| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
Co w sieci piszczy...
Coś dla podniebienia
Kontakt
KotoTotek: zagraj - wygraj!
Nieco historii
Scenki z życia moich futer
Z kotem w roli głównej
Zajrzyj
 MiauKot pr

Sierściuchy

poniedziałek, 04 lipca 2016

Tak se patrzyłam na opakowanie kociej karmy [z RC takie jakieś, kombinuję z karmami dla Czarnej, bo mnie ta jej sierść do szału doprowadzi] i zauważyłam aksamitkę... Aksamitka po bretixowemu [młehehehe, jako prawi naczelnik państwa] to marigold. I teraz tak... 

Marigold [angolskie] - aksamitka [polskie] - smrodziuszek-śmierdziuszek-śmierdziuch [śląskie] - to co ja, kurde, oglądałam: Hotel Śmierdziuszek?

...

PS. Tosia zakłaczona. Rzyga. Rzygała też Saba. A Koko osiagnęła etap, kiedy barankuje dłoń, która zgania ją z drukarki... I z nadmiaru czułości próbuje mi poodgryzać palce u stóp. Nadal pozostaje nieuchwytna, kiedy człek chce ją złapać, nie ma że tak o - wezmę i po [czterech? pięciu?] latach pobytu się oswoję...

PPS. Endokrynolog na cito - prywatnie - termin: 28 września. Fajosko. 

 

 

niedziela, 03 lipca 2016

Nie. To nie twój obiad. To absolutnie-najlepsiejsza-kocia-zabawka. Znajdziesz ją rozwleczoną po całej chałupie. Zresztą czereśnie takoż. 

Czarna z lotu ptaka oglądana ma jakąś dziwną figurę - jakby piłkę połknęła. Tosia wyrzygała śniadanie. Zdarzało się to w ostatnich dniach kilkakrotnie. A ja na cito muszę szukać endokrynologa. Takze tak. 

 

czwartek, 30 czerwca 2016

Dziąsła Czarnej nadal wyglądają oki, choć po prawej stronie w okolicach takiego pojedynczago kiełka chyba cos się zaczyna znów kluć. Po Stomorgylu przyszedł czas na dawki Calcortu. Że super i różowiutko? Od wczoraj Czorno kicho jako ta armata... 

Myć się nadal nie myje.

Futro jakby do sznytloka pizło. 

Nie. Tym razem nie rzyga [rzygała jakieś dwa tygodnie temu ;)]. Gorzej.

Przedwczoraj odwiedził mnie dziadek. Wpada raczej rzadko. Dobra - sporadycznie. KokoDylstwo nie tylko przyszło do kuchni, nie tylko ocierało się o nogawki, nie tylko dało pogłaskać, ale  jeszcze samo po kolejną porcję czułości wróciło. Czas umierać...  

niedziela, 19 czerwca 2016

Czarna - jak wiadomo - w paszczy ma niefajnie, co powoduje pewne niedoskonałosci w przebiegu toalety. Dobra - nie myje się wcale. A tu dzisiaj - voila: siedziało toto na parapecie i tak ze trzy razy majtnęło ozorem po futrze...

Podawanie obecnie konsumowanych tabletek to wyższa szkoła hardkoru [gorzkie muszą być jak diobli, a i wielkościowo sporawe są kawalątki - jako że trza je pociachać to jakaś gorycz [jak się panci paluszek omsknie i do gardzioła bezposrednio nie trafi] ma prawo przemieniać CzornegoDekla w FabrykęŚliny. Jeszcze dwa dni. Potem zmiana tabsów. 

A, dziasełka ładne. Różowe. Aż by się chciało jechać do weta, coby se obejrzał :)

Generalnie nim zdecyduję się na powyrywanie Czarnej wszystkich zęboli [a taka wizja jest wielce prawdopodobna], chciałabym mieć poczucie, że próbowałam. Młoda przy czyszczeniu zębów w minionym roku złapała bezdech, a wiadomo, jaka jest narkoza przy czyszczeniu, a jak będzie przy usuwaniu zębów z połowy paszczy...

piątek, 17 czerwca 2016

W wersji na dwie ręce, psa, kota i kleszcza tytułowe polecenie brzmi nieco inaczej.

Czorrrnoooo... plis... nie kradnij mi tych hoczyków...

Jak już namierzysz kleszczora, zwalczysz obrzydzenie, przekonasz psioka, by wywalił się w dogodnej pozycji, przygotujesz narzędzia [plastikowe takie śmieszne haczyki], przychodzi Czarny Dekiel i zaczyna  rzeczonymi haczykami grać w nogę. Ni ma letko.  

czwartek, 16 czerwca 2016

A w ogóle pierwsza połowa tego tygodnia wygladała tak; Koko - znowu - rzygała, Meli - znowu - rozciekło się oko, Tosia - znowu - gluciła niemiłosiernie, Lol - znowu - zdradzał objawy  zatkania zaworka, Soda - wciąż - liże ściany, Czorno mo - wciąż - fatalne dziąsła. 

Zaczynam się zastanawiać, czy zwierzoki nie reagują tak zmasowanym atakiem na moje problemy, jako że nic innego się w domu nie pozmieniało. 

Na razie sytuacja powoli się klaruje: Karlos sika, Koko nie rzyga, Tosia gluci mniej, Czarna - przewalone. Soda - liże ściany i okno. Mela z okiem jakby lepiej. Sabę wzięli do siebie moi rodzice.

A, wróć: Mela wciaż się drapie. Powód nieznany. Nie robi sobie krzywdy, ale się jednak drapie...

Oby do urlopu. A jakby w tym czasie udało się nikogo nie zatłuc, nikomu nie nawrzucać i ogarnąć jakoś ten matrix - byłoby idealnie. 

"Karol, cholero! Nie zeżryj całego środka!"

Uroczysta inauguracja sezonu arbuzowego w moim domu zaczyna się - jak co roku - od przytoczonej wyżej formułki.

 

 

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

... kiedy drogą kupna wchodzisz w posiadanie paczki chipsów.

Przynosisz zdobycz do domu, otwierasz opakowanie, wyjmujesz garść chipsiorów i idziesz na spacer z psem.

Wracasz, ponownie ładujesz łapę do opakowania i już WIESZ...

Tosia tu była.

Chipsy się same nie omuldały.

Ble... 

niedziela, 10 kwietnia 2016

Od przedwczoraj Sabinia konsumuje tabsy na tarczycy niedoczynność. Teraz to nie ma zmiłuj - trzeba bedzie wstawać wcześniej... Kiedy mi się zaspało, tabsa swojego łykałam w locie, a śniadanie spożywałam kiedyś tam... Sierściuch jednak na pół dnia o suchym pysku i głodnym brzucholu zostawion być nie powinien ;) Dobrze, że nie protestuje jakoś specjalnie. Rozpaćkany grzbiecior się goi. Nie jakoś rewelacyjnie, ale do przodu.

Oby to było to. Żadne nadnercza, przysadki czy inne Cushingi. A, bo nie wiem, czy pisałam: sierścio pije i leje dużo. 

A wczoraj w ogóle była akcja PRANIE. Czarna i Tosia nie podeszły do tego pomysłu z entuzjazmem równym mojemu... No ale cóż. 

Powtórzę się: pisałam tu już kilkakrotnie, że Czarna to takie wcielenie Kluni, że nawet piętki ma wyświechtane jak Szefowa... No i wczoraj byłam świadkiem akcji, która potwierdza tylko tezę, że Kluś wrócił w inym futerku. 

Siedzę ci ja na kibelku. Drzwi do łazienki otwarte [bo przy zamknietych Czarna drze ryja i skacze na klamkę], Karol siedzi na dywaniku i czeka na okazje, żeby wskoczyc mi na ramiona. Przychodzi Soda - ociera się o Lolka, mizia, mruczy...Ja czekam, bo wiem, jak to się skończy. Olo zaczyna się wkurzać, w końcu nie zdzierżył i dziabnął Sodziana, ten się rozdarł, jakby go gorącą smołą polewano, kotłowanina przeniosła się do przedpokoju. Nagle...

Przeleciała czarna strzała [ledwo wyrobiła na zakręcie, serio], zahamowała z piskiem opon [hmm... stąd te wytarcia?] i ... yep,yep - dwa razy z liścia. Rozdzieliła sprawiedliwie. Towarzystwo się rozpierzchło. Na placu boju pozostał mały czarny wnerw. Fufnął niczym byk szykujący się do szarży i  dostojnym krokiem odszedł w kierunku pokoju. Brakowało jeno w tle zachodzącego słońca i prerii...

Zapanowała cisza. 

Wcześniej rola rozjemcy należała do Kluchy... 

Cyrk. 

 

sobota, 09 kwietnia 2016

Wyczytałam na Fejsiku, powiem ja Wam, ciekawe info: 

Kiedy ludzie mówią do kotów, mają tendencję do przyjmowania śpiewnego stylu mówienia, podobnego do tego, jaki stosujemy wobec dzieci. Kiedy sobie to uświadomimy, okaże się, że większość z nas używała zdrobnień i podnosiła głos do wysokich tonów. 

źródło tu

Ale bzdety! - pomyślałam. - Ciekawe kto, chyba wy! Ja na moje koty naawet nie kiciciam! - gderałam pod nosem, a że akurat czekałam w kuchni, aż zaparzy się herbata, przypętał się Czarny Dekiel i dawaj, kręcić ósemki wokół moich nóg. - No cio ty, ćarny zarazku jeden, cio... - rzekła pancia...

Także tego... 

Sprawa kotów i psów mieszkających ze swoimi opiekunami w altance na terenie ogródków działkowych wciąż się toczy. Przypomnę: Państwo nie chcą żadnej pomocy dla siebie, musieli wyprowadzić się z mieszkania, w którym odcięto wodę i prąd. O zwierzęta dbają, jak mogą: koty są niewychodzące - również teraz, w altance. Wszystkie zwierzęta potrzebowały interwencji - by ją dokończyć, potrzebne jest jednak wsparcie finansowe. 

Co zrobiono [cyt. za stroną fundacji]:

Do tej pory udało nam się:

- odpchlić wszystkie koty i zabezpieczyć psy,

- odpchlić pomieszczenia, w których przebywają zwierzaki,

- odrobaczyć wszystkie, również w kierunku tasiemczyc (obecność tasiemca potwierdzona naocznie),

- wykastrowaliśmy 5 kotek i 4 kocury,

- wszystkim podaliśmy antybiotyk długodziałający (convenia),

- koteczka nerkowa (18-letnia) została zaopatrzona w karmę typu renal (mokrą i suchą) oraz leki (nefrokrill, famogast).

Cały czas wspomagamy zwierzaki karmą.

Na koniec miesiąca rachunek za zwierzaki z altanki wyniósł: 1120,- zł

Plany:

- powtórzenie odrobaczania u wszystkich zwierzaków,

- zabezpiecenie ich przed pchłami i kleszczami - bardzo potrzebne byłyby obroże FORESTO dla psów, które swoje kosztują [obroże, nie psy - te dla swojego pana są bezcenne], ale są po pierwsze skuteczne, a po drugie - wystarczą na cały sezon.

- oczywiście karma...

Wszelka pomoc jest naprawdę mile widziana.

https://www.siepomaga.pl/kotyzaltanki - każde udostępnienie zbiórki i info o zwierzakach jest cenne!

 

DANE DO PRZELEWU
Fundacja Pomocy Zwierzętom MiauKot
Plac Gen. Sikorskiego 2/2 41-902 Bytom

nr konta:
ING Bank Śląski 86 1050 1621 1000 0090 7210 1638

płatności zagraniczne kod:
SWIFT:INGBPLPW IBAN: PL 86 1050 1621 1000 0090 7210 1638

PAY PAL

 

wtorek, 05 kwietnia 2016

Zeszły miesiąc sponsorował Karol - bo się zatkał na ament. Niefajnie bardzo... Wczoraj u weta byla Tosia - rwanie ząbka na żywca [wyglądał, jakby miał wyjść zaraz, ale się okazało, że to nie do końca tak ; )]. Fajnie, że są takie ekstra torebki, w które pakuje się koty tak, że wystaje jeno łeb. Lepsze to, niż narkoza. Przynajmniej w tym wypadku.

Meli zaczęło się paprać oko, co dzień wyglądało gorzej. Rogówka cała, wygląda na uraz pod okiem. Tosia ma jakieś przetarcie nad okiem - może sie pobiły? Nie mam pewności, bo zaczęło się od zaczerwienienia w wewnętrznym kąciku. Ale nie jestem wetem. Od czasu korekcji powiek Melcia nie miała problemu z patrzałkami. 

Dzisiaj akcja z Sabą i Koko. Kwartalny gargulec - co trzy - cztery miesiące wznawia akcję wyrzygam se bebechy i co mi zrobisz... Złapałam małą podstępem: kiedy przyszła się pomiziać... Kochany kot, ale normalny to on nie jest. Można trzymać kciuki, żeby podany standardowy zestaw przyniósł standardowy efekt, czyli poprawę.

No a Saba co: czyszczony gruczoł przy dupce, utoczona krew - w ramach próby dojścia do tego, czemu dużo pije [co przekłada się na obfite oddawanie moczu, zwiększyłam liczbę spacerów w ciągu dnia, żeby nie musiała trzymać urobku]. No i jako wzorowy opiekun [sarkazm] nie zauważyłam, że tam, gdzie była narośl, z której się sączyło cosik, jest  teraz otwarty kraterek, z którego i owszem - sączy się krew. Nie wiem, od ilu dni sierściuch łazi w dziurawym futrze. Jeśli obecne badanie nic nie wskaże, jedziem dalej... Muszę też przejrzeć bloga pod kątem zmian w zachowaniu Sabiszona, bo się okazało, że zwiększony popyt na wodę zgłaszałam już w lutym, czego kompletnie nie pamiętam. Ciekawe, o czym jeszcze zapomniałam :/ żeby nie utrudnić diagnostyki przez własną sklerozę...

Na swoją kolejkę czeka CzarnyDekiel: miała katar, przeszedl, ale dziwnie przełyka od czasu do czasu. Kogo pominęłam? A, Soda - trzyma się zdrowo. Dzika i prdlnta jak zawsze :)

Poza tym to był fatany dzień. Ludzie jeżdżą, jakby ich licho goniło. Kłopoty zdrowotne dopadły bliskami osobę. Przed blokiem wykarczowano żywopłoty - czyli nastąpiła eksmisja wróbli, z których obecności cieszyłam się niedawno. No i creme de la creme - konkluzja, że jednak jestem wybitnie naiwnym stworzeniem. Dostałam po łbie. 

 

sobota, 26 marca 2016

Wszelkiej obfitości - nie tylko w dziale mięsnym pewnego hipermarketu -  i czasu, by móc się delektować tym, co się wybrało, bez gdybania, czy to na pewno TO.

12670913_934104586638428_2019576734618667455_n

 I odrobina prywaty, skoro już przy życzeniach jestem: sobie życzę cierpliwości i pokory, bo to, co się dzieje wokół [czytaj: nowe państwo wg PiSlamistów, odradzanie się klimatów skrajnie prawicowych, katolskich - nie mylić z katolickimi, faszystowskich, kibolskich, itp.] wywołuje we mnie bardzo niefajne emocje i słowa. I nie podoba mi się to.  

poniedziałek, 21 marca 2016

Czarna ma wiele ksyw. Więszość z powodów cenzuralnych nie nadaje się do publicznego ujawnienia... 

12321321_941512095897677_6862676289243070253_n

Jest - powtarzałam to już wielokrotnie - niemożliwie podobna do Kluni. Inny kolor futra, ale zachowanie identyczne. Nawet dziury na "piętach" takie same. Szefowa. Wszystko musi skontrolować. Mizianki na jej zasadach. Mistrz mruczanda. 

Na załączonej ilustracji Dekiel prezentuje swój dywanik, w który się zawija. W sumie to mi to lotto, chyba że akurat wychodzę spod prysznica i chcę na onym dywaniku stopę swą postawić. I tak kiedyś z powodu cholery połamię gnaty... Moje albo jej. 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44