]. Potem pojawiła się Czarna, Soda i Kokosik. One również nie robiły scen. Mam przekochane, mądre zwierzaki :) Ja tu kombinowałam, co będzie - co robi pies, co koty, co pies na koty, co koty na psa, co posterylkowy pies rzeknie na to, że obca baba będzie go brać na ręce przy znoszeniu po schodach... A tu zero problemów. Nic się nie dzieje. Nuda jak w polskim filmie. 

Tutaj Pina nasłuchuje - chyba wciąż liczy, że ludzie, którzy ją przyprowadzili, wrócą :)

16864877_1189729471075937_3961101464192179841_n

Kocie posłanko? Zmieszczę się, spoko. 

16997781_1189763751072509_4441654843546156940_n

Wróćcie, co? nie zostawiajcie mnie tu, ej?

16997925_1189729477742603_6765280614542032487_n

16996408_1189717524410465_7666907680163164983_n

Jesteśmy na etapie poszukiwania domowej wersji imienia. Szpinak, Pina CoLata. Spinka. Pini. Pinio. Psina. Nie wiem, tworzymy. 

niedziela, 19 marca 2017

26 grudnia 2016 zmarł dziadek. 
26 stycznia 2017 na ostatni zastrzyk zawiozłam Sabcię.
27 lutego w domu pojawił się nowy psiak. 

Pina

16681721_731555343688639_6683909991894877061_n

16603153_731555040355336_4185220610003567397_n

16602008_1160613210704487_7674489962747093215_o

16683818_731554917022015_6941704060562690385_n

16603133_731555013688672_6371840876655091050_n

Historia: wg różnych opisów psiak liczyć miał sobie między 6 a 14 lat. Przyprowadzono go do schroniska w Raciborzu po śmierci pana. Została ogarnięta, odmaciczniona ;) i tego samego dnia wylądowała u mnie.

 

Ciąg dalszy nastąpi :)

niedziela, 29 stycznia 2017

26 stycznia, dokładnie miesiąc po śmierci dziadka - tak jakoś wyszło, zawiozłam Sabiszona na ostatni zastrzyk. Mam nadzieję, że nie czekałam z decyzją zbyt długo.

To czwarte - po Kluni, Zosi i Jurku - zwierzę, które w wynku mojej decyzji pobrykało za TM. Strata kociaków - każdego jednego glutka - zabolała mnie bardzo... Z odejściem Sabci sobie nie radzę. Ja wiem, że to był "tylko" pies, ale se nie radzę.

Wczoraj zmusiłam się do ogarniecia chałupy. 

Na zgrzebełku - kłaczki Sabci.

Pod łózkiem - w połowie pociamkana kość - gryzak.

W kocim kartonie - pałeczka ze skórzana, oskubana z suszonego mięsa, w które była zawinięta.

W łózku - pluszaki, które sobie namiętnie znosiła, kiedy mnie nie było w domu. 

W lodówce opakowanie żółtego sera - coś, co wciągała, kiedy już nie chciała jeść nic. 

Strzykawka, którą dzień przed eutanazją pakowałam jej do pysia rozrobionego conva.

Ścierka, którą ogarniałam umazany convem pychol.

Zapas worków w przedpokoju. 

Koc, capiący immunactivem, którego nie chciała przyjmować, a że było wiadomo, że mowa o dniach - nie zmuszałam jej. 

Pootwierane paczki z karmą - bo mozę coś zje. Smaczki - niech ma na drogę...

Pogryzione zakrętki. Zawsze gdzieś jakąś dorwała.

Zalożę się, że pod lodówką znajdę jeszcze łupiny orzechów włoskich - kociaki zrzucały ze stołu, bąbel rozgryzał i wyjadał środek...

Po zlożeniu mataraca, ktory miał jej ułatwiać wchodzenie na tapczan i odstawieniu kosza na bieliznę - który blokował możliwość zeskakiwania z łózka bezpośrednio na podłogę [miała schodzić po wspomnianym materacu] - w pokoju zrobiło się paskudnie przestronnie. 

 

Kilka dni wcześniej poszłyśmy na działkę... 

s3

s6

s4

s2

W lecznicy wytrzymałam do podania głupiego jasia. Nie dałam rady być do końca.
Jak dojechałam do domu - nie wiem. 

 

niedziela, 01 stycznia 2017

Ogólnie jest dobrze, aczkolwiek nie beznadziejnie, jak to mówi moja znajoma. Za jakieś dwa tygodnie planuję zrobienie porządku z paszczą Czarnej. Przez porządek rozumiem ogołocenie paszczy z zęboli. A że Młoda przy ostatniej sedacji była uprzejma się zatrzymać - wicierozumicie. Stan paszczy i futra [jest coraz gorzej] każe myśleć, że to dobra decyzja. Jeśli się okaże, że po wyrwaniu zębów dziąsła nadal są do dupy, to się pogryzę...

Tu opisywałam początek kłopotów z nogą Saby. W tym tygodniu czeka nas biopsja i powtórne RTG.  Nie wiem, czy mam się nastawiać na amputację czy eutanazję. Bo nie wyglada to nic lepiej... Opcje jak na razie to: "zapalenie okostnej/zerwanie przyczepu mięsnia i stan zapalny/ neo". A że człek se przypomina różne okoliczności, kiedy to Saba ociagała się z wchodzeniem po schodach albo nóżka się piesku omsknęła - przy skoku na tapczan czy na schodach , albo były kłopoty ze wstawaniem... Zwalałam na stawy, w końcu Babcia to rocznik 2002. Wyniki krwi gites. Tarczycowe ładne. Preparat na stawy podawany. No co się moze dziać? 

Karol był uprzejmy się przed świętami letko przytkać, na szczęście nie trza było go udrażniać mechanicznie. Pajac jest cały czas na RC Urinary, a przychodzi moment, raz na kilka miesięcy, kiedy zaworek odmawia posłuszeństwa. Od kilku dni kicha. Jest taki jakiś - nie wiem...

Ktoś namiętnie leje w kociej wieży - podejrzanych brak. Nie wiem, czy Czarna czasem coś z kuwetą nie kombinuje, nie umiem jej przyłapać na gorącym uczynku. Kopała, kopała i poleciała niczym strzała. A Tosia musi mieć odetkane [ZNÓW] gruczoły przy doopce. 

Ocipieję.

Jutro powrót do roboty. Standardowo - panika/histeria. Cel: nikogo nie ubić, nie poryczeć się publicznie, nie odreagować na niewinnych. W piątek żegnaliśmy nestora rodziny... Po ostatnich paru tygodniach bliskich spotkań z polską służbą zdrowia - systemem i ludźmi [uogólniam] - stwierdzam, jakkolwiek to zabrzmi, że nie jestem tak przywiazana do życia, żeby kiedyś znaleźć się na ich łasce.  

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Słońce wyszło, zatem Sabolca wytargałam na działkę. No i tak trochę doopa wyszła, bo teraz czekam na wieczorny spacer, nie oddychając zbyt głęboko: psina znalazła pachnidło ukryte skrzętnie pod choinkami przez jakoweś żyjątko. Kotecka najpewniej. Znalazła i normalnie jak na promocji w drogerii - nie żałowała se, oj nie. Tylko nikt nie pomyślał o słoiczku z kawą...

Wyro zabezpieczone. Niech się nacieszy, zaraza jedna. Po wieczornym spacerze będzie pranko. I suszonko. No i gdzieś posiałam jej kubrak, w którym chodziła rok temu po operacji, kiedy świeciła golizną tu i ówdzie. A, no i pojawiaja się jej na ciele nowe dziwne i dziwniejsze narośle: wczoraj wymacałam coś na ogonie. Polazłam po szczypczyki i do dzieła: dobrze, że się przyjrzałam, bo to nie był kleszcz... Wygląda jak pęcherz z cieczą jakąś. 

Jako mistrz logistyki wstałam dziś o czwartej, żeby podać CzarnejZarazie euthyrox. Przed ósmą miałam być w lecznicy - kontrola poziomu hormonów tarczycowych. Miałam być. Zaspałam . Poza tym dziąsła nadal do dupy. Sierść do dupy. Łysawe uchole, łyse placki na piętach, łysy placek na łapie - wygolony dwa miechy temu przy poprzednim pobieraniu. No dobra  - mechunio taki delikatniusi się pojawia nieśmiało. Nic no, merdniem się po świętach. 

Z tytulu ferii zimowych zamiast nart w Aspen zafunduję jej chyba jednak rwanie zębisk. Nie wiem, nie ogarniam. Jeśli to bedzie zła decyzja, to zafunduję jej ból po rwaniu, a i tak steryd bedzie musiała wcinać nadal, a i dziąsła nadal bedą naparzać. Młoda generalnie ma wywalone: właśnie wykopała pojemnik ze świąteczną wstążką - gra w hokeja... A nie, przepraszam - właśnie rozpracowuje wierzbowe witki, które przytargałam z działkensa [wystarczyło przysypać ziemią resztki pnia wierzby mandżurskiej posadzonej i ścietej przez poprzednich właścicieli, a odbiło toto jak głupie]. Taaaka impra. Zatyczek do umywali i brodzika do dziś nie znalazłam...  

 

edycja. O 20.00 Saba pojawiła się w kuchni - u wodopoju.

Kuleje mocno na lewą tylną...

Wracała z działki normalnie... Ki czort :[

 

niedziela, 04 grudnia 2016

Nie robię żadnych noworocznych postanowień, ale gdybym robiła, zapisałabym, co następuje:

1. Pamiętać, żeby nie zapominać o unikaniu sytuacji [czy to jeszcze ma sen?], kiedy odpalam pralkę i zaraz potem włażę pod prysznic.

2. Wbić se do łba, że położenie blaszki [świeżo wyjęte z dyni pestki chciałam wysuszyć] na suszarce do ubrań NIE JEST, powtarzam: nie jest! wystarczającym zabezpieczeniem zawartości przed kotoma. Tak, Czarna [zwana ostatnio Monisią vel Monią - nie pytajcie, nie wiem...] odkryła nową miejscówkę...

 A w ogóle to od jakiegoś czasu przyswajam nową rzeczywistosć, jaką serwują prostemu ludowi wszelkiej maści "eksperci" i trochę mi to przyswajanie opornie idzie. To się, qrna, nie dzieje... 

 

PS. Czarna to Monia, Soda to Zdzisia... 

sobota, 05 listopada 2016

Autocytat najwyższą forma cytatu jak wiadomo, dlatego kopiuję swój styczniowy wpis. Schronienie spełniło swoją rolę. W drzwiczkach wycięty został otwór zasłoniety przezroczystą pleksi, czy jak sie to tam zwie - dzięki temu wiem, kto siedzi w środku, kiedy chcę wymienić posłanie. Drzwiczki zostały wzmocnione o zamknięcie na metalowy skobelek  - nie ma opcji, by ktoś przedarł się do piwnicy. Na poczatku kocur sąsiadów coś tam se poznaczył, ale jak obczaił, że polar pod zadkiem to fajna sprawa i głupio smrodzic w sypialni, odpuścił. Kupal zdarzył się jeden, jakiś incydent ze zlaniem posłanka takoż był. Poza tym tylko błotko naniesione przez kociastych, pajunki i jeden zaspany motyl. Jest czyściej niż myślałam.

Oto on i wpis:

 

Yes, yes, yes! - jak to onegdaj wykrzyczał pewen Kaźmierz. Wreszcie udało się zmontować schronienie dla podblokowej kotki - tej, która chadza ze mną po bułki, odprowadza na działkę i eskortuje psa w czasie spacerów.

W poprzednich latach jakoś sobie radziła, wchodząc do piwnicy przez rozbite okno sąsiadów. Kto czytał blog, może pamięta wzmianki o tym, jak to spędzałam upojne chwile na myciu piwnicznej podłogi, która to szmaty nie widziała chyba nigdy. Dokopałam się do samego betonu, o. I po jakichś trzech miesiącach walki z odorkiem kociego moczu i wynoszenia kocich kup [gdyż kłólewna odmawiała korzystania z kuwety zimą, co nie przeszkodziło jej trafiać latem, kiedy w klatce kenellowej ustawionej w piwnicy dochodziła do siebie po sterylce], stwierdziłam, że never więcej. 

Zainspirowało mnie to rozwiązanie [nie znam źródła... nie zapisałam :(]:

 11800423_10152878598546150_4815790994925806348_n2

Wykorzystaliśmy zdobyczną [sąsiedzi robili remont kuchni] szafkę, w plecach której pojawił się otwór wejściowy [15x15 cm]. Szybę zastąpił fragment tryptyku, który daaawno temu wisiał nad moim łóżkiem ;) Między płytą a plecami szafki powstał "przedpokój". Muszę pomyśleć nad dociepleniem Hiltona [nazwa żywcem ściagnięta z wątku miaumowej czitki]. Na razie jest tam kartonowa kuweta wypelniona polarkowymi ścinkami. Zastanawiam się nad wstawieniem kartonu obabulanego styropianem na wzór domków dla kotów wolno żyjących. Kotulec lukał nieśmiało do środka. Czy skorzysta - nie wiem. Wstawiłam tackę Animondy na zachętę - akurat nie miałam żadnego cukierka, by położyć na poduszce obok ręcznika złożonego w łabądka ;) Do kwiaciarni po płatki róż czerwonych a pachnących takoż nie chciało mi się brykać. 

 

12507467_913962065319347_9140191851614948267_n

IMG_1648

IMG_1651

Lepiej, by tri raczyła korzystać z apartamentu. 6 godzin walki w piwnicy, godzina błądzenia po markecie w poszukiwaniu wszelkich przydasiów, które przydać by się mogły,  gile do pasa [ewidentnie nie wydalam oddechowo przy nagromadzonym kurzu], zakwasy od przytrzymywania różnych rzeczy, kpina z BHP - nie będę wdrażać nikogo w szczegóły ;) i totalnie zniszczona infrastruktura metropolii wzniesionej i zamieszkanej przez całe pokolenia pająków. Także, kocie, kolorowy zadek w troki i do szafki marsz!

IMG_1633

W teorii kot ma gdzie się schować, nie lata po piwnicach [czytaj: sąsiedzi nie skarżą się na pchły, kupy, kałuże, sierść i wychładzanie budynku], od zewnatrz nic nie rzuca się w oko. Jak będzie? Ano, się zobaczy. 

piątek, 28 października 2016

A właściwie miś...

Idzie długi weekend. Plan przewidywał dwie rzeczy:

1) bezplanie,
2) bezludzie.

W trosce o moją kondycję społeczną, żebym czasem nie zdziczała [do reszty], Czarna postanowiła wydalać z siebie różne substancje i to obydwoma końcami układu pokarmowego. Idzie jej całkiem gracko. 

wtorek, 25 października 2016

TV. 
Reklama.
Gość siada na kanapie, zarzuca ratki na siedzisko. 
Oskarpetkowane ratki.
Moja pierwsza myśl... ale takie zupełnie BEZ sierści? 

Kurtyna.Jedzie z nami lekarz?

- - - 

Po miesiącu z haczykiem podawania Euthyroxu hormony tarczycowe CzarnegoDekla skoczyły z poziomu "nieoznaczalny" na level "o, coś tu mamy". W górę poszedł też cholesterol, to akurat niefajnie. Nie wiem, czy ta tarczyca to u niej osobny temat czy pochodna stanu zapalnego (w dziobie) zbjanego sterydem. A cholesterol? Po sterydzie? Muszę odkopać wyniki z zeszłego roku i porównać poziomy. 

 

 

niedziela, 16 października 2016

Łóżko.
Noc.

23.15 - Karol przełazi nad głową, po moich włosach, by zająć  miejscówkę na poduszce.
00.04 - Wycie. Czarna upolowała swojego pajączka i ogłasza tryumf.
01.30 - Mela drze japę w kuchni. Od paru miesięcy między północą a drugą w nocy. Krew oki. USG, RTG brzucholca - spoksio. Powód darcia nieznany.
03.00  - Karol wraca na swoją miejscówkę, tym razem wybierając drogę po moim brzuchu [czy tam kręgosłupie, do którego wnętrzności się przykleiły. Koteniek waży cirka 6 kilo]. Sąsiedzi - o ile nie śpią - mogą podziwiać piękno qrwistej mowy polskiej.
03.02 - Tosia warczy niczym brytan. Bo Karol... 
03.03 - za Karolem nadciąga Soda. Via włosy. Moje. Tosia osiaga kolejny lewel warku i wqrwu.
04.10 - O. Znalazła się piłka z kociego toru zabaw. Bynajmniej nie w torze... Przewracam się na bok, Karol wplątuje swoje przednie łapska między moje. W nosie mam sierść. Albo wibrysy. Wolę sierść. Wibrysy łaskoczą.
05.00 - Zaczyna wyć alarm w lodówce - zamrażarka nie trzyma temperatury. Wracam do łóżka, potykajac się o CzarneZuo.
05.03 - Sprawdzam godzinę na komórce. Materializuje się Koko - strzela barana w komórę, która to leci se gdzieś w pościel, odbiwszy się wprzódy od mojej kości policzkowej. Koko happy. Mruczy jak trabant.
06.15 - Czarna w poszukiwaniu żarcia namierzyła michę z psimi chrupkami. Żeby do niej dotrzeć, trzeba było wdrapać się na półkę z książkami. Obrywam kantem "Gastrofazy".
7.30 - Budzik. Pies sam się nie odsika. Znaczy - lepiej żeby nie... Zbieram zwłoki. Własne. Pies udaje, że nie wie, o co lotto. Przewraca się na drugi bok. Stoję w przedpokoju, sabuję, dzwonię uprzężą...  Sukces. Po pieciu minutach gwiazda podnosi łepetynę, patrzy, ziewa, przeciąga się... Sru! Zeskakujemy na parkiet - pancia podstawiła co prawda złożony w kostkę biedronkowy materac, żeby na stare lata psina miała łatwiej i se gnatów nie połamała, ale ej... Podstawiła, niech omija. 

Gdzieś tam jeszcze był galop zakończony naparzanką [chyba siostrzane czułości Sody i Koko], ktoś przebiegł przez naczynia w zlewie, woda z miski była rozlana, no i Kokodyl próbował przegryźć sznurek od żaluzji. Kopania w kuwecie nawet nie wspomnę, bo to pikuś. I chruptaka wbijajacego się w udo. A, jeśli w nocy czujecie zapach sosu pieczarkowego, to wiedzcie, że zapomnieliscie schować garnczek do lodówki. Karol nie zapomniał poszperać... 

Także teges... Branoc Państwu.

środa, 21 września 2016

Dzisiejszej nocy Melka znów miaukoliła. W czasie, kiedy była na lekach, to się nie zdarzało. Dwójeczka w kuwecie złożona, wczoraj - po ryjodarciu, dzisiaj - po południu [w ciszy i skupieniu]. Sorkens, jeśli kogoś tematy kociego urobku brzydzą czy nudzą, ale to dla mnie akurat ważne: odwykłam od kociej syreny rozlegającej się między północą a wczesnymi godzinami rannymi. Próbuję dojść, co się w tym słonikowym łebku czy brzuchu? jelitach? dzieje. Powinnam założyć jakiś papiórowy dziennik obserwacji [jak kiedyś w podstawówce, kiedy babka z gery kazała kierunki wiatrów zapisywać przez kilka dni... muszę dodawać, że każdemu wiało inaczej I BYŁ TO ABSOLUTNY DRAMAT I TRAUMA? ;D]. Wykładałabym na stół elegancko przy każdej wizycie w lecznicy, bo mi z wiekiem pamięć i poczucie czasu szwankują.  

Lolkowi odcięłam dojście do kabiny. Albo będzie lał do kuwety, albo... znajdę ślady gdzie indziej. 

Aaaa... no i fota barłogu mojego:

Mimo wysokiej jakości fotki - robim, co możem! - da się jednakoż zauważyć składowisko duerelków kurzo- i sierściochłonnych popełniane dzień w dzień przez psa mego jedynego. Biała plama to Słonik/Melek/WyjecPółnocny. Później dołączyły inne potworzyska: czarne, biało-bure zaworkowe, bure-wiecznie-wqrwione i blondina. PeTris w petrisie...  

 

źródło

wtorek, 20 września 2016

Karol przyłapany na sikaniu do ujścia kabiny prysznicowej. Czeka nas akcja przetykania zaworka? Żry RC Urinary i saszetki urinovetu. Pytań brak... Wyszywanie cewki moczowej budzi we mnie raczej średni entuzjazm, by nie rzec: Karolu Lolu i zaworku - nie idźcie tą drogą!

Apetyt chrupkowy Meli z kolei [uwaga, czuję, że rymuję] nadal generuje zastrzeżenia. Dzisiaj pierwszy dzień bez tabsów. Prawa strona paszczy Czarnej zapalona. 

Dobra. Skupmy się na plusach... Saba ma apetyt. Koko reaguje, kiedy przywołuje ją dziadek [mnie ma w doopie. Kot znaczy mnie ma, nie dziadek]. Nikogo nie ubiłam. Nie wypowiedziałam też na głos kilku spostrzeżeń, które... mniejsza z tym. O, no i zaraz zjem obiad.

poniedziałek, 19 września 2016

Uprzejmie donoszę, że eksperyment z wydłużeniem CzarnejZarazie czasu między dawkami calcortu do dób trzech, był pomysłem z d...uszy wziętym. I jako taki zakończył się fiaskiem. 

Dziękuję za uwagę. 

PS. A popos pomysłów wiadomych: słyszeliśta newsa o oddziałach obrony terytorialnej, które mają bronić polskości na rzekomo proniemieckim Śląsku? [P]oseł z Czeladzi się martwi. Czy ja już dziękowałam z głębi serduszka wyborcom pisowskiej zarazy, która idzie jak ruski czołg po wydmach, powiewając sztandarem "teraz, qrwa, my, a po nas choćby potop!"? No, to senkju. 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43