| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Co w sieci piszczy...
Coś dla podniebienia
Kontakt
KotoTotek: zagraj - wygraj!
Nieco historii
Scenki z życia moich futer
Z kotem w roli głównej
Zajrzyj
 MiauKot pr

Sierściuchy

środa, 21 września 2016

Dzisiejszej nocy Melka znów miaukoliła. W czasie, kiedy była na lekach, to się nie zdarzało. Dwójeczka w kuwecie złożona, wczoraj - po ryjodarciu, dzisiaj - po południu [w ciszy i skupieniu]. Sorkens, jeśli kogoś tematy kociego urobku brzydzą czy nudzą, ale to dla mnie akurat ważne: odwykłam od kociej syreny rozlegającej się między północą a wczesnymi godzinami rannymi. Próbuję dojść, co się w tym słonikowym łebku czy brzuchu? jelitach? dzieje. Powinnam założyć jakiś papiórowy dziennik obserwacji [jak kiedyś w podstawówce, kiedy babka z gery kazała kierunki wiatrów zapisywać przez kilka dni... muszę dodawać, że każdemu wiało inaczej I BYŁ TO ABSOLUTNY DRAMAT I TRAUMA? ;D]. Wykładałabym na stół elegancko przy każdej wizycie w lecznicy, bo mi z wiekiem pamięć i poczucie czasu szwankują.  

Lolkowi odcięłam dojście do kabiny. Albo będzie lał do kuwety, albo... znajdę ślady gdzie indziej. 

Aaaa... no i fota barłogu mojego:

Mimo wysokiej jakości fotki - robim, co możem! - da się jednakoż zauważyć składowisko duerelków kurzo- i sierściochłonnych popełniane dzień w dzień przez psa mego jedynego. Biała plama to Słonik/Melek/WyjecPółnocny. Później dołączyły inne potworzyska: czarne, biało-bure zaworkowe, bure-wiecznie-wqrwione i blondina. PeTris w petrisie...  

 

źródło

wtorek, 20 września 2016

Karol przyłapany na sikaniu do ujścia kabiny prysznicowej. Czeka nas akcja przetykania zaworka? Żry RC Urinary i saszetki urinovetu. Pytań brak... Wyszywanie cewki moczowej budzi we mnie raczej średni entuzjazm, by nie rzec: Karolu Lolu i zaworku - nie idźcie tą drogą!

Apetyt chrupkowy Meli z kolei [uwaga, czuję, że rymuję] nadal generuje zastrzeżenia. Dzisiaj pierwszy dzień bez tabsów. Prawa strona paszczy Czarnej zapalona. 

Dobra. Skupmy się na plusach... Saba ma apetyt. Koko reaguje, kiedy przywołuje ją dziadek [mnie ma w doopie. Kot znaczy mnie ma, nie dziadek]. Nikogo nie ubiłam. Nie wypowiedziałam też na głos kilku spostrzeżeń, które... mniejsza z tym. O, no i zaraz zjem obiad.

poniedziałek, 19 września 2016

Uprzejmie donoszę, że eksperyment z wydłużeniem CzarnejZarazie czasu między dawkami calcortu do dób trzech, był pomysłem z d...uszy wziętym. I jako taki zakończył się fiaskiem. 

Dziękuję za uwagę. 

PS. A popos pomysłów wiadomych: słyszeliśta newsa o oddziałach obrony terytorialnej, które mają bronić polskości na rzekomo proniemieckim Śląsku? [P]oseł z Czeladzi się martwi. Czy ja już dziękowałam z głębi serduszka wyborcom pisowskiej zarazy, która idzie jak ruski czołg po wydmach, powiewając sztandarem "teraz, qrwa, my, a po nas choćby potop!"? No, to senkju. 

 

niedziela, 18 września 2016

CzornyDekiel to koteńka, która od dłuższego czasu sierść miała fatalną. Nie pomagały karmy, preparaty, kąpiele. Nic. Tłuste strąki. Badania krwi niczego niepokojącego nie ujawniły do momentu, kiedy na tapet wzięto tarczycę. No i bingo. Dół taki, że aż niemierzalny. Niedoczynnośc tarczycy jak ta lala. No. I teraz chciałam opisać, jak wygląda sobota - czas sprzątania - z koteckiem i jego niedoczynną tarczycą [czytaj: powinna cholera być flakiem, nie?]

Wyjmuję z półki kosz z płytami - miejsce kosza momentalnie zajmuje Czorno. Odkurzone etui lądują na podłodze - na nich zaś sadowi się kot. Kosz wjeżdża na swoje miejsce - próbuję na wierzchu upchnąć atlas, przed oczami migają mi jednak łyse pięty czornego kotecka, który wciska się w 10 centymetrową szczelinę.

Dobra, to robimy kuwety: zsypuję zużyty żwir do jednego wora, śmigam z kibelkami kocimi do łazienki. Z pokoju dobiega odgłos szurania. Czorno kopie... Wracam. Zamiatam. Dwie szufle pełne piasku lądują z powrotem w worku. Ustawiam kuwety. Dekiel tarza się w jednej z nich. Zapomniałam o nożyczkach, żeby rozciąć nowy wór ze świeżym piachem, idę więc do kuchni. Po drodze uważam na czarnego węża, który wokół moich kostek kręci ósemki. Spoglądam pod nogi: patrzą na mnie zielone oczyska. Odwracam się, potykam o kota... Wracam do pokoju, walcząc o utrzymanie równowagi, bo ósemki... wicie, rozumicie...

W progu następuję gołą stopą na pająka. Pająk w piekielnej klasyfikacji pułapek jest level wyżej niźli klocki lego. Walczę o zachowanie pionowej postawy: przeciwnicy to ósemki + pajunk. Kiedy przechodziłam do kuchni, NA BANK tego tałatajstwa nie było...Pajunka znaczy.  

Wsypuję nowy żwir - Czorno przeprowadza próbę generalną. Tarza się. Dokładnie...

OK. Lecimy z podłogami, starannie omijając zezwłok Dekla rozkładającego się na świeżo umytym parkiecie. Leżysz pod regałami? OKI, to przejdę pod okno. Albo i nie, bo spod kaloryfera łypie już coś zielonego. Chcę zarzucić fotel na tapczan, ale któż, och któż rozłożył się na siedzisku?

No i tak dalej...

No. I dlatego jeśli to kot cierpiący na niedoczynność, to ubezpieczenie chałupy na okoliczność wrażej działalności kota zdrowego nie jest głupim pomysłem, nie? 

 

Kto mnie zna, wie, że jestem mistrzem asystematyczności. Wirtuozem ostatnich prostych i deadline'ów. Nie, nie jestem z tego dumna, ale chyba trza to wreszcie wziąć na klatę i tyle. Wiadomo, że ćwiczenie czyni mistrza, a z moim stadkiem nie jest łatwo dbać nie tylko o rozwój, ale i zachowanie wymienionych umiejętności na określonym - doskonałym! - poziomie.  No bo tak: terminarz musiałam zacząć prowadzić. Ale nie taki jak zawsze, wiecie - żeby torebka na wietrze nie furkotała [i było w czym malować na konferencjach i szkoleniach]. Nene. Normalny: i to od razu w dwóch wersjach - w komórce i w wersji papiórowej [bo komórka chyba niedługo wyda ostatnie tchnienie, termiarz może się zgubić, a straty materiałów bym spokojnie nie przyjęła].

No więc tak:
Saba musi przyjmować 1 tabs na tarczycę dziennie i dawkę preparatu na stawy.
CzornyDekiel: 2 razy dziennie po 1/3 jednego tabsa na tarczycę [to trza było podzielic, wiecie... na trzy części...juz na tym etapie się spociłam] i po 1/8 strydu na dziąsła co dwa dni [obecnie zaczynam drugą próbę wydłużenia czasu miedzy podaniami dawek, dzis mija trzecia doba od ostatniej dawki i dziasła nadal OK].
Mela: 2 razy dziennie po pół tabsa przez 5 dni (jeszcze jeden plus wieczór dzisiejszy) i po 2 krople żelu 2 razy dziennie do patrzałek obu (dożywotnio).
Tosia - kapsułki na sierść, codziennie po jednej.
Karl po saszetce urinowetu.
Podblokówka - antybiotyk.

Soda i Koko zre RC calma, Karol jest na urinarce, Tosia i Czarna - na RC Skin, Mela - co akurat raczy jeść, bo chrupki nie budzą jej entuzjazmu od jakichś dwóch tygodni [powód nieznany, dobrze że przynajmniej nie ucieka już [jeszcze?] na widok jedzenia...]. Podblokówka żry wsio. Saba - hm... 
Sodzie musiałam jakoś zaaplikować krople między uszy. Krople no stress :D (powinny być krople no stress dla opiekuna, który próbuje podać uspokajające kropelki małemu wqrwowi).
Koko musi mieć podcięte pazurki: przygotowuję się psychicznie przy pomocy wiśniówki. Od jakichś dwóch, trzech dni się przygotowuję... Nie, nie histeryzuję :)

 

14233212_1043798302335722_4329763639768164132_n

Podając tabsy Meli, jestem spocona jak mysz. Boję się, że ją udławię. Reszta [bez Sody i Koko] łyka wrzucony specyfik niczym karp zanetę, a ta - albo wypluje, albo wygląda, jakby miała zaraz zejść. W oczach jęzor się jakiś fioletowawy robi. A może dziąsła? Pyszczek? Nie zwiewa [kota, nie jęzor], grzecznie czeka, wie, że nagrodą będzie guermecik w sosiku. W żarciu tabsior nie przejdzie - gadzina wydłubie go z mięska niczym bezzębna babcia orzeszki z toffifee [żarcik taki był, jeśli ktoś kojarzy - o babci, która dzieliła się z kierowcą autobusu orzeszkami, a ten nieopatrznie zapytał, skad bierze takie dobre...].  Apetyt nadal ma kiepski - po szczycie formy w środę, kiedy myślałam, że problem z jej niejedzeniem mam z głowy, okazuje się, że radość była przedwczesna. Czy się zdziwiłam? Phi...

Od wczoraj zaczyna pokichiwać Tosia. Plus te jej womity - wygladają na takie spowodowane zbytnia łapczywością, niby nie zdarzają się codziennie, ale... a bo ja wiem? BTW... WOMITY - bardzo podoba mi się to słowo, zasłyszane niedawno. Gdybym była pisarzem fantasy, nazwałabym tak jeden z gatunków zasiedlających karty mojej książki. Womity - plemię pielgrzymów. Tułaczy. Odkrywców Nowego Świata. Kolumbów, błehehe... 

No. A ja się w tym wszystkim niczym siostra Marta czuję [ta, co to jej dr Strosmajer od gołębic wygarnął].

sobota, 17 września 2016

Aparat zakosił brachol [no właśnie...], komórką pstrykam, no i cóż: jak widać,  grunt, że z grubsza wiadomo, o co chodzi [reszta pozostaje w  pamięci :D - odgłosów uchachanego psioka i tak fota nie odda]. Słowem - Saba na działce wygląda tak:

14370047_1046214612094091_164053598505517060_n

To ta blondiplama na tle zieleni, tuż za plamą fioletową, zadkiem rozpraszająca światło. Standardowo wytarzała się we wszystkim. Nie wiem, czy nie zawarła jakiego cichego układu z okolicznymi kotami, jeżami, ptaszorami i nie wiem, kto tam jeszcze chadza się wypróżniać na moim trawniku... A propos wypróżniania: dopadłam książkę Roach [tej od "Sztywniaka"], "Gastrofaza" się dzieło ono zwie i zapowiada na wciągającą lekturę :) No i pozostając w temacie; minione dwa tygodnie to u Sabiszona wymioty, biegunka, dychawica siakaś, brak apetytu. Nie w tym rzecz, że wciąż - bo bym już dawno w lecznicy była, niemniej... Upały, odpust we wsi, duszne noce? W listopadzie mamy badać krew na okoliczność sprawdzenia funkcjonowania tarczycy [psiok wcina Euthyrox od kilku miesięcy], ale przerzucę to raczej na październik.

14355661_1046214632094089_7789704987382836168_n

Zimowity obrodziły tej jesieni. Muszę wykombinować, jak toto kosiarką objechać. Drzewko, pod którym rosną, chyba i tak wyląduje w innej części działki, bo się marnuje: 2. rok z rzędu pojawia się kilka kwiatków, coś tam się zawiązuje i... no i tyle by było w temacie. Za ciemno? Za wilgotno? Przeciag? Rodzicielka kupiła sadzonki rododendronów - nie mam ich chyba gdzie upchnąć. Likwiduję warzywnik, bo nie mam jak go ogarnąć. Chwasty rosną na potęgę. Zostawiam tylko ogródek ziołowy. Zagospodarownie  terenu pod p... prze... pod choinkami... nadal w powijakach, bo koncepcji mam milionpięćsetstodziewięćset. Na minutę. Skończy siezapewne tak, że cholerstwo wytnę w pień, jak jałowce: najpierw się przez dwa lata szarpałam, żeby je ogarnąć, odnowić, popodcinać a na koniec i tak pooooszły, ustępując miejsca bylinom.

Poza tym taka konstatacja mi we łbie się ulęgła: chłopa potrzebuję. Albo kilku. Nie mam kim orać, a trzeba wynieść z pokoju słusznych gabarytów kredens - taki PRL-owski. Kiedyś go potraktuję opalarką [kredens, nie chłopa] i zrobię na cacy, ale na razie stoi i nie pozwala rozłożyć linoleum.  Pomysłów na wyjście z impasu brak. Po wyniesieniu-rozłożeniu-wniesieniu chop rzeczony mo wolne :) To ostatni etap remontu wnętrza działkowego domku [w tym roku]. 

środa, 14 września 2016

Kiedy dowiadujesz się, że jeden z twoich kotów cierpi na niedoczynność tarczycy i to chyba taką w kosmos wyrąbaną, sądząc po tym, że w labie skali brakło i nie wiesz, czy leczyć, czy zostawić jak jest [dżołk taki].

Nadmienię, że teoretycznie niedoczynność powinna z Czarnego Dekla zrobić apatyczną niemrawą dętkę. Nie wiem, czy moje nerwy, stado i chałupa są gotowe na Czarną z unormowaną tarczycą ;) Ona ma generalnie śmigło w doopie... Kota, nie tarczyca. To śmigło...

I tym sposobem na osiem istot zamieszkujących moje apartamenta [pająka, który się rozgościł na siatce zabezpieczającej okno, nie liczę], trzy brykają z niedoczynnością. Za dwa tygodnie wbijam do endokrynologa - cosik mi się na tarczycy własnej wyhodowało, także tego... 

 

 

sobota, 20 sierpnia 2016

... można uznać, że jeśli Koko [czyli jeden z dzikich-dzików, ten mniej dziki wszakże] zaczyna zaglądać mi do talerza, czyli łazi po blatach, ryzykując wpadniecie mi pod widelec, a więc zmniejsza dystans między sobą a mną, zatem - czy można uznać, że się oswaja? Tak troszkę chociaż? No i próbuje mi odgryźć palce i pięty. Reszta ma nieco okrojone racje żywnościowe, ona nie - chude toto jak patyczak. 

Soda [czyli drugi z dzikich-dzików, ten bardziej dziki] właśnie opracowała nową metodę picia z miski: należy zanurzyć łapę, ułożyć ją na kształt miseczki i z takiej [zanurzonej] łapy pić. Do tej pory czerpaczek z płynu wyjmowała ;)

.

 

 

środa, 17 sierpnia 2016

I ciąg dalszy wpisu. Szukane domy stałe i tymczasowe - przytuliskowe kojce pękają w szwach.

Nadeszła czarna godzina. Wszystkie kojce są zajęte. Nie mamy już miejsca dla psów i kotów. Mamy prośbę o Domy Tymczasowe dla psów. Jeden dla Iśka naszego staruszka a drugi dla Rakel suki w typie amstafa. Jeśli jesteście zainteresowani adopcją któregokolwiek psa zapraszamy do odwiedzin. Pomożemy wam w podjęciu decyzji. Gwarantujemy wsparcie i finasujemy szczepienie przeciw chorobom wirusowym, czipowanie i sterylizację. raf

Zdjęcia i opisy psów zassane z FB Wodzisławskich psów i kotów.

1. Crayzol - W dniu 06.05.2016r. z Rodzinnego Parku Rozrywki na Trzech Wzgórzach przywieziono młodego pieska. Charakter taki jak i imię ;) Krejzol to młody pies o ciekawym umaszczeniu, lubiący zabawę, kontakt z człowiekiem. Wykastrowany.

krejzol

2. Szakal - piesek przywieziony z ul. Chrobrego w dniu 02.06.2016r.  Piesek radosny, lubi zabawę, domaga się uwagi i kontaktu z wolontariuszami. Średnio dogaduje się z innymi samcami. Wykastrowany.

szakal

szakal1

3. Belek - przywieziony w dniu 01.08.2016r. Młody, radosny piesek, lubi kontakt z człowiekiem.

belek

4. Sylwek - ostoja spokoju

sylwek

 

I ciąg dalszy wpisu. Szukane domy stałe i tymczasowe - przytuliskowe kojce pękają w szwach.

Nadeszła czarna godzina. Wszystkie kojce są zajęte. Nie mamy już miejsca dla psów i kotów. Mamy prośbę o Domy Tymczasowe dla psów. Jeden dla Iśka naszego staruszka a drugi dla Rakel suki w typie amstafa. Jeśli jesteście zainteresowani adopcją któregokolwiek psa zapraszamy do odwiedzin. Pomożemy wam w podjęciu decyzji. Gwarantujemy wsparcie i finasujemy szczepienie przeciw chorobom wirusowym, czipowanie i sterylizację. raf

Zdjęcia i opisy psów zassane z FB Wodzisławskich psów i kotów.

1. Tolek - został przywieziony po wypadku komunikacyjnym w dniu 31.07.2016r. Uwielbia towarzystwo ludzi, toleruje psiaki.

TOLEK

TOLEK1

2. Piękny biszkoptowy Brego to duży samiec w typie labradora. Pogodny, posłuszny. Ma dobry stosunek do otoczenia i ludzi. Uwielbia pływać. Każdy kto przechodzi obok kojca musi go podrapać. Kocha pieszczoty i spacery oraz smaczki. Nie lubi głaskania przez dzieci.
Kontakt w sprawie adopcji - Rafał tel. 605 109 891. W przytulisku od 10-07-2015r., wyłapany z ul. Rzemieślniczej w Marklowicach.

brego

brego1

3. Inka - żywiołowa Ina trafiła do nas ponownie, niestety ta adopcja się nie udała. Ale nie ma tego złego... wszyscy zaważamy, że Ina wróciła spokojniejsza, skora do przytulania, bardziej nastawiona na człowieka. Inka szuka swojego człowieka, takiego już na zawsze.

inka

inka1

4. Rakel - przywieziona w dniu 28.07.2016r. z ul. PCK. Cudowna, młoda suczka, lgnąca do człowieka, potrzebuje uwagi i ruchu.

rakel1

rakel

5. Reksiu - życie go nie rozpieszczało, spędził je na łańcuchu przy budzie. Obecnie przebywa w domu tymczasowym, poznaje co to rodzina, psi towarzysze, wylegiwanie się na kanapie i troskliwa opieka. Reksiu szuka domu stałego i własnego człowieka.

13654304_512916568917751_5964603924606790551_n

 

wtorek, 16 sierpnia 2016

Spacery - rano i wieczorem - wygladają mniej więcej tak: wypatrzenie sługusa, opierdzielenie sługusa, holowanie sługusa i jego psa, coby nie pobładzili, sik [ewentualnie i coś grubszego], galop przez trawnik, ostrzenie pazurów o pieniek po wierzbie, opierdziel, powrót do holowania, opierdziel przyspieszajacy wysyp karmy w umówionym miejscu, zachowanie odległości, coby sługus nie pomyślał, że się kot oswaja czy coś, konsumpcja [z oczami na plecach, bo to nigdy nie wiadomo, z czym taki ludź wyskoczyć może]...

Ciężkie jest życie podblokowego kota...

13934892_1024516240930595_6674404737134697001_n

Na focie przybrudzona, teraz jest bielutka i puchata. Nie wiem, czy nie ma jeszcze gdzieś na osiedlu drugiej mety :)


Sąsiedzi mają ubaw po paszki, szczególnie gdy za podblokówką ciągnie się jeszcze rudy kocur sąsiadów:)
Tylko fletu mi brakuje^^

Pisałam już wielokrotnie, że jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co robią wolontariusze Stowarzyszenia Koty, psy i my. Sezon wakacyjny to trudny czas: wysyp miotów niechcianych kociąt, porzucane zwierzęta, które z poziomu chcę,chcę,pożądam,lovusiam spadły na poziom qrwa,ruszyćsięniemożnaztymsierściuchemnigdzieikłakiiwogóle.

Klęska urodzaju dopadła również przytulisko wodzisławskie - pilnie poszukiwane są domy tymczasowe, a najlepiej stałe dla psów i kotów. Wariant pesymistyczny - wywózka zwierząt z przytuliska do schroniska w Miedarach. Będę wdzieczna za udostępnianie wpisu - tego lub z poziomu KotoTotka [z góry przepraszam tych, którzy zerkają na oba blogi - wpisy się zdublują]. 

Apel wolontariuszy:

Nadeszła czarna godzina. Wszystkie kojce są zajęte. Nie mamy już miejsca dla psów i kotów. Mamy prośbę o Domy Tymczasowe dla psów. Jeden dla Iśka naszego staruszka a drugi dla Rakel suki w typie amstafa. Jeśli jesteście zainteresowani adopcją któregokolwiek psa zapraszamy do odwiedzin. Pomożemy wam w podjęciu decyzji. Gwarantujemy wsparcie i finasujemy szczepienie przeciw chorobom wirusowym, czipowanie i sterylizację. raf

I do rzeczy, bohaterowie [album na FB; wszystkie zdjecia i opisy pochodzą z FB Wodzisławskich psów i kotów]:

1. Misia

Misia- cudowny i cierpliwy pies rodzinny, czeka na swojego człowieka. Wróciła z adopcji w dniu 06.08.2016r. nie ze swojej winy, sytuacja życiowa dotychczasowej rodziny uległa zmianie i dla dobra psa Misia wróciła pod naszą opiekę.

misia

misia1

2. Isiek - piesek przywieziony w dniu 14.05.2016r. z ul. Łużyckiej. 
Isiek to staruszek, przyjechał do nas w kiepskim stanie, z resztkami łańcucha na szyi na ciężkiej obroży, odżył po tym jak otrzymał lepszą karmę, leki wzmacniające, towarzystwo i zainteresowanie człowieka. Jeśli ktoś chciałby dać ciepły dom Iśkowi na starość to zapraszamy! To bardzo wdzięczny piesek

isiek

 

3. Kremówka - przywieziona z Os. 1 Maja w dniu 22.07.2016r. Cudowna, wesoła suczka, bardzo lubi kontakt z ludźmi, dogaduje się z psami.

kremowka

4. Toto - to pogodny pies, szybko się uczy i bardzo lubi długie spacery i kontakt z człowiekiem. Wykastrowany. W przytulisku od 12.01.2016r.

toto

środa, 03 sierpnia 2016

CzarnyDekiel mnie z tymi swoimi dziąsłami wykończy nerwowo. Podawanie sterydu co cztery dni [aż dwa razy miało to miejsce] się nie sprawdziło najwyraźniej, prawa strona zaogniona. I co, i zaś chyba wet, bo nie wiem, czy mam powoli wracać do dawki co trzy dni, czy walnąć od razu co dwa czy jak [edycja: po nocy stwierdzam, że walniem co dwa dni]. Żeby było śmiesznie, w przyszlym tygodniu zostaję bez samochodu - oby to bezaucie się nie przeciągnęło czasowo. 

dekiel

Rzadka sytuacja uwieczniona na focie: Czarna się myje...

13882191_1013028632079356_6475134242102139976_n

 

wtorek, 02 sierpnia 2016

Pancia nalała mlika. Wyjatkowo. 

13781839_1006329496082603_4535822595576864913_n

Od lewej tenisówki jadąc: Czarny Dekiel, Bure Zuo, Karlito - JedynyFacetWtymDomu i Mela-wszystkościepna-Słonik.

 

niedziela, 31 lipca 2016

Ładnie żarło, a zdechło. Mowa o wiśniach, które zasypałam cukrem, a które docelowo miały zostać zalane spirytusem. Uszko się oberwało temu słoiku, no i co... 

bylasenalewka

W wiśniowym soku i szkle było pół mieszkania [grunt to znaleźć dobrą lokalizację rozpryskową] oraz koty. Dzisiaj CzarnemuDeklowi wyczesywałam z głowy jakiś kołtun zlepiony cukrem. Dobrze, że słoik nie poleciał wczoraj na tego małego czarnego gnoma, który oczywiście kręcił się pod moimi nogami...   

Pytanie: co robia koty na dźwięk tłuczonego szkła? Nie, nie uciekają... Nie wiem, czy wczorajsza krew była tylko moja, czy też ktoś jeszcze się skaleczył. Chociaż coś bym zauważyła dzisiaj, nie? 

A jak już jesteście w ferworze walki, w samym środku wiśniowo-cukrowego armagedonu, zawsze możecie liczyć na dzwoniący telefon. 

 I w telegraficznym skrócie: Mela od trzech nocy wyje. W ciagu dnia nic, a w nocy zaczyna jakoś żałośnie zawodzić. Je, korzysta z kuwety, bawi się. Tosia łazi wqrwiona, dzisiaj próbowała mnie dziamnąć [brzuch?], a Koko wzorcowo wyrzygała obiad i śniadanie - w tej kolejności, albo jej nie spasował surowy kurzy cyc, albo dobijamy do magicznego trymestru [mniej więcej tyle czasu upływa między jednym a drugim atakiem wymiotów, ktorych bez ingerencji weterynarza opanować nie umiem]. Podblokówka gluci.  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 42