| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Co w sieci piszczy...
Coś dla podniebienia
Kontakt
KotoTotek: zagraj - wygraj!
Nieco historii
Scenki z życia moich futer
Z kotem w roli głównej
Zajrzyj
 MiauKot pr

Sierściuchy

wtorek, 05 kwietnia 2016

Zeszły miesiąc sponsorował Karol - bo się zatkał na ament. Niefajnie bardzo... Wczoraj u weta byla Tosia - rwanie ząbka na żywca [wyglądał, jakby miał wyjść zaraz, ale się okazało, że to nie do końca tak ; )]. Fajnie, że są takie ekstra torebki, w które pakuje się koty tak, że wystaje jeno łeb. Lepsze to, niż narkoza. Przynajmniej w tym wypadku.

Meli zaczęło się paprać oko, co dzień wyglądało gorzej. Rogówka cała, wygląda na uraz pod okiem. Tosia ma jakieś przetarcie nad okiem - może sie pobiły? Nie mam pewności, bo zaczęło się od zaczerwienienia w wewnętrznym kąciku. Ale nie jestem wetem. Od czasu korekcji powiek Melcia nie miała problemu z patrzałkami. 

Dzisiaj akcja z Sabą i Koko. Kwartalny gargulec - co trzy - cztery miesiące wznawia akcję wyrzygam se bebechy i co mi zrobisz... Złapałam małą podstępem: kiedy przyszła się pomiziać... Kochany kot, ale normalny to on nie jest. Można trzymać kciuki, żeby podany standardowy zestaw przyniósł standardowy efekt, czyli poprawę.

No a Saba co: czyszczony gruczoł przy dupce, utoczona krew - w ramach próby dojścia do tego, czemu dużo pije [co przekłada się na obfite oddawanie moczu, zwiększyłam liczbę spacerów w ciągu dnia, żeby nie musiała trzymać urobku]. No i jako wzorowy opiekun [sarkazm] nie zauważyłam, że tam, gdzie była narośl, z której się sączyło cosik, jest  teraz otwarty kraterek, z którego i owszem - sączy się krew. Nie wiem, od ilu dni sierściuch łazi w dziurawym futrze. Jeśli obecne badanie nic nie wskaże, jedziem dalej... Muszę też przejrzeć bloga pod kątem zmian w zachowaniu Sabiszona, bo się okazało, że zwiększony popyt na wodę zgłaszałam już w lutym, czego kompletnie nie pamiętam. Ciekawe, o czym jeszcze zapomniałam :/ żeby nie utrudnić diagnostyki przez własną sklerozę...

Na swoją kolejkę czeka CzarnyDekiel: miała katar, przeszedl, ale dziwnie przełyka od czasu do czasu. Kogo pominęłam? A, Soda - trzyma się zdrowo. Dzika i prdlnta jak zawsze :)

Poza tym to był fatany dzień. Ludzie jeżdżą, jakby ich licho goniło. Kłopoty zdrowotne dopadły bliskami osobę. Przed blokiem wykarczowano żywopłoty - czyli nastąpiła eksmisja wróbli, z których obecności cieszyłam się niedawno. No i creme de la creme - konkluzja, że jednak jestem wybitnie naiwnym stworzeniem. Dostałam po łbie. 

 

sobota, 26 marca 2016

Wszelkiej obfitości - nie tylko w dziale mięsnym pewnego hipermarketu -  i czasu, by móc się delektować tym, co się wybrało, bez gdybania, czy to na pewno TO.

12670913_934104586638428_2019576734618667455_n

 I odrobina prywaty, skoro już przy życzeniach jestem: sobie życzę cierpliwości i pokory, bo to, co się dzieje wokół [czytaj: nowe państwo wg PiSlamistów, odradzanie się klimatów skrajnie prawicowych, katolskich - nie mylić z katolickimi, faszystowskich, kibolskich, itp.] wywołuje we mnie bardzo niefajne emocje i słowa. I nie podoba mi się to.  

poniedziałek, 21 marca 2016

Czarna ma wiele ksyw. Więszość z powodów cenzuralnych nie nadaje się do publicznego ujawnienia... 

12321321_941512095897677_6862676289243070253_n

Jest - powtarzałam to już wielokrotnie - niemożliwie podobna do Kluni. Inny kolor futra, ale zachowanie identyczne. Nawet dziury na "piętach" takie same. Szefowa. Wszystko musi skontrolować. Mizianki na jej zasadach. Mistrz mruczanda. 

Na załączonej ilustracji Dekiel prezentuje swój dywanik, w który się zawija. W sumie to mi to lotto, chyba że akurat wychodzę spod prysznica i chcę na onym dywaniku stopę swą postawić. I tak kiedyś z powodu cholery połamię gnaty... Moje albo jej. 

czwartek, 10 marca 2016

MiauKot cierpi na klęskę urodzaju... Najpierw 9 kotów, którym opiekunka umiera - sześć futer znalazło swoje domy, trzy wciaż czekają. Koty i psy z altanki działkowej,  kotka znaleziona na drodze i teraz kolejnych sześć kocich bid. 

Przeklejam z walla Miaukota:

7 marca

To co się ostatnio dzieje przeraża nas i zasmuca. Bardzo byśmy chcieli pomóc tym wszystkim zwierzakom, ale nasze skromne możliwości są bardzo ograniczone. I finansowo, i technicznie nie jesteśmy w stanie objąć opieką kolejnych zwierząt :(
Z interwencji, po umierającej opiekunce, z 9 kotów, zostały pod naszą opieką 3, które szukają domów stałych. Wczorajsza koteczka z autostrady, która przebywa w szpitaliku i teraz kolejna prośba o pomoc dla 6 kotów :(

Sześć kotów z Koszęcina, którymi do tej pory zajmowała się starsza Pani - przyszły do niej dwa i zostały. Koty nie były domowe, ale karmione trzy razy dziennie.
Tak było przez kilka lat.
W ubiegłym roku Pani zachorowała a koty się rozmnożyły. Sąsiedzi proszeni o znalezienie domu dla maluchów sprawę zostawili. Nikt się małymi puchatymi kulkami nie chciał zająć.
Sytuacja pogarsza się, bo kobieta o złotym sercu, która znajdy karmiła, już nie wstaje z łóżka.
Osoba która się nią zajmuje i na jej polecenie karmi koty poprosiła o pomoc w złapaniu, sterylizacji i rozdaniu kotków, bo gdy starsza Pani odejdzie, kotki zostaną same - bez domu i jedzenia :(
Jeden z gromady odszedł niedawno (nie wiadomo, co się stało). Reszta wydaje się zdrowa.
Kotki są śliczne, puszyste, grubiutkie. Mają nietypowe oczy i cudne futra.
Na chwilę obecną koty zostały złapane i czekają na zabieg kastracji/sterylizacji. Są przestraszone i nie szukają kontaktu z człowiekiem. Oprócz jednego, biało-rudego, który okazał się wielkim przytulakiem. Być może kiedy opadnie stres, wszystkie okażą się kontaktowe tylko czasu potrzebują. Tego na chwilę obecną nie wiemy. Nie są agresywne, dają się głaskać, ale nie wychodzą ze swoich budek. Wiemy, że do starszej Pani same przychodziły na głaski. Trudno nam na chwilę obecną coś więcej powiedzieć o ich zachowaniu.

Na znalezienie domu dla nich mamy bardzo mało czasu Emotikon frown Po zabiegach mają kilka dni zapewnionych w szpitaliku i będą musiały zostać wypuszczone na wolność.
Może ktoś z Was chciałby dać szansę tym kotom na bezpieczny, kochający dom?

10348667_956974241022666_7266757119974692382_o

12828442_957553287631428_5382578620398039657_o

12814751_956974197689337_5714776970059548099_n

12790842_956974261022664_4820069350336334591_n

12321675_956974314355992_4673835009099445585_n

12795218_956974194356004_7607325810635135693_o

10 marca

Ta trójka jest już po zabiegach kastracji.

12802903_958507034202720_3401446653292672463_n

12814800_958507067536050_7037289284778022932_n

1915050_958507090869381_3266946000195454614_n

W sobotę musimy je zabrać ze szpitalika. Niestety nie mamy gdzie. Jeśli nie znajdzie się nikt, kto chciałby dać im bezpieczny dom, będą musiały wrócić na "swoje" podwórko.
Osoba, która się nimi opiekował sama nie jest już w stanie tego robić. Musi prosić innych, aby karmili, koty a nie zawsze są chętni :( Jest świadoma swojego stanu, dlatego tak bardzo chciałaby, aby koty znalazły kochających ludzi.
Jest to ostatni moment, aby pomóc tym kotom i ich opiekunce :(
Bardzo prosimy udostępniajcie, może ktoś wypatrzy swoje kocie szczęście...

 

KONTAKT

Adres do korespondencji:

Plac Gen. Sikorskiego 2/2

41-902 Bytom

 Telefony:

 606 690 222 lub 609 834 036

 E-mail: fundacja.miaukot@gmail.com

 FB: http://www.facebook.com/MiauKot

niedziela, 06 marca 2016

Jesusiemaryjo. Nieprzespana noc. O mało co się nie dopsiłam... Już kombinowałam nad historyjkami, które opchnę rodzicom, by chcieli przygarnać sirotę [albo sirotę w pakiecie z psią wnuczką, czyli moją rodzoną psicą], kiedy będę w pracy. Gdzie ją trzymać? Jak zabezpieczyć koty? Albo szczeniora przed kotami. Kennel? Wczoraj stanęło na tym, że jeśli sytuacja zrobi się patowa, młoda bierze psa na smycz, spotykamy się na mieście, ja odbieram sierściucha, a potem... Potem się pomyśli... Dzięi tej filozofii mam Sabę, Tosię, Czarną, Koko i Sodę, miałam Jurka i Zosię oraz trzy tymczasy, które - na szczęście - znalazly dom [wszystkie to czarne kocurki...hmm...]: Antka, Wowka i KuńStantego. Świadomie dokociłam się dwa razy  - Klunią i Melką... Chyba nikogo nie pominęłam... A, a rodzice dorobili się jamnika, który miał być u nas trzy dni i czarnej znajdy z parku ;)

Ale do rzeczy.

Tak się składa, że znam osobę [niepełnoletnią], która na cito musiała pozbyć się swojego psa, półrocznego szczeniorka. Sunia nie ma książeczki zdrowia, nie jest szczepiona, nie wiem, jak tam odrobaczanie. Jest zdrowa, a przynajmniej nie wiadomo, by coś jej dolegało. Nie znam całej sytuacji, nie chcę rozpętać jatki... Fakty są takie: malutką objęła opieką fundacja z Rybnika. Nie mają kasy nawet na odrobaczenie, a sierściowi trzeba zrobić przegląd, zaszczepić, nakarmić...  Ja wiem, że ostatnio mnóstwo tu próśb finansowych...

Oto bohaterka:

12802970_1028561393868053_6190120723538557881_n

Sunia w każdej chwili może iść do adopcji - jutro jedzie na wizytę do weterynarza i zostanie odrobaczona. Nie obyło się bez łez...Dziewczyna do której należał piesek, pojechała ze mną go zawieźć...

Kontakt w sprawie adopcji:
Agata: 793 122 837
Kasia w sprawie adopcji, poznania zwierzaków : 530 103 072
Justyna 697-175-450
Jeżeli ktoś mógłby nas wspomóc grosikiem, na karmę, na weterynarza, na faktury, bardzo prosimy:
FUNDACJA JESTEM GŁOSEM TYCH, CO NIE MÓWIĄ
Rybnik 44-253 Os. Południe 37
BZWBK 72109017660000000131032381
PayPal jestemglosemtychconiemowia@gmail.com
Nip: 6423191217
KRS: 0000570401
Regon 36220674100000
 
 Zdjęcia z domu tymczasowego:
10348883_1257038804312755_941338078550814960_o
 
 
12792140_1257038897646079_2973902330369670494_o
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
12794907_1257038917646077_7454845599327411464_o
 
 

 

środa, 02 marca 2016

Cytuję apel wolontariuszy MiauKota [tu strona wydarzenia na FB]:

Niekiedy są sytuacje, z którymi nie wiemy, co zrobić. W ub. tygodniu zgłoszono się do nas po pomoc w zakresie kastracji kotów znajdujących się na ogródkach działkowych. Okazało się, że nie są to koty mieszkające na ogródkach działkowych, a koty, które mają swoich ludzi mieszkających......w altance. Może tez nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, ze koty również mieszkają w tej altance i nie są wypuszczane na ogródki.

Cała rodzina, czyli opiekun, jego żona, 10 kotów i 3 psy mieszkały do ubiegłego roku w mieszkaniu. Koty były niewychodzące. Opiekun bardzo o to dba, bo boi się, żeby nic im się nie przytrafiło złego. Jest to bardzo dobry człowiek, ale niestety kompletnie niezaradny życiowo. Pracuje dorywczo, jego żona również łapała się różnych dorywczych prac, ale w grudniu upadła i od tej pory ma problem z chodzeniem. Ludzie ci przeprowadzili się do altanki, bo w mieszkaniu w wyniku nie płacenia rachunków odcięto im prąd i gaz. W altance jest ciepło, jednak jest to bardzo małe pomieszczenie. Wiosną opiekun chce zrobić kotom wolierę na zewnątrz. Psy mają zrobiony boks, ale obecnie również przebywają w altance, żeby nie zmarzły.

Opisujemy to, żeby wytłumaczyć nasz problem polegający na tym, że z jednej strony życzyli byśmy sobie takich domów, gdzie zwierzaki są tak kochane i gdzie dba się o ich bezpieczeństwo, a z drugiej strony, tych ludzi kompletnie nie stać na utrzymanie tego dobrostanu i nie mają do tego warunków. Jak tu jednak odebrać im zwierzaki, jak oni je kochają i pewnie sami nie zjedzą, a kotom i psom dadzą. Zwierzaki są zapchlone, z pewnością również zarobaczone. Całe stado jest niekastrowane. Pan zamyka na noc kocury w zrobionym osiatkowanym pomieszczeniu, żeby nie pokryły kotki. 

Plan jest na razie taki. Kastrujemy całe stado, przy okazji musimy odpchlić zarówno zwierzaki jak i pomieszczenie w którym żyją. Wszystkie zwierzaki zostaną odrobaczone. Jedna kotka ma przewlekły koci katar. Musi dostać porządny stymulator odporności. Wszystkim kotom przydała by się lepsza karma. Psy również musimy wykastrować. Jeden pies ma uczulenie, grzbiet ma prawie łysy. Mamy nadzieję, że to tylko uczulenie na pchły i po odpchleniu przejdzie. Koty są osłabione przez zarobaczenie i pchły. Możliwe, że przed zabiegami trzeba będzie zrobić podstawowe badania, żeby któregoś nie dobić znieczuleniem. Plan mamy. Niemniej koszty z pewnością nas przerosną.

Po ostatniej akcji wyadoptowania kotów od Fredzi mamy jeszcze nie zapłaconą połowę rachunku. Zrealizowanie naszego planu ratowania tych zwierzaków wymaga środków.

Wczoraj zabraliśmy biało-rudego Maćka. Kot po kastracji będzie do adopcji. Więcej kotów raczej na razie dobrowolnie nie wyciągniemy. Nie sądzimy, żeby odebranie zwierzaków miało sens. Nie mamy dla nich miejsca, po odebraniu nasze koszty się przez to nie zmniejszą,a koty są z pewnością mało adopcyjne, ani rude, ani długowłose ;). Jednak kotka ma 18 lat. Uważamy, że lepiej pomóc zwierzakom i tym ludziom tam na miejscu, niż tworzyć nowy dramat zwierząt i ludzi. Wczoraj Pan płakał, jak braliśmy kocurka....

Maćka trzeba było zabrać, ponieważ pod opiekę Państwa trafił po smierci swojej opiekunki: był zestresowany sytuacją, reagował agresją na inne koty - wcześniej był jedynakiem. Po kastracji będzie do adopcji. To Maciek:

12794924_954207051299385_2491294239300239591_o
I kilka innych futrzaków:

12496335_954207024632721_938310654087834799_o

12794661_954207107966046_8450029343678752580_o

12771951_954206974632726_6641360216152557962_o

12819164_954206861299404_2335517657639712592_o

12496335_954206944632729_2258939142655336399_o

Bardzo proszę o udostępnianie apelu... 

DANE DO PRZELEWU
Fundacja Pomocy Zwierzętom MiauKot
Plac Gen. Sikorskiego 2/2 41-902 Bytom
nr konta:
ING Bank Śląski 86 1050 1621 1000 0090 7210 1638
płatności zagraniczne kod:
SWIFT:INGBPLPW IBAN: PL 86 1050 1621 1000 0090 7210 1638

niedziela, 28 lutego 2016

Ostatni dzień urlopu postanowiłam spędzić na kompletnym nieróbstwie. Dobra, zrobiłam dwie rzeczy - poszłam do osiedlowego spożywczaka po chleb i wino,  następnie - w ramach relaksu - przeciągnęłam sierściucha na spacer. No i się okazało, że sam zakup wina i chleba, nie gwarantuje cudu. Cudu błogiego spokoju. Gdyżalbowiemponieważ w drodze powrotnej Sabiszon co chwilę przystawał, nastawiał kuper - nie wiedzieć, czy pod jedynkę, czy raczej pod dwójkę... Trudno ją było zaciągnąć do domu - jakby  była niedosikana...

Jako że była siedemnasta, wszystkie lecznice, rzecz oczywista, czekały na nas z otwartymi ramionami, prawdaż. Zapodałam sierściuchowi nospę. To jedyne, co mi przyszło do łba.
NIC nie zwiastowało problemu: bawiła się, na działce goniła z psem sąsiada, miała [i ma] apetyt. W drodze na działkę sikała często, ale normalnie - nie robiła przystanków, jakby sobie coś przypomniała i kombinowała, czy iść dalej, czy może jednak wrócić. Zanim zauważyłam, że chodzi o sikanie, podejrzewałam, że coś ją boli czy nie wiem... serducho nawala... Najmłodsza nie jest, spacer nie był co prawda ani długi, ani wyczerpujacy, a na działce szalała jak szczenię, ale kardiologiem nie jestem. 

Zmoczyła tapczan, wyprowadzona na dwór koło 19 [2 h po nospie] sikała - widziałam kałużę, więc trochę z niej wylecieć musiało. Reszta obchodu - bez rewelacji: dwa podniesienia nogi na rundę wokół bloku. Jutro bąbel idzie do moich rodziców - nie chcę zostawiać jej samej w domu. I weź tu, kurna, człeku sie w dzikie Bieszczady wyprowadzaj, gdzie wetów od małych zwierząt ponoć zbytnio nie uświadczysz. 

Od trzech dni Mela wybrzydza przy jedzeniu - mokre, spoko, suche - a ić... Myślałam, że suche nie podchodzi, bo karmę zmieniłam, ale nie - rozmoczone zjadła. Muszę spojrzeć do paszczy... No i śpi. Koko jakiś cyrk odstawia przy karmie, która niedawno była mniamuśna. To oznacza, że do dwóch tygodniu prawdopodobna jest akcja Gargulec [czyli rzygam dalej niż widzę - nie wiadomo dlaczego]. 

Karol fajnie sika. Na szczęście... 

A Fejsowe wspominki wyrzuciły mi wczoraj fotkę:

IMG_9500

Brakuje mi widoku wtulonych w siebie fraczków... 

PS. Dziękuję wszystkim, którzy udostępniali wydarzenie MiauKota dotyczące domu dla 9 kotów, których opiekunka odchodzi... Akcja zakończona sukcesem: sześć kotów w nowych domach, trzy w tymczasowych. Zapraszam do śledzenia rozwoju sytuacji [link do wydarzenia na FB]. 

środa, 24 lutego 2016

Karlos się zatkał.
Ale tak konkretnie...

Wczoraj nie załapałam się na wizytę u weta, który tradycyjnie go odtyka [pisałam kiedyś o moich skomplikowanych relacjach z weterynarzami - jest podział, kto u kogo się leczy ;) ], bo miałam umówioną własną wizytę. Delikwent jadł, bawił się papierowymi kulkami, nie czyścił jakoś specjalnie okolic okołoptaszkowych - uznałam, że nie ma stanu krytycznego. Podałam nospę, mamy opracowane strategie - przeż to nie pierwszy raz Lolka - tym razem jednak nie pomogły i trzeba było się ruszyć do specjalisty. 

Chłop waży prawie siedem kilo... Prosiłam o pobranie krwi - Karol jest strasznie żarty: on nie je, on ŻRE. Szał w oczach i te klimaty na widok chrupek... Wyniki przyjdą pod koniec tygodnia. A potem standard: cewnik, płukanie pęcherza. Przy ujściu cewki moczowej zebrała się maź, wyglądająca jak człon tasiemca - jak człek pomyśli, że ma w drogach moczowych coś o strukturze papieru ściernego... 

Biedny jest Lol strasznie: teraz przynajmniej jakoś normalniej miaukoli, ale po powrocie wydawał z siebie takie jęki, że napawdę się bałam, że coś jest nie tak... Sztywniał - nie wiem, nie kojarzę takich zachowań u innych kotów po głupimjasiu. Na pewno nasikał pod siebie, nie wiem, na ile świadomie, a na ile się zeń mocz wylał. Siedzi w klacie - to był absolutnie genialny zakup... 

Oczywiście na pytanie weta, czy kot rano coś jadł [wiadomo, jak się kończyć może podanie uspokajacza], z pełnym przekonaniem odpowiedzałam, że nie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że jednak jadł... Wizja lokalna odkryła prawdę: bydło zorganizowało w nocy włam do wora z paszą. a raczej nad ranem, sądząc po stanie chrupkowego pawia... 

Przy okazji załapała się Tosia: nasiliły się jej objawy, jakie ma przy przepełnionych okołodupkowych gruczołach, jakkolwiek się to tam fachowo zwie [rzuca ogonem i tylną częścią tułowia, skóra na plecach faluje, kopie tylnymi odnóżami  - kot, nie skóra na plecach, przemyka po mieszkaniu gdzieś bokami, warczy i generalnie jest jednym wielkim-małym wqrwem]. Jeśli to dodatkowo zespół falującej skóry, to - o ile wiem - średnio można z tym coś zrobić... Gruczoły wyczyszczono, zaaplikowano maść, na jakiś czas starczy. Kot odżył. 

Jutro odbieram własne wyniki krwi.
Lekko dygam. 
Po raz pierwszy panie z mojego ośrodka zdrowia nie znalazły w okolicach zgięcia łokcia niczego, w co można by się wkłuć. Szok i niedowierzanie po obu stronach :) Opcje były dwie: albo uda się wydoić żyłę na grzbiecie dłoni, albo trza będzie jechać do weta :D Wygladam jak narkoman jakiś...
 Krótkowidz.
Który zgubił bryle...
I już współczuję komuś, kto mi w przyszłości - oby nie - będzie zakładał wkłucie pod kroplówkę.
Bedegryść.  

 

PS. Zerknijcie tu, co? Udostępnijcie, jeśli możecie... Koty tracą dom - już w tę neidzielę. Potrzebne domy - choćby tymczasowe. Akcję koordynuje Fundacja MiauKot. 

Ze zwierzakami w zasadzie wszystko jest NA JUŻ, ale czasem to na JUŻ jest takie naprawdę... Na wczoraj... I tak jest w tym przypadku: koty są zabezpieczone w obecnym domu do NIEDZIELI 28 LUTEGO. Co potem? Nikt nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji, chora swój stan skrzętnie ukrywała... 

Koci dom jakich wiele w Bytomiu. Pani Fredzia dokarmiała koty na podwórkach wiele lat. Przy tej okazji zawsze się znajdzie jakaś bieda, która sobie na wolności nie radzi. Tak uzbierała się gromadka rezydentów. Kotów, które niejedno przeszły, zanim trafiły pod jej dach. Fredzia, osoba starsza, ale na swój sposób dbająca o zdrowie, wegetarianka na dobrej drodze do weganizmu. Jednak to wszystko nie wystarczyło. Choroba zaatakowała bardzo mocno. Nie ma już nadziei. Ze szpitala wróciła do domu i na tym już chyba koniec. Jest na tak silnych środkach, że nie pamięta już imion kotów .....I tu pojawia się rodzina. Koty muszą jak najszybciej opuścić dom. Mamy czas do niedzieli. Wszystkie koty są czarno białe lub czarne. Jeden jest bury, ale jest tak wystraszony, że mało kiedy wychodzi z ukrycia w wersalce. Koty nie są młode , ale ich wiek będzie trudny do określenia. Nie wiemy też, gdzie są ich książeczki zdrowia.

Na bieżąco sytuację można śledzić tu i tu [dogomania]

12783603_950384888348268_2961566406276730177_o

12771760_950384651681625_6770230976507013800_o

12771912_950384788348278_7434065633769615319_o

10268665_950384845014939_4971104890016197368_n

12783816_950384535014970_8177939848229315863_o

12747528_950384745014949_447856818140844901_o

12719106_950384708348286_2837967222336930629_o

Bardzo proszę o udostęnianie prośby.

Rodzina w zasadzie nie współpracuje, koty są stłoczone w jednym pokoju, wolontariusze widziani niechetnie...

czwartek, 18 lutego 2016

W paszczaku czerwono. Zapodaję żel, który jakoś tam pomógł ostatnim razem. Nie kocha mnie Czarna, oj, nie kocha... :( Zobaczę, jaki będzie efekt po kilku dniach stosowania, potem - przegląd. Czarna kiepsko znosi narkozę - kamienia zresztą nie widzę. Steryd - obniża odporność, co u młodej w zeszłym roku poskutkowało nawrotem paskudnego kataru, zatkanego kichola i kichania krwią. 

IMG_14981

Muszę poczytać o tych wszystkich autoagresywnych cudach w paszczy. 

Słowem, marzenia o wyprowadzeniu się np. tu, odpadają. Musiałabym poza bagażami i kotami spakować również moich wetów, a to w świetle prawa polskiego mogłoby być zinterpretowane jako porwanie i przetrzymywanie wbrew woli ;)

Jak żyć? ;) 

wtorek, 16 lutego 2016

Prrr!

Mooooment, nie tak szybko: w tym sezonie nie zaliczyłam jeszcze gleby, a jest to warunek absolutnie konieczny, by Pani Zima [tu mi się zawsze przypomina ksiażeczka z dzieciństwa o Porach Roku i ich synach... przypomnę se tutuł...] mogła uznać swoją misję za spełnioną. W minionym roku wystarczyła mi łata lodu na parkingu [chciałam być grzeczna i przepuścić samochód. To chyba marzec jakoś już był :) - pewnie Fejsboonio mi wyrzuci owo pamiętne wspomnienie]. 

W poszukiwaniu śniegu/lodu/błota [w poczuciu misji: walnę zwłokami - nadejdzie wiosna] udałam się na działkę. Z powodu iglaków, którymi poprzednicy obsadzili parcelę, w czasie kiedy sąsiedzi prażą się w słońcu, ja wciąż delektuję się białym g... Znaczy śniegiem... Okazuje się, że wiosna daje radę:

Żywoczerwony rabarbarek:

12718166_924367890945431_3356142263488564023_n

Pączki na ostrokrzewie - pięknie wyglądają, kiedy już eksploduja żółcią. Kolorem w sensie... Żółcią-żółcia pluję ja, kiedy mnie wiciokrzew kolcem potraktuje...

10464343_924367917612095_160268777329659898_n

Przebija się cieszynianka. Uwielbiam ją!

12729053_924367930945427_7175975133601437292_n

Wiciokrzew

10420037_924367867612100_3786593337168166668_n

Przebiśniegi - dopiero od zeszłego roku wiem, że je mam :)

12688141_924367984278755_6471576653045362245_n

Ranniki:

12728954_924367970945423_2386631877090953290_n

I znów wiciokrzew - mój ukochany, kwitnie na żółto i pachnie... Ale tak pachnie!

12717550_924367850945435_1098420622658898130_n

Poza tym walczą żonkile, tulipany, krokusy, coś się dzieje w okolicach pędów tojeści, chyba wyłaziło też jakieś małe bordowe tam, gdzie powinna być piwonia. Czosnek sadziłam późno - mam nadzieję, że wylezie :/

Tymczasem tak: na tej stroniczce - http://logios.pl/ - możecie sobie sprawdzić, jak "mglisty" jest język Waszego bloga. Wkleiłam kilka swoich fragmentów i wyszło, że - zaiste - rozstrzał mam spory :) O, a właśnie: miałam sobie przetlumaczyć fragment czyjejś wypowiedzi [zabijcie, nie pamiętam, kto był tak elokwentny]: "[...] nauczyciel traktowany jako facylitator w sensie wychowawczym, transmitator w sensie dydaktycznym oraz metodyk w sensie prakseologicznym". Yyyy... "Chodzi mi o to, aby język giętki/Powiedział wszystko, co pomyśli głowa", prawdaż... Także sorry, ale intelektualnych i lingwistycznych wyzwań na niniejszym blogasku nie znajdziecie ;] 

Poza tym na dzielni totalne rozbestwienie: Tipi zameldowała się dopiero w porze kolacji, a podblokowe wróble obcykały temat wysypywania przeze mnie ziarna na tyle, że jeśli odfruwają na mój widok z żywopłotu, to bardzo - powiedziałabym - symbolicznie, raczej z przyzwyczajenia niż rzeczywistej potrzeby. Zbóje małe :) 

niedziela, 14 lutego 2016

Czyli trójkolorowa małpa. Albo przez 9 dni jej nie widzę, albo lezie z moim psem - łeb w łeb niemal - na popołudniowy spacer po sąsiednim osiedlu... Dzizas, ja wiem, że ten kot se radził całkiem dobrze, kiedy nie był moim-niemoim kotem i to rodząc trzy razy w roku, ale teraz się przejmuję, że jakieś inne koty ją pobiją, psy pogryzą, samochody rozjadą, ludzie pogonią coś... 

Okno w drzwiczkach szafki się sprawdza: wczoraj od progu widziałam, jak Tipi śpi zakopana w polarze - nawet się nie obudziła. Miarowo, spokojnie oddychała

Że ja wcześniej na pomysł z szafką nie wpadłam...

czwartek, 11 lutego 2016

Wczoraj koci dziadek, czyli ojciec mój rodzony, zainstalował w kocim Wersalu szybkę. Nie tyle chodzi tu o koty [mają teraz pokój z widokiem na piwnicę], co o mnie: otwierając drzwiczki, nie wiedziałam, kogo zastanę w środku i kto ewentualnie przywali mi w facjatę opazurzoną grabą, że już nie wspomnę o jakimś zabłąkanym szczurze-desperacie czy coś... A teraz elegantuchno koty [tak, koty - Tipi i kocur Paloma sypiają se razem] widzą intruza, intruz widzi koty ;) Chyba że wcześniej zwieją [choć rudy skrupulatnie sprawdza, czy opłaca się kuper na dwór wynosić, czy jednak lepiej zostać]. 

Wnętrze strasznie daje kocurem. Właścicielki Palomy nie namówię na kastrację, a przeż rudzielca nie porwę. Jak wróci bez kulek to i tak będzie wiadomo, kto na dzielni mógł w tym maczać palce ^^. Przynajmniej dziad jeden nie leje w środku: złapałam go jak wyłaził z sypialni, rozprostował racice, podryndał ze dwa metry w lewo, wygrzebał dołek, opróżnił pęcherz i wrócił do domu ;) Nie wyobrażam sobie trzymania w domu niewykastrowanego kocura... 

Koci dziadek coś duka o ogrzewaniu na kształt kurnikowego. Mam nadzieję, że zdaje sobie sprawę z ryzyka, iż jego pomysły mogą zostać podchwycone ^^

Zdjęcia jutro. Albo kiedyś tam. Dzisiaj jestem w takim stanie*, że do piwnicy nie spełznę. 

 

 

*nie, nie chodzi o promile :)

poniedziałek, 08 lutego 2016

Przypełzło toto, nieszczęście moje. Diabli wiedzą, gdzie się szlajało przez ostatni tydzień [z hakiem]... Grunt, że żyje i jest całe.

Człek jak ostatni idiota zostawia otwarty garaż, bo obczaił, że na końcu bloku mignął znajomy czerepek. Zostawia, bo przeż chrupki w NASZE miejsce się same nie nasypią [a zapas w kieszeni zawsze noszę, Tipi mnie wzorcowo wyszkoliła]. Kotencja też mnie chyba  rozpoznała, kłusem [serio, biegła :)] ruszyła w moją stronę, coś tam klnąc pod nosem. Tylko siefałdek stabilizujacy podbrzuszny na prawo i lewo telepał :) Swoją drogą, ona cały czas wyglada, jakby w ciąży była. 

 Pozamykałam migiem auto i garaż, i ruszyłam galopem do chaty po michę z ciepłą wodą. Jedzie z nami psychiatra?

Człowiekowi mało do szczęścia trzeba :)

12654340_920869717961915_1161277985659513429_n

 

12669556_920869734628580_1577040353430159366_n

Sucha, czysta w miarę - może z kocurasem sąsiadów se sesje slipingowe w Wersalu urządzają? Jego widywałam - żal pajaca. Pani wyjechała, a pancio do domu nie wpuszcza. 

No ale co ona jadła przez ostatni tydzień, hę? Bo nie sypię karmy, kiedy zarazy łaciatej nie ma w polu widzenia.

 

niedziela, 07 lutego 2016

Ktoś mi przypomni, co mi przeszkadzało, kiedy dzikie-dziki, czyli Soda i Koko, uciekały na mój widok? Przynajmniej spokój był, a teraz to tak: 

- Soda, cholero, zostaw to! - bo wdrożyła w życie plan porwania wędliny z kanapki. Ewentualnie łazi mi nad głową, kiedy spię i wyrywa włosy. 

- Koko, no weźżeż, kot, się pod nogami nie tego... 

Siedziały grzecznie, udając, że ich nie ma. Komu to przeszkadzało? ;) 

 

Podblokowca nadal nie widuję.

Ktoś ma problem z kupalami - kuwetę zamienił na posłanie, cy tam odwrotnie. W każdym razie załatwił się nie tam, gdzie należało. Dwukrotnie - także nie ma mowy o przypadku czy sile wyższej. Nie wiem kto. Podejrzany Karol [od dłuzszego czasu mi te jego bobki inaczej wygladają]. Albo Tosia [gruczoły]. Lolek poza tym wczoraj sprawiał wrażenie, jakby znowu hydraulika mu siadała [zatkanie wentylka], podałam nospę, urinovet i co, i obserwuję. Jeśli przyjdzie mi jechać do wetów w przyszłym tygodniu - to chyba będę musiała przejść przyspieszony kurs bilokacji. Chyba że brachu się zlituje i podjedzie z towarzystwem. 

IMG_1556

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44