| < Czerwiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
Co w sieci piszczy...
Coś dla podniebienia
Kontakt
KotoTotek: zagraj - wygraj!
Nieco historii
Scenki z życia moich futer
Z kotem w roli głównej
Zajrzyj
 MiauKot pr

Sierściuchy

wtorek, 16 sierpnia 2016

Pisałam już wielokrotnie, że jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co robią wolontariusze Stowarzyszenia Koty, psy i my. Sezon wakacyjny to trudny czas: wysyp miotów niechcianych kociąt, porzucane zwierzęta, które z poziomu chcę,chcę,pożądam,lovusiam spadły na poziom qrwa,ruszyćsięniemożnaztymsierściuchemnigdzieikłakiiwogóle.

Klęska urodzaju dopadła również przytulisko wodzisławskie - pilnie poszukiwane są domy tymczasowe, a najlepiej stałe dla psów i kotów. Wariant pesymistyczny - wywózka zwierząt z przytuliska do schroniska w Miedarach. Będę wdzieczna za udostępnianie wpisu - tego lub z poziomu KotoTotka [z góry przepraszam tych, którzy zerkają na oba blogi - wpisy się zdublują]. 

Apel wolontariuszy:

Nadeszła czarna godzina. Wszystkie kojce są zajęte. Nie mamy już miejsca dla psów i kotów. Mamy prośbę o Domy Tymczasowe dla psów. Jeden dla Iśka naszego staruszka a drugi dla Rakel suki w typie amstafa. Jeśli jesteście zainteresowani adopcją któregokolwiek psa zapraszamy do odwiedzin. Pomożemy wam w podjęciu decyzji. Gwarantujemy wsparcie i finasujemy szczepienie przeciw chorobom wirusowym, czipowanie i sterylizację. raf

I do rzeczy, bohaterowie [album na FB; wszystkie zdjecia i opisy pochodzą z FB Wodzisławskich psów i kotów]:

1. Misia

Misia- cudowny i cierpliwy pies rodzinny, czeka na swojego człowieka. Wróciła z adopcji w dniu 06.08.2016r. nie ze swojej winy, sytuacja życiowa dotychczasowej rodziny uległa zmianie i dla dobra psa Misia wróciła pod naszą opiekę.

misia

misia1

2. Isiek - piesek przywieziony w dniu 14.05.2016r. z ul. Łużyckiej. 
Isiek to staruszek, przyjechał do nas w kiepskim stanie, z resztkami łańcucha na szyi na ciężkiej obroży, odżył po tym jak otrzymał lepszą karmę, leki wzmacniające, towarzystwo i zainteresowanie człowieka. Jeśli ktoś chciałby dać ciepły dom Iśkowi na starość to zapraszamy! To bardzo wdzięczny piesek

isiek

 

3. Kremówka - przywieziona z Os. 1 Maja w dniu 22.07.2016r. Cudowna, wesoła suczka, bardzo lubi kontakt z ludźmi, dogaduje się z psami.

kremowka

4. Toto - to pogodny pies, szybko się uczy i bardzo lubi długie spacery i kontakt z człowiekiem. Wykastrowany. W przytulisku od 12.01.2016r.

toto

środa, 03 sierpnia 2016

CzarnyDekiel mnie z tymi swoimi dziąsłami wykończy nerwowo. Podawanie sterydu co cztery dni [aż dwa razy miało to miejsce] się nie sprawdziło najwyraźniej, prawa strona zaogniona. I co, i zaś chyba wet, bo nie wiem, czy mam powoli wracać do dawki co trzy dni, czy walnąć od razu co dwa czy jak [edycja: po nocy stwierdzam, że walniem co dwa dni]. Żeby było śmiesznie, w przyszlym tygodniu zostaję bez samochodu - oby to bezaucie się nie przeciągnęło czasowo. 

dekiel

Rzadka sytuacja uwieczniona na focie: Czarna się myje...

13882191_1013028632079356_6475134242102139976_n

 

wtorek, 02 sierpnia 2016

Pancia nalała mlika. Wyjatkowo. 

13781839_1006329496082603_4535822595576864913_n

Od lewej tenisówki jadąc: Czarny Dekiel, Bure Zuo, Karlito - JedynyFacetWtymDomu i Mela-wszystkościepna-Słonik.

 

niedziela, 31 lipca 2016

Ładnie żarło, a zdechło. Mowa o wiśniach, które zasypałam cukrem, a które docelowo miały zostać zalane spirytusem. Uszko się oberwało temu słoiku, no i co... 

bylasenalewka

W wiśniowym soku i szkle było pół mieszkania [grunt to znaleźć dobrą lokalizację rozpryskową] oraz koty. Dzisiaj CzarnemuDeklowi wyczesywałam z głowy jakiś kołtun zlepiony cukrem. Dobrze, że słoik nie poleciał wczoraj na tego małego czarnego gnoma, który oczywiście kręcił się pod moimi nogami...   

Pytanie: co robia koty na dźwięk tłuczonego szkła? Nie, nie uciekają... Nie wiem, czy wczorajsza krew była tylko moja, czy też ktoś jeszcze się skaleczył. Chociaż coś bym zauważyła dzisiaj, nie? 

A jak już jesteście w ferworze walki, w samym środku wiśniowo-cukrowego armagedonu, zawsze możecie liczyć na dzwoniący telefon. 

 I w telegraficznym skrócie: Mela od trzech nocy wyje. W ciagu dnia nic, a w nocy zaczyna jakoś żałośnie zawodzić. Je, korzysta z kuwety, bawi się. Tosia łazi wqrwiona, dzisiaj próbowała mnie dziamnąć [brzuch?], a Koko wzorcowo wyrzygała obiad i śniadanie - w tej kolejności, albo jej nie spasował surowy kurzy cyc, albo dobijamy do magicznego trymestru [mniej więcej tyle czasu upływa między jednym a drugim atakiem wymiotów, ktorych bez ingerencji weterynarza opanować nie umiem]. Podblokówka gluci.  

czwartek, 28 lipca 2016

Czarna miała wczoraj zagluconą lewą dziurkę kinolka. Dzisiaj pokichuje. Trochę kijowo, zważywszy, że szama steryd, który raczej nie współpracuje z odpornością, za to w jakimś przyzwoitym stanie utrzymuje dziąsła. Od dzisiaj wydłużam przerwę między dawkami do 4 dni. Spojrzę jeszcze raz, ale wydaje mi się, że tuż przy ząbkach pojawiło się zaczerwienienie. To w sumie nie wiem, może lepiej podać dziś? Schizuję, że coś zawalę, na coś nie zwrócę uwagi, źle ocenię stan dziąseł i całe leczenie pójdzie się paść. Ile to? Ponad miesiąc juz chyba ogarniania japiszona CzarnegoDekla? Futro ma kocisko fatalne, ale to akurat bez związku z tabsami, bo wcześniej też takie miała. Wyniki krwi wporzo. Liczyłam na to, że jak juz przestanie ją boleć paszcza, to zacznie jakoś o te swoje kłaki dbać...  

W ruch poszła też wczoraj parafina - podejrzewam zakłaczenie: Tosia zrzuca żarcie przodem, a Mela ma problem z opróżnieniem tyłu.

W przyszłym tygodniu najprawdopodobniej zostanę bez samochodu - nie robi mi to dobrze na poczucie bezpieczeństwa. Jeśli coś nie pyknie z siersciuchami, znowu będę musiała prosić się kogoś o podwózkę. 

wtorek, 26 lipca 2016

W chwili obecnej na pokładzie mamy następującą sytuację: rano muszę pamiętać o Euthyroxie dla Saby, a od wczoraj o kroplach do oczu dla Meli [wraca problem wypływu z oka]. W południe - krople Meli, wieczorem - syropek Tosi [teraz to spoczko, bo codziennie, potem bedzie co trzy dni :)] i krople Meli, no i hiciorem jest CzarnyDekiel, który na te swoje dziasełka musi mieć podawany steryd - 1/8 tabsa co trzy dni, Na razie co trzy, bo będziemy wydłużać czas miedzy dawkami sterydu, by wyczaić najmniejszą skuteczną dawkę... Albo 1/16 calcortu co dwa dni? Kwestia otwarta...  Spojrzałam dziś na miaumowy wątek poświęcony następstwom podawania sterydu przez dłuższy czas. Hm... Alternatywą jest wyrwanie Czarnej wszystkich zęboli [przy ostatnim znieczuleniu ogólnym łobuz się zatrzymał]. Jak nie spojrzeć - kupa. 

A, dodam, że stado ma ograniczone racje żywnościowe, bo po tym, jak przy okazji wizyty z Lolkiem [uprzejmy był kombinować znów z sikaniem] wetka zapytała, czy on się w ogóle rusza [no rusza, nawet szybki dziad ;)], stwierdziłąm, że hmm... to 6,4 kilo kota może faktycznie dećko sporo. Jurek i Zosia też byli gabarytowo tacy wiesi niż mniejsi w sumie. Ze wszystkich bydlątek najwięcej straciła na wadze Saba - muszę tu mieć na uwadze czy to dieta, czy coś z tarczycą, czy diabli wiedzą czym tam jeszcze. Ostatnio łazi jakaś taka śnięta - upały? a jak nie upały to deszcze/burze/wiatry - to nie jest jej ulubiona pogoda. 

No i tak o, dla mistrza systematyczności [to o mnie, sarkazm zamierzony] to rzeźnia ;)

 

 

czwartek, 21 lipca 2016

Ten moment, kiedy odkrywasz, dlaczego pewnej czarnej kocicy tak gładko przychodzi lokowanie szanownych czterech liter na szafie: powyciągane nitki w płaszczu wiszącym na garderobie sa nadto wymowne... Nowym płaszczu. 

 

* "eureka" trzaska zastępstwo koleżeńskie za inne słowo, też z "r" w środku, równie dźwięczne, nieco mniej dyplomatyczne.

poniedziałek, 04 lipca 2016

Tak se patrzyłam na opakowanie kociej karmy [z RC takie jakieś, kombinuję z karmami dla Czarnej, bo mnie ta jej sierść do szału doprowadzi] i zauważyłam aksamitkę... Aksamitka po bretixowemu [młehehehe, jako prawi naczelnik państwa] to marigold. I teraz tak... 

Marigold [angolskie] - aksamitka [polskie] - smrodziuszek-śmierdziuszek-śmierdziuch [śląskie] - to co ja, kurde, oglądałam: Hotel Śmierdziuszek?

...

PS. Tosia zakłaczona. Rzyga. Rzygała też Saba. A Koko osiagnęła etap, kiedy barankuje dłoń, która zgania ją z drukarki... I z nadmiaru czułości próbuje mi poodgryzać palce u stóp. Nadal pozostaje nieuchwytna, kiedy człek chce ją złapać, nie ma że tak o - wezmę i po [czterech? pięciu?] latach pobytu się oswoję...

PPS. Endokrynolog na cito - prywatnie - termin: 28 września. Fajosko. 

 

 

niedziela, 03 lipca 2016

Nie. To nie twój obiad. To absolutnie-najlepsiejsza-kocia-zabawka. Znajdziesz ją rozwleczoną po całej chałupie. Zresztą czereśnie takoż. 

Czarna z lotu ptaka oglądana ma jakąś dziwną figurę - jakby piłkę połknęła. Tosia wyrzygała śniadanie. Zdarzało się to w ostatnich dniach kilkakrotnie. A ja na cito muszę szukać endokrynologa. Takze tak. 

 

czwartek, 30 czerwca 2016

Dziąsła Czarnej nadal wyglądają oki, choć po prawej stronie w okolicach takiego pojedynczago kiełka chyba cos się zaczyna znów kluć. Po Stomorgylu przyszedł czas na dawki Calcortu. Że super i różowiutko? Od wczoraj Czorno kicho jako ta armata... 

Myć się nadal nie myje.

Futro jakby do sznytloka pizło. 

Nie. Tym razem nie rzyga [rzygała jakieś dwa tygodnie temu ;)]. Gorzej.

Przedwczoraj odwiedził mnie dziadek. Wpada raczej rzadko. Dobra - sporadycznie. KokoDylstwo nie tylko przyszło do kuchni, nie tylko ocierało się o nogawki, nie tylko dało pogłaskać, ale  jeszcze samo po kolejną porcję czułości wróciło. Czas umierać...  

niedziela, 19 czerwca 2016

Czarna - jak wiadomo - w paszczy ma niefajnie, co powoduje pewne niedoskonałosci w przebiegu toalety. Dobra - nie myje się wcale. A tu dzisiaj - voila: siedziało toto na parapecie i tak ze trzy razy majtnęło ozorem po futrze...

Podawanie obecnie konsumowanych tabletek to wyższa szkoła hardkoru [gorzkie muszą być jak diobli, a i wielkościowo sporawe są kawalątki - jako że trza je pociachać to jakaś gorycz [jak się panci paluszek omsknie i do gardzioła bezposrednio nie trafi] ma prawo przemieniać CzornegoDekla w FabrykęŚliny. Jeszcze dwa dni. Potem zmiana tabsów. 

A, dziasełka ładne. Różowe. Aż by się chciało jechać do weta, coby se obejrzał :)

Generalnie nim zdecyduję się na powyrywanie Czarnej wszystkich zęboli [a taka wizja jest wielce prawdopodobna], chciałabym mieć poczucie, że próbowałam. Młoda przy czyszczeniu zębów w minionym roku złapała bezdech, a wiadomo, jaka jest narkoza przy czyszczeniu, a jak będzie przy usuwaniu zębów z połowy paszczy...

piątek, 17 czerwca 2016

W wersji na dwie ręce, psa, kota i kleszcza tytułowe polecenie brzmi nieco inaczej.

Czorrrnoooo... plis... nie kradnij mi tych hoczyków...

Jak już namierzysz kleszczora, zwalczysz obrzydzenie, przekonasz psioka, by wywalił się w dogodnej pozycji, przygotujesz narzędzia [plastikowe takie śmieszne haczyki], przychodzi Czarny Dekiel i zaczyna  rzeczonymi haczykami grać w nogę. Ni ma letko.  

czwartek, 16 czerwca 2016

A w ogóle pierwsza połowa tego tygodnia wygladała tak; Koko - znowu - rzygała, Meli - znowu - rozciekło się oko, Tosia - znowu - gluciła niemiłosiernie, Lol - znowu - zdradzał objawy  zatkania zaworka, Soda - wciąż - liże ściany, Czorno mo - wciąż - fatalne dziąsła. 

Zaczynam się zastanawiać, czy zwierzoki nie reagują tak zmasowanym atakiem na moje problemy, jako że nic innego się w domu nie pozmieniało. 

Na razie sytuacja powoli się klaruje: Karlos sika, Koko nie rzyga, Tosia gluci mniej, Czarna - przewalone. Soda - liże ściany i okno. Mela z okiem jakby lepiej. Sabę wzięli do siebie moi rodzice.

A, wróć: Mela wciaż się drapie. Powód nieznany. Nie robi sobie krzywdy, ale się jednak drapie...

Oby do urlopu. A jakby w tym czasie udało się nikogo nie zatłuc, nikomu nie nawrzucać i ogarnąć jakoś ten matrix - byłoby idealnie. 

"Karol, cholero! Nie zeżryj całego środka!"

Uroczysta inauguracja sezonu arbuzowego w moim domu zaczyna się - jak co roku - od przytoczonej wyżej formułki.

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44