| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Co w sieci piszczy...
Coś dla podniebienia
Kontakt
KotoTotek: zagraj - wygraj!
Nieco historii
Scenki z życia moich futer
Z kotem w roli głównej
Zajrzyj
 MiauKot pr

Sierściuchy

wtorek, 02 sierpnia 2016

Pancia nalała mlika. Wyjatkowo. 

13781839_1006329496082603_4535822595576864913_n

Od lewej tenisówki jadąc: Czarny Dekiel, Bure Zuo, Karlito - JedynyFacetWtymDomu i Mela-wszystkościepna-Słonik.

 

niedziela, 31 lipca 2016

Ładnie żarło, a zdechło. Mowa o wiśniach, które zasypałam cukrem, a które docelowo miały zostać zalane spirytusem. Uszko się oberwało temu słoiku, no i co... 

bylasenalewka

W wiśniowym soku i szkle było pół mieszkania [grunt to znaleźć dobrą lokalizację rozpryskową] oraz koty. Dzisiaj CzarnemuDeklowi wyczesywałam z głowy jakiś kołtun zlepiony cukrem. Dobrze, że słoik nie poleciał wczoraj na tego małego czarnego gnoma, który oczywiście kręcił się pod moimi nogami...   

Pytanie: co robia koty na dźwięk tłuczonego szkła? Nie, nie uciekają... Nie wiem, czy wczorajsza krew była tylko moja, czy też ktoś jeszcze się skaleczył. Chociaż coś bym zauważyła dzisiaj, nie? 

A jak już jesteście w ferworze walki, w samym środku wiśniowo-cukrowego armagedonu, zawsze możecie liczyć na dzwoniący telefon. 

 I w telegraficznym skrócie: Mela od trzech nocy wyje. W ciagu dnia nic, a w nocy zaczyna jakoś żałośnie zawodzić. Je, korzysta z kuwety, bawi się. Tosia łazi wqrwiona, dzisiaj próbowała mnie dziamnąć [brzuch?], a Koko wzorcowo wyrzygała obiad i śniadanie - w tej kolejności, albo jej nie spasował surowy kurzy cyc, albo dobijamy do magicznego trymestru [mniej więcej tyle czasu upływa między jednym a drugim atakiem wymiotów, ktorych bez ingerencji weterynarza opanować nie umiem]. Podblokówka gluci.  

czwartek, 28 lipca 2016

Czarna miała wczoraj zagluconą lewą dziurkę kinolka. Dzisiaj pokichuje. Trochę kijowo, zważywszy, że szama steryd, który raczej nie współpracuje z odpornością, za to w jakimś przyzwoitym stanie utrzymuje dziąsła. Od dzisiaj wydłużam przerwę między dawkami do 4 dni. Spojrzę jeszcze raz, ale wydaje mi się, że tuż przy ząbkach pojawiło się zaczerwienienie. To w sumie nie wiem, może lepiej podać dziś? Schizuję, że coś zawalę, na coś nie zwrócę uwagi, źle ocenię stan dziąseł i całe leczenie pójdzie się paść. Ile to? Ponad miesiąc juz chyba ogarniania japiszona CzarnegoDekla? Futro ma kocisko fatalne, ale to akurat bez związku z tabsami, bo wcześniej też takie miała. Wyniki krwi wporzo. Liczyłam na to, że jak juz przestanie ją boleć paszcza, to zacznie jakoś o te swoje kłaki dbać...  

W ruch poszła też wczoraj parafina - podejrzewam zakłaczenie: Tosia zrzuca żarcie przodem, a Mela ma problem z opróżnieniem tyłu.

W przyszłym tygodniu najprawdopodobniej zostanę bez samochodu - nie robi mi to dobrze na poczucie bezpieczeństwa. Jeśli coś nie pyknie z siersciuchami, znowu będę musiała prosić się kogoś o podwózkę. 

wtorek, 26 lipca 2016

W chwili obecnej na pokładzie mamy następującą sytuację: rano muszę pamiętać o Euthyroxie dla Saby, a od wczoraj o kroplach do oczu dla Meli [wraca problem wypływu z oka]. W południe - krople Meli, wieczorem - syropek Tosi [teraz to spoczko, bo codziennie, potem bedzie co trzy dni :)] i krople Meli, no i hiciorem jest CzarnyDekiel, który na te swoje dziasełka musi mieć podawany steryd - 1/8 tabsa co trzy dni, Na razie co trzy, bo będziemy wydłużać czas miedzy dawkami sterydu, by wyczaić najmniejszą skuteczną dawkę... Albo 1/16 calcortu co dwa dni? Kwestia otwarta...  Spojrzałam dziś na miaumowy wątek poświęcony następstwom podawania sterydu przez dłuższy czas. Hm... Alternatywą jest wyrwanie Czarnej wszystkich zęboli [przy ostatnim znieczuleniu ogólnym łobuz się zatrzymał]. Jak nie spojrzeć - kupa. 

A, dodam, że stado ma ograniczone racje żywnościowe, bo po tym, jak przy okazji wizyty z Lolkiem [uprzejmy był kombinować znów z sikaniem] wetka zapytała, czy on się w ogóle rusza [no rusza, nawet szybki dziad ;)], stwierdziłąm, że hmm... to 6,4 kilo kota może faktycznie dećko sporo. Jurek i Zosia też byli gabarytowo tacy wiesi niż mniejsi w sumie. Ze wszystkich bydlątek najwięcej straciła na wadze Saba - muszę tu mieć na uwadze czy to dieta, czy coś z tarczycą, czy diabli wiedzą czym tam jeszcze. Ostatnio łazi jakaś taka śnięta - upały? a jak nie upały to deszcze/burze/wiatry - to nie jest jej ulubiona pogoda. 

No i tak o, dla mistrza systematyczności [to o mnie, sarkazm zamierzony] to rzeźnia ;)

 

 

czwartek, 21 lipca 2016

Ten moment, kiedy odkrywasz, dlaczego pewnej czarnej kocicy tak gładko przychodzi lokowanie szanownych czterech liter na szafie: powyciągane nitki w płaszczu wiszącym na garderobie sa nadto wymowne... Nowym płaszczu. 

 

* "eureka" trzaska zastępstwo koleżeńskie za inne słowo, też z "r" w środku, równie dźwięczne, nieco mniej dyplomatyczne.

poniedziałek, 04 lipca 2016

Tak se patrzyłam na opakowanie kociej karmy [z RC takie jakieś, kombinuję z karmami dla Czarnej, bo mnie ta jej sierść do szału doprowadzi] i zauważyłam aksamitkę... Aksamitka po bretixowemu [młehehehe, jako prawi naczelnik państwa] to marigold. I teraz tak... 

Marigold [angolskie] - aksamitka [polskie] - smrodziuszek-śmierdziuszek-śmierdziuch [śląskie] - to co ja, kurde, oglądałam: Hotel Śmierdziuszek?

...

PS. Tosia zakłaczona. Rzyga. Rzygała też Saba. A Koko osiagnęła etap, kiedy barankuje dłoń, która zgania ją z drukarki... I z nadmiaru czułości próbuje mi poodgryzać palce u stóp. Nadal pozostaje nieuchwytna, kiedy człek chce ją złapać, nie ma że tak o - wezmę i po [czterech? pięciu?] latach pobytu się oswoję...

PPS. Endokrynolog na cito - prywatnie - termin: 28 września. Fajosko. 

 

 

niedziela, 03 lipca 2016

Nie. To nie twój obiad. To absolutnie-najlepsiejsza-kocia-zabawka. Znajdziesz ją rozwleczoną po całej chałupie. Zresztą czereśnie takoż. 

Czarna z lotu ptaka oglądana ma jakąś dziwną figurę - jakby piłkę połknęła. Tosia wyrzygała śniadanie. Zdarzało się to w ostatnich dniach kilkakrotnie. A ja na cito muszę szukać endokrynologa. Takze tak. 

 

czwartek, 30 czerwca 2016

Dziąsła Czarnej nadal wyglądają oki, choć po prawej stronie w okolicach takiego pojedynczago kiełka chyba cos się zaczyna znów kluć. Po Stomorgylu przyszedł czas na dawki Calcortu. Że super i różowiutko? Od wczoraj Czorno kicho jako ta armata... 

Myć się nadal nie myje.

Futro jakby do sznytloka pizło. 

Nie. Tym razem nie rzyga [rzygała jakieś dwa tygodnie temu ;)]. Gorzej.

Przedwczoraj odwiedził mnie dziadek. Wpada raczej rzadko. Dobra - sporadycznie. KokoDylstwo nie tylko przyszło do kuchni, nie tylko ocierało się o nogawki, nie tylko dało pogłaskać, ale  jeszcze samo po kolejną porcję czułości wróciło. Czas umierać...  

niedziela, 19 czerwca 2016

Czarna - jak wiadomo - w paszczy ma niefajnie, co powoduje pewne niedoskonałosci w przebiegu toalety. Dobra - nie myje się wcale. A tu dzisiaj - voila: siedziało toto na parapecie i tak ze trzy razy majtnęło ozorem po futrze...

Podawanie obecnie konsumowanych tabletek to wyższa szkoła hardkoru [gorzkie muszą być jak diobli, a i wielkościowo sporawe są kawalątki - jako że trza je pociachać to jakaś gorycz [jak się panci paluszek omsknie i do gardzioła bezposrednio nie trafi] ma prawo przemieniać CzornegoDekla w FabrykęŚliny. Jeszcze dwa dni. Potem zmiana tabsów. 

A, dziasełka ładne. Różowe. Aż by się chciało jechać do weta, coby se obejrzał :)

Generalnie nim zdecyduję się na powyrywanie Czarnej wszystkich zęboli [a taka wizja jest wielce prawdopodobna], chciałabym mieć poczucie, że próbowałam. Młoda przy czyszczeniu zębów w minionym roku złapała bezdech, a wiadomo, jaka jest narkoza przy czyszczeniu, a jak będzie przy usuwaniu zębów z połowy paszczy...

piątek, 17 czerwca 2016

W wersji na dwie ręce, psa, kota i kleszcza tytułowe polecenie brzmi nieco inaczej.

Czorrrnoooo... plis... nie kradnij mi tych hoczyków...

Jak już namierzysz kleszczora, zwalczysz obrzydzenie, przekonasz psioka, by wywalił się w dogodnej pozycji, przygotujesz narzędzia [plastikowe takie śmieszne haczyki], przychodzi Czarny Dekiel i zaczyna  rzeczonymi haczykami grać w nogę. Ni ma letko.  

czwartek, 16 czerwca 2016

A w ogóle pierwsza połowa tego tygodnia wygladała tak; Koko - znowu - rzygała, Meli - znowu - rozciekło się oko, Tosia - znowu - gluciła niemiłosiernie, Lol - znowu - zdradzał objawy  zatkania zaworka, Soda - wciąż - liże ściany, Czorno mo - wciąż - fatalne dziąsła. 

Zaczynam się zastanawiać, czy zwierzoki nie reagują tak zmasowanym atakiem na moje problemy, jako że nic innego się w domu nie pozmieniało. 

Na razie sytuacja powoli się klaruje: Karlos sika, Koko nie rzyga, Tosia gluci mniej, Czarna - przewalone. Soda - liże ściany i okno. Mela z okiem jakby lepiej. Sabę wzięli do siebie moi rodzice.

A, wróć: Mela wciaż się drapie. Powód nieznany. Nie robi sobie krzywdy, ale się jednak drapie...

Oby do urlopu. A jakby w tym czasie udało się nikogo nie zatłuc, nikomu nie nawrzucać i ogarnąć jakoś ten matrix - byłoby idealnie. 

"Karol, cholero! Nie zeżryj całego środka!"

Uroczysta inauguracja sezonu arbuzowego w moim domu zaczyna się - jak co roku - od przytoczonej wyżej formułki.

 

 

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

... kiedy drogą kupna wchodzisz w posiadanie paczki chipsów.

Przynosisz zdobycz do domu, otwierasz opakowanie, wyjmujesz garść chipsiorów i idziesz na spacer z psem.

Wracasz, ponownie ładujesz łapę do opakowania i już WIESZ...

Tosia tu była.

Chipsy się same nie omuldały.

Ble... 

niedziela, 10 kwietnia 2016

Od przedwczoraj Sabinia konsumuje tabsy na tarczycy niedoczynność. Teraz to nie ma zmiłuj - trzeba bedzie wstawać wcześniej... Kiedy mi się zaspało, tabsa swojego łykałam w locie, a śniadanie spożywałam kiedyś tam... Sierściuch jednak na pół dnia o suchym pysku i głodnym brzucholu zostawion być nie powinien ;) Dobrze, że nie protestuje jakoś specjalnie. Rozpaćkany grzbiecior się goi. Nie jakoś rewelacyjnie, ale do przodu.

Oby to było to. Żadne nadnercza, przysadki czy inne Cushingi. A, bo nie wiem, czy pisałam: sierścio pije i leje dużo. 

A wczoraj w ogóle była akcja PRANIE. Czarna i Tosia nie podeszły do tego pomysłu z entuzjazmem równym mojemu... No ale cóż. 

Powtórzę się: pisałam tu już kilkakrotnie, że Czarna to takie wcielenie Kluni, że nawet piętki ma wyświechtane jak Szefowa... No i wczoraj byłam świadkiem akcji, która potwierdza tylko tezę, że Kluś wrócił w inym futerku. 

Siedzę ci ja na kibelku. Drzwi do łazienki otwarte [bo przy zamknietych Czarna drze ryja i skacze na klamkę], Karol siedzi na dywaniku i czeka na okazje, żeby wskoczyc mi na ramiona. Przychodzi Soda - ociera się o Lolka, mizia, mruczy...Ja czekam, bo wiem, jak to się skończy. Olo zaczyna się wkurzać, w końcu nie zdzierżył i dziabnął Sodziana, ten się rozdarł, jakby go gorącą smołą polewano, kotłowanina przeniosła się do przedpokoju. Nagle...

Przeleciała czarna strzała [ledwo wyrobiła na zakręcie, serio], zahamowała z piskiem opon [hmm... stąd te wytarcia?] i ... yep,yep - dwa razy z liścia. Rozdzieliła sprawiedliwie. Towarzystwo się rozpierzchło. Na placu boju pozostał mały czarny wnerw. Fufnął niczym byk szykujący się do szarży i  dostojnym krokiem odszedł w kierunku pokoju. Brakowało jeno w tle zachodzącego słońca i prerii...

Zapanowała cisza. 

Wcześniej rola rozjemcy należała do Kluchy... 

Cyrk. 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44