| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Zakładki:
Co w sieci piszczy...
Coś dla podniebienia
Kontakt
KotoTotek: zagraj - wygraj!
Nieco historii
Scenki z życia moich futer
Z kotem w roli głównej
Zajrzyj
 MiauKot pr

Sierściuchy

wtorek, 26 stycznia 2016

Yes, yes, yes!

Koko coraz częściej zapomina, że jest dzikim dzikiem, kotem niedotykalskim i w ogóle Bazyliszkiem i Meduzą w jednym. Przychodzi, mizia się, ślini, mruczy, ociera - i doskonale wyczuwa, kiedy chcę ja złapać - wtedy spiernicza z prędkością światła. Dzisiaj po raz pierwszy wykazała się totalnym nieposłuszeństwem: ustawiłam na półce szklankę z maślanką, chwilę później obok potencjalnego łupu zmaterializowała się KokoDyla i próbowała umaczać paszczę; przegoniłam, a tu niespodzianka: Kokosik uciekł, zrobił rundkę honorową po pokoju i wrócił <3IMG_1501

O, a wespół z Sodą uratowały Czarną*, którą zamknęłam w łazience. Złapałam je na pakowaniu łap pod drzwi ;) 

 

* tak naprawdę ocaliłam łazienkę. Czarna bywa czasem mało subtelna ;]

Dziwne mamy czasy.

Niby tam norma, wiecie - sąsiedzi interesowali się, interesują i będa interesować tym, kto z kim i jak często, bywa, że są w tej materii lepiej poinformowani niźli sami zainteresowani, ale ostatnio niektórzy osiagnęli nowy level. Nie wiem, czy do tej pory czyjeś preferencje zostały tak ordynarnie, prostacko, żałośnie i publicznie napiętnowane... Kojarzycie zapewne spot zachęcający do segregowania śmieci, który został zdjęty przez miinistra Szyszkę z powodu "miękkiego lokowania gender", a to dzięki udziałowi Macieja Nowaka:

"Jednocześnie, my nie musimy tego ukrywać, że osoby, które biorą udział w tym spocie (...) są jednak w pewnym ruchu, który promuje ideologię, która jest jakby sprzeczna z tradycją i jest to ideologia gender. Ona w miękki sposób jest tutaj lokowana - dodał Mazurek. Jak przekonywał, w przypadku ministerstwa "nie będzie zgody na jej wprowadzanie". (http://www.tvn24.pl)"

Najfajniejsze były komentarze internautów typu: ooo... a to Nowak jest gejem?  Także tak... No i ja teraz nie wiem, czy śmieci segregować, czy nie segregować... Sarkazm, mam nadzieję wyczuwalny? 

Jeśli z reklamy minister rzeczony wyczytał tylko orientację jednego z aktorów, to proponuję natychmiastowe wycofanie ze szkół, teatrów, radia, telewizji, bibliotek itp. wszystkiego, co wyszło spod pióra takiej jakby Konopnickiej, Dąbrowskiej, Rodziewiczówny, Komornickiej czy Iwaszkiewicza, Lechonia, Słonimskiego, Gombrowicza, Waldorffa. Zdaje się, że Muminki też mają przegwizdane :D  Zresztą, o ile wiem, jakaś biblioteka juz zaczęła akcję czyszczenia półek i oberwało się m.in. Szczygielskiemu. Taki Da Vinci też; wziął i pogryzmolił ściany tu i tam - narodzie, pędzle w dłoń! 

No, więc jako że nie chcę być jak minister Szyszko, nie zaglądam do zimowego Hiltona mojej podblokowej kotki, nie analizuję stanu jej polarowego łoża, choć nie widziałam sierściucha od niedzieli. A serio; nie wiem, czy kima w środku [nie chcę jej przepłoszyć albo dostać po bani - dojście jest kiepskie], czy coś się stało, czy gdzieś polazła. 

Absurdalne zestawienie, bo i czasy mamy cokolwiek teges... 

 

sobota, 23 stycznia 2016

 Yes, yes, yes! - jak to onegdaj wykrzyczał pewen Kaźmierz. Wreszcie udało się zmontować schronienie dla podblokowej kotki - tej, która chadza ze mną po bułki, odprowadza na działkę i eskortuje psa w czasie spacerów.

W poprzednich latach jakoś sobie radziła, wchodząc do piwnicy sąsiadów przez rozbite okno i pałętając siępo dostępnych korytarzach i komórkach. Kto czytał blog, może pamięta wzmianki o tym, jak to spędzałam upojne chwile na neutralizowaniu kocuch zapachów i myciu piwnicznej podłogi, która to szmaty nie widziała chyba nigdy. Dokopałam się do samego betonu, o. I po jakichś trzech miesiącach walki z odorkiem kociego moczu i wynoszenia kocich kup [gdyż kłólewna odmawiała korzystania z kuwety zimą, co nie przeszkodziło jej trafiać latem, kiedy w klatce kenellowej ustawionej w piwnicy dochodziła do siebie po sterylce] stwierdziłam, że never więcej. 

Zainspirowało mnie to rozwiązanie [nie znam źródła... nie zapisałam :(]:

 11800423_10152878598546150_4815790994925806348_n2

Wykorzystaliśmy zdobyczną [sąsiedzi robili remont kuchni] szafkę, w "plecach" której wycięliśmy otwór wejściowy [15x15 cm]. Szybę w piwnicznym oknie zastąpił fragment tryptyku, który daaawno temu wisiał nad moim łóżkiem ;) Między płytą a plecami szafki powstał "przedpokój". Muszę pomyśleć nad dociepleniem Hiltona [nazwa żywcem ściągnięta z wątku miaumowej czitki]. Na razie w środku znajduje się kartonowa kuweta wypelniona polarkowymi ścinkami. Zastanawiam się nad wstawieniem kartonu obabulanego styropianem na wzór domków dla kotów wolno żyjących [jak mi się nie podoba taki zapis... w tym znaczeniu wolnożyjący widzi mi się 100 razy bardziej]. Kotulec lukał nieśmiało do środka jeszcze tego samego wieczoru - a jakże, śledził mojego psa, więc wystarczyło przejść wzdłuż bloku, a z resztą tri poradziła sobie już sama. Czy skorzysta - nie wiem. Wstawiłam tackę Animondy na zachetę - akurat nie miałam żadnego cukierka, by położyć na poduszce obok ręcznika złożonego w łabądka ;) Do kwiaciarni po płatki róż czerwonych a pachnących takoż nie chciało mi się brykać. 

 

12507467_913962065319347_9140191851614948267_n

IMG_1648

IMG_1651

Lepiej, by tri raczyła korzystać z apartamentu. 6 godzin walki w piwnicy, utrata czucia w palcach stóp, katar jak marzenie, godzina błądzenia po markecie w poszukiwaniu wszelkich przydasiów, które przydać by się mogły,  gile do pasa [ewidentnie nie wydalam oddechowo przy nagromadzonym kurzu], zakwasy od przytrzymywania różnych rzeczy, kpina z zasad BHP - nie będę wdrażać nikogo w szczegóły ;) i totalnie zniszczona infrastruktura metropolii wzniesionej i zamieszkanej przez całe pokolenia pająków. Także, kocie, kolorowy zadek w troki i do szafki marsz!

IMG_1633

W teorii sierść ma gdzie się schować, nie lata po piwnicach [czytaj: sąsiedzi nie skarżą się na pchły, kupy, kałuże, kłaki i wychładzanie budynku], od zewnatrz nic nie rzuca się w oko. Jak będzie? Ano, się zobaczy. 

Kciukasy trzymta.

Aha, drzwiczki zostały wzmocnione o zamknięcie na metalowy skobelek  - nie ma opcji, by ktoś przedarł się do piwnicy. Wolałabym nie wynajmować lokalu okolicznym szczurom... 

Tipi dostaje ciepłą wodę, karmę, Hiltona, jest wyciachana - co więcej mogę dla niej zrobić? Cholercia, mam słabość do tego kota. 

piątek, 22 stycznia 2016

Dzisiaj, wracając do domu, stwierdziłam, że w sumie nic nie stoi na przeszkodzie, by zajrzeć na działkę.  Napadało nieco śniegu, wyszło słońce, było całkiem przyjemnie. Zapakowałam sierściucha i pojechałyśmy. 

Wspominałam, że Sabiszon lubi śnieg? Wspominałam. Oto trzynastoletni sierściuch ze szmerami na serduchu w locie. Męska linia Kossaków miałaby na czym ćwiczyć ;)

IMG_1594

IMG_1595

IMG_1599

IMG_1605

A tu śnieg pryskający spod kopyt :D 

IMG_1606

IMG_1607

IMG_1608

Co się gapisz?

IMG_1601

Mieszkam  z wariatką...

wtorek, 19 stycznia 2016

BuryDrech uwielbia pić z wiadra. Kiedy stoi ono w kabinie prysznicowej - spoko, nie ma problema. Gorzej, kiedy przytarga człek tę kocią michę do pokoju - tak, czasem mi się zbiera na porządki - a wtedy bury kotu nieoczekiwanie opiera się o brzeg [a lekka Tosiencja nie jest] i sruuu... Adrenalinowy orgazm. Rili. 

Nie wiedziałam, że potrafię tak szybko operować sprzętem marki ściera...
Elektryczny węgorz podczas ataku epilepsji to pryszczu... 

A po ogarnięciu parkietu pędzi człek pietro niżej, by przestrzec sąsiadów przed ewentualnymi opadami mogącymi wystąpić w ich salonie [sprawdzone: gdzieś w mojej podłodze a ich suficie musi być pęknięcie - kiedyś rozlana woda* znalazła ujście, przesączyła się przez szczeliny parkietu i wykapała ze 20 cm naprawo od sąsiedzkiego telewizora...]. Zalałam ich już, moment, niech policzę... trzy razy:  za pierwszym rozciekł się kaloryfer - jeszcze przed moim wprowadzeniem się, ale kto by to pamiętał, za drugim strzelił zaworek przy WC - wszystko zabudowane elegancko płytkami, u mnie w łazience suchutko, u sąsiadów gorzej, a łazienka świeżo malowana :D, no i ostatni przypadek - florystyczny]. 

IMG_1528

 

*kwiatek podlewałam na podłodze stojący...

niedziela, 17 stycznia 2016

Małe bure, KokoDyl znaczy, nadal jest nieźle pomerdane: wczoraj w czasie wizyty gościa zabukowała się gdzieś [razem z Sodą] i pojawiła dopiero, kiedy teren był czysty ;) Kiedy podejrzewa, że mogę chcieć ją łapać - nie czeka, wieje [a podejrzliwa jest, małpa mała]. Ale ma też chwile, takie jak ta:

IMG_1562

albo tak:

IMG_1530

IMG_1533

IMG_1537

IMG_1547

Nieźle się maskuje DzikaDzicz, prawda? ;)

Wstałam dopiero co z wyrka, a kłólewna - która przed chwilą jeszcze swoim grzbietem ogrzewała mój - trwa na stanowisku :) Poduszka wzorcowo zajęta, jak widać. Jeszcze nie tak dawno temu minimalny ruch powodował natychmiastowy odwrót, a teraz - voila. Wstaję, wyłażę, namierzam apart, pstrykam zdjęcia - a buras nic. Za to idealnie wyczaja, kiedy zamierzam zapać ją w celu opajtolenia pazurów. Nie poddaję się ;) 

Poranek, trzeba przyznać, sprzyjał pozostaniu w łożku: niby słonecznie, ale zimno. Malowniczo, bo prószący śnieg przypominał sypiące się wolniuteńko pierze z rozdartej pierzyny. Koty doceniły widok:

Karlo:

IMG_1563

Melcia:

IMG_1564

Kokos:

IMG_1579

A Czarna na to [to ta ciemna buła wystajaca spod koca]: zimno, bujajta się:

IMG_1584

Pogoda idealna dla Saby: w takich warunkach jak dzisiejsze, Sabik dostaje takiego przypływu mocy, jak Papay po zażyciu trzech puszek szpinaku. Co najmniej trzech... Tak jakby zetknięcie ze śniegiem ładowało jej akumulatorki :)

IMG_1566

niedziela, 10 stycznia 2016

Rok temu była sobota. Rano gnałam na dyżur do lecznicy - jeszcze pełna nadziei. Może nieświadoma tak do końca nie tyle powagi sytuacji, co faktu, że może się nie udać. Do tego była to moja pierwsza czy druga samodzielna trasa do wielkiego miasta. No w każdym razie większego niż mój wygwizdówek, z pierdyliardem rond i ulic jednokierunkowych, zmian pasów i takich tam atrakcji. Cóż, kierowcy pasjami kochają Rybnik. 

Wróciłam sama. Podjęłam decyzję, że nie ma sensu dłużej przedłużać fraczkowej wegetacji. 

 10 stycznia - pożegnanie Jurka

Fejsik od kilku dni wyrzucał wspominki...

9 stycznia - brak wpisów. Nadzieje na poprawę mieszały się z myślami o eutanazji. W tle oddech Dżordża...

8 stycznia - Rokowania z "może nie przeżyć podania głupiego jasia" podskoczyły do "ostrożne". W każdym razie nadal jesteśmy w komplecie, a Dżordż oddycha.
Z klaty utoczono 90 ml płynu. Na RTG niewiele to zmieniło, ale kot wyraźnie oddycha z ulgą.
edycja: My - Jaśnie Miłościwy Dżordż Różowousty [w porywach Śliwkowy] - zaszczaliśmy ze stresu transporter, wetkę, wagę, gabinet i siebie. Śmierdolimy ostro. Właśnie myjemy giczały tylne i podogonie ... Innymi słowy, jeśli ma chłop głowę do pobieżnej - fakt faktem, ale jednak - toalety, to może se jeszcze troche podycho...

Jesc nie chce. Wczoraj przy probie podania conva tak sie oslinił i zaczal dyszec, że szok... poddalam sie po 1 ml.. dzisiaj jakoś wpakowalam w niego kolo 6 ml. Nie slinil sie. Jak widzi zarcie to spiernicza... nie widzialam zeby pil. Szuka se generalnie wygodnych pozycji na podlodze. Zobaczymy.

7 stycznia - RTG, klata zalana 

5 stycznia Dlugie weekendy, niedziele, święta i... dokoncz wyliczankę:
A wet
B wet
C wet
D ABC
Howgh.

Brakuje 6 stycznia. Dzisiaj żałuję, że nie dzwoniłam do swojego weta, choć pewnie niewiele by mi to dało, ponieważ był wtedy na dłuższym chorobowym. Czy szukałabym innej lecznicy? Raczej nie - nie zdawałam sobie sprawy z tego, co się dzieje. Było święto. Przed laty szukałam dyżurującej lecznicy, kiedy Karol złamał sobie palec - nie wspominam miło tego doświadczenia. To, że Dżordżio spędzał czas w budce, tłumaczyłam sobie faktem cieszenia się wygodami nowo kupionego drapaka... Ale żałuję. Mogę gdybać. 

Za każdym razem, kiedy przypada rocznica odejścia któregoś z futer - czy Kluni, czy Zosi, czy Jura - wracają całą trójką. 

IMG_3453

IMG_4916

I całe rodzeństwo fraczkowe: 

IMG_5001

Karlito trwa sam na placu boju. Czeka go powtóka badań krwi. W zeszłym roku nie było się do czego przyczepić [targałam go na badania, bo Zosia i Jurek pobrykali z TM w odstępie sześciu miesięcy, z reklamówkowej trójeczki ostał się tylko on]. 

Także tak... Tak to jakoś działa, że wszystkie elementy układanki zaczynają do siebie pasować, kiedy jest już za późno.  I tak to jakoś działa, że - jak już wspominałam rok temu - wszystko jest dlaczegoś, wszystko jest po coś. Nawet jeśli to coś powoduje w życiu totalną absolutną rewolucję... Dzisiaj w sumie taka podwójna rocznica.

 

wtorek, 05 stycznia 2016

Czarna wczoraj z kuwety skorzystała, czyli nadal nie wiem, kto leje poza. Dzisiaj nie znalazam żadnych śladów przestępstwa, ale też katar się włączył, bo poranek zaczęłam od półgodzinnego szlajania się po mrozie - najpierw czekajac na przyjazd policji, a potem czekajac na rozwój wypadków i odblokowanie wyjazdu. No, a roschozi sie o to, że ktoś znów zablokował wyjazd z garażu. Tkwił w miejscu od wczoraj [do rodziców musiałam dostać się szłapcugiem, bo nie chciałam wyjść na psa ogrodnika, który przegania ludzi sprzed blaszaka]. Panowie mundurowi spisali się na medal. Namierzając delikwenta, obudzili ludzi z dwóch klatek schodowych [6.30 - poniedziłek, wicie-rozumicie], więc mam nadzieję, że fama się po dzielni pięknie rozniesie [przeparkuj, bo wariotka policja bydzie wzywać!] i następnym razem nim ktoś tam zaparkuje, zastanowi się dwa razy. Liczę na sąsiadkę, która na własne oczy musiała się przekonać, o co chodzi ;] No co, mogę się połudzić, tak?

Sześć [?] lat proszenia, szukania właściciela, aluzji, sugestii, latania po sąsiadach, drałowania piechtolotem, pakowania za wycieraczki próśb o niezastawianie wyjazdu [pełna zalaminowana kuRturka: Szanowny kierowco, proszę o nieblokowanie wyjazdu z garażu. Pozdrawiam], słuchania zarzutów, że parkując pod swoim własnym garazem zabieram innym miejsce postojowe [^^], rzucania bluzgami pod nosem, kiedy po powrocie skądś tam okazuje się, że nie mogę wjechać - ile można? Na szczęście panowie zgodzili się, że stawiając wóz w takim miejscu, trzeba nie mieć wyobraźni.

Oczywiście domyślamy się, kto w opinii ogółu jest idiotą, który  na niewinnych ludzi nasyła policję :D No cóż: w sumie po bułki chadzam z kotem... ;) Mam nadzieję, że dzisiejsza interwencja nie odbije się na oponach czy karoserii [wozu lub mojej]. Także tak... 

niedziela, 03 stycznia 2016

Pralka walczy. Odkryłam dwa zasikane posłania. Jeśli do tego dodać kałużę na kuchennym blacie sprzed kilku dni, to stwierdzam, że ktoś leje. Nie że kuwetkowy zaspał czy tam żwirek zagrabiony w prawo, a miał być w lewo. Chyba mamy problem.

Koncepcje, jak dziada złapać? Karol leci na pierwszy ogień podejrzeń, ale on raczej leje po pionowych powierzchniach... Czarna? Soda, Koko, Mela i Tosia na pewno korzystają z kuwety [co oczywiście o niczym nie przesądza]... W sumie dawno mnie u weta nie było, to już jakoś ze dwa tygodnie niemal? 

Przed kilkoma dniami Saba podprowadziła biszkopcik. Taki ludzki. Ciacho takie. Bryknęła z nim do wyrka [mojego? naszego?]. Zdążyłam tylko warknąć: Te! Ale weź, nie nakrusz! - a zaraz potem przyszła refleksja: babo, gadasz do psa. Suczki pierworodnej osobistej, ale jednak do psa...

A jutro powrót do pracy po trzech tygodniach nieobecności. Jakby to ująć... O, panika to chyba odpowiednie słowo.

sobota, 02 stycznia 2016

Orwellowska rzeczywistość wokół, a teraz jeszcze i to [cytuję za Medium#Publiczne]:

Władza chce prześwietlać nasze komputery, konta mailowe, może nawet elektroniczne konta bankowe… Gorzej, chce to robić legalnie. I móc się tym chwalić, żebyśmy się bali. Na starych „komunistycznych” lękach chce szczepić nowe w wersji high-tech. PRL-bis=PRL-PiS=Matrix?

Dlatego wzywamy wszystkich do podpisania tej petycji (TUTAJ). Żeby rok 2016 nie był rokiem 1984!

Tak, tak, wiemy. Widok petycji do podpisania budzi dreszcz…

Każdy, kto w Polsce zbierał podpisy pod obywatelskimi projektami ustaw lub uchwał, ten nieraz słyszał: „Nie, panie, nie…”, albo „Pani da mi spokój”. I widział ten jedyny w swoim rodzaju wzrok. Przestraszony, ale jeszcze bardziej – nieobecny.

Na komediach Barei śmialiśmy się z błahości czynników, które uruchamiały zainteresowanie służb danym obywatelem. Niektórym jednak nie do śmiechu. Dziwna trauma żyje w duszach wielu ludzi, którzy weszli w dorosłe życie jeszcze za PRL. Pozostają w przekonaniu, że podpis złożony pod niewygodnym dla władzy postulatem – takim jak zatrzymanie podwyżek cen biletów ZTM – grozi im konsekwencjami. Inaczej mówiąc: kartki albo linki z podpisami zostaną przekazane urzędnikom, którzy dostaną za zadanie wynaleźć szykany dla „podpisantów”!

Niestety, pytanie brzmi: czy ta trauma jest naprawdę taka dziwna?

Władze „wolnej Polski” od lat pragną śledzić Polaków, sprawdzać ich bilingi, podsłuchiwać rozmowy, śledzić poczynania w internecie… PO miało pod tym względem wielkie, choć skrywane apetyty. A teraz do władzy doszła kolejna ekipa, która najwyraźniej chce to wszystko robić jeszcze bardziej masowo. I legalnie. Wykorzystując w sądzie, a pewnie także w mediach i urzędach owoce powszechnej inwigilacji…

Projekt tzw. ustawy inwigilacyjnej – czyli zmian w ustawie o Policji – nie daje obywatelowi żadnej gwarancji, że tak nie będzie. Problemem jest szerokość definicji „danych internetowych“ czy też „zakresu korzystania z usług świadczonych drogą elektroniczną”. Jak również swobodny dostęp policjantów do tych informacji. Swobodny – a więc bez nakazu sądowego czy zgody prokuratora. Za to na koszt operatora…

Nowa ustawa legalizuje śledczą samowolę agentów – i jeszcze każe prywatnym firmom za nią płacić!

Żeby nie być gołosłownymi, podajemy linki:
https://www.facebook.com/adam.bodnar.71/posts/10153804688408550?fref=nf&pnref=story.unseen-section&__mref=message

http://niebezpiecznik.pl/post/nowelizacja-ustawy-o-policji-i-kontrowersje-w-sprawie-wprowadzanych-zmian/

https://mac.gov.pl/files/uchwala_nr_8_rady_do_spraw_cyfryzacji_i_protokol_z_glosowania_skan.pdf

http://di.com.pl/ustawa-o-policji-to-inwigilacyjna-bomba-po-ja-podrzucila-a-pis-ja-zdetonuje-54073

https://panoptykon.org/sites/default/files/leadimage-biblioteka/panoptykon_ustawa_o_policji_opinia_27.12.2015_0.pdf

http://wyborcza.pl/1,75968,19407900,pis-legalizuje-inwigilacje-w-sieci-co-zawiera-nowa-ustawa-o.html

 

Dla policjanta wolny dostęp do naszych danych oznacza, że w każdej chwili może on sprawdzać nasze maile lub wejść na nasz komputer. A to znaczy, że dowolne informacje na nasz temat mogą znaleźć się w materiałach policyjnych. Dowolny wątek z naszego życia może się przeobrazić w dowód w sprawie. To, co oglądamy w necie, co piszemy, co ściągamy, co mówimy przez telefon, może nawet i to, co robimy w domu – jeśli mamy webcam…

Z przecieków wynika, że niektóre ze służb szykują się nie tylko do „legalnego” wpuszczania nam trojanów na twarde dyski, ale do wordspottingu w stylu amerykańskiej NSA! Czyli totalnej inwigilacji komputerowej każdego napisanego lub zarejestrowanego słowa.

Załączyliśmy link do miejsca, w którym można podpisać się pod protestem przeciwko nowej ustawie inwigilacyjnej… Jeśli ją podpiszesz, będziesz podejrzany/podejrzana. Ale jeśli jej nie podpiszesz, też! Bo a nuż obejrzałeś/obejrzałaś sobie na kompie film erotyczny albo gorzej jeszcze – o islamie czy innej religii niekatolickiej. Może też przeczytałeś/przeczytałaś jakiś lewacki czy liberalny artykuł. Albo i prawicowy, ale nieprawomyślny – bo mówiący, że Kukiz, Korwin czy Winnicki są mądrzejsi od Wielkiego Prezesa…

Szczególnie na widelcu będą ci, którzy mają na twardym dysku – często bez swojej wiedzy – materiał, który według obecnego prawa jest „spiratowany”. Bo odkąd świat światem, a policja policją, ta ostatnia poprawia sobie wyniki łapaniem tzw. „łatwych przestępców”. A lobbyści wielkich firm produkujących rozrywkę i oprogramowanie dołożą wszelkich starań, żeby w ściganiu tych „przestępców” stróże prawa byli szczególnie zajadli… Co oczywiście nie znaczy, że popieramy okradanie autorów i rzetelnych producentów. Ale obecne prawo autorskie jest przestarzałe i wymaga sensownej reformy. Klimat inwigilacji, nagonki i paniki nie sprzyja takiej reformie (podobnie jak nie uchroni nas przed terrorystami, gdyby ci nagle się nami zainteresowali). A jednym z istotnych czynników, które skłaniają ludzi do „piractwa”, bywa chciwość producentów. Tam, gdzie jest drogo, zawsze jest pirat-szmugler. Choćby na każdym klifie siedział strażnik wybrzeża z lunetą…

W państwie prawa bylibyśmy chronieni przed taką powszechną inwigilacją „na życzenie” (na życzenia policjanta, przypomnijmy). Ale ustawa inwigilacyjna zawiesza nasze prawa. Całkowicie gwałci prawo do prywatności – i pod potężnym znakiem zapytania stawia wolność słowa i wolność wyznawanych poglądów. A jak mawiają Rosjanie, znak zapytania bywa hakiem, dla niepoznaki odwróconym.

Kto będzie swobodnie wypowiadać się w internecie, przez telefon czy choćby w obecności telefonu – gdy będzie wiedział, że jest słuchany? Gdy będzie wiedział, że w każdej chwili może zawisnąć na „haku”?

W tej sytuacji trudno będzie organizować wspólne akcje obywatelskie. Wszystkie pozostawiają przecież ślady w sieci. Jeśli nasze podpisy będą mogły obciążyć naszą obywatelską kartę, przestaniemy cokolwiek podpisywać. A przecież, cokolwiek by nie powiedzieć o ostatnich latach, z pewnością odnotowaliśmy fantastyczny wzrost obywatelskiego zaangażowania, zwłaszcza na szczeblu lokalnym. To wielki dorobek, który szkoda zaprzepaścić.

Demokracja to komunikacja

Dlatego jest ustrojem tak wymagającym, a zarazem najbezpieczniejszym i najtrwalszym z możliwych. Wybierana raz na cztery lub pięć lat władza najpierw komunikuje w kampanii swój projekt na kraj, region czy miasto. A następnie, realizując go, komunikuje się z obywatelami co do szczegółów w ramach dialogu społecznego, konsultacji publicznych i uważnego wsłuchiwania się w debatę publiczną.

Jeśli jednak władza będzie mieć pełną kontrolę nad internetem, a może nawet nad zawartością każdego komputera, to niewygodne teksty będzie czytać, jeszcze zanim dotrą do redakcji. Nie ma gwarancji, że nie będzie prób zatrzymania publikacji, a jeśli to się nie uda – skompromitowania autora, aby osłabić wymowę podpisanego przezeń tekstu. Dotyczyć to będzie każdej redakcji – „Wyborczej”, „wSieci”, „Krytyki Politycznej”, „To My, Kibice”, a nawet „Kocich Spraw” (bo a nuż ktoś napisze, że Alik z Żoliborza nie jest Kocim Królem Polski…). Dotyczyć to będzie nie tylko dziennikarzy, ale i wszystkich obywateli, którzy spróbują o czymś poinformować tych dziennikarzy lub ich czytelników.

Bo dzięki internetowi dziennikarzem jest dziś każdy z nas. Kilka tygodni temu odwołano burmistrza Chrzanowa. Bezpośrednim powodem była jazda po pijanemu, ale przy okazji obywatelskie forum na Facebooku pozwoliło wykrystalizować wiele innych argumentów – jak na przykład, brak planów zagospodarowania dotacji unijnych (Czytaj o sprawie tutaj). Jest to owoc niezwykłego rozwoju demokracji lokalnej i oddolnej.

Czy mamy gwarancję, że nowa ustawa o Policji nie zdusi w zarodku również takich pożytecznych inicjatyw? Policjanci przecież zależą nie tylko od MSW, ale także od władz lokalnych, i to na różne sposoby. Tylko od odwagi funkcjonariuszy będzie zależało, czy nie pozwolą się wykorzystywać w taki sposób. Ale czy policjanci będą odważni w zastraszonym społeczeństwie? Oni też będą inwigilowani…

Jeśli komunikując się nie mamy poczucia bezpieczeństwa, to zaczynamy kłamać, przemilczać, unikać rozmowy: stajemy się samotni. Jeśli nie mamy śmiałości napisać o zaobserwowanych nieprawidłowościach, to nie odważymy się o nich powiedzieć. Czy o to chodzi obecnej władzy przy przedstawianiu tego przedziwnego projektu? Abyśmy zostali sam na sam z naszymi przeczuciami, opiniami i niepokojami, aby postępowała izolacja i prywatyzacja obywateli? Przecież to jedna z najbardziej wyraźnych oznak totalitaryzmu…

Zwracał na to uwagę już Richard Stallman, jeden z guru wolnego oprogramowania, gorący zwolennik kryptografii. Stallman walczy z cyfrowym panoszeniem się rządu Stanów Zjednoczonych. Ale może to robić właśnie dlatego, że jego kraj szanuje prawo do prywatności i wolność słowa (przynajmniej de iure, w świetle prawa – a to niemal zawsze jest znaczące ograniczenie samowoli, które ośmiela sygnalistów-whistleblowerów). W wywiadzie dla kwartalnika „Nowe Media“, Stallman ostrzegał:

„…w Anglii protestujących śledzono przy pomocy systemu rejestrującego przemieszczanie się samochodów – sieci przydrożnych kamer rozpoznających tablice rejestracyjne. Dzięki temu można dokładnie określić, gdzie znajduje się taki lub inny samochód. (…) W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że któregoś dnia komputery staną się do tego stopnia nieetyczne, że nie będę się umiał z tym pogodzić. W takim przypadku będę musiał się nauczyć obchodzić bez nich.“

I dodał: „Państwo nie może atakować demokracji! Demokracja dzisiaj jest już po prostu za słaba! Demokracja jest dziś za słaba, ponieważ różne rozwiązania polityczne i prawne coraz częściej oddają władzę w ręce biznesu. Innymi słowy, coraz częściej mamy do czynienia z ‘traktatami o wolnym wyzysku’.“

Proszę Państwa, w tej chwili nie ma powodu, by w Polsce wprowadzać stan wyjątkowy i zawieszać prawa podstawowe oraz nowe prawa człowieka w internecie. Zamach na nie to zamach na demokrację. A zamach na demokrację to tak naprawdę zamach na koncepcję, że wszyscy jesteśmy równi sobie nawzajem. Nie może być tak, że „równiejsi“ będą decydować, na które protesty wolno chodzić „równym“, albo które petycje wolno im podpisywać bez negatywnych konsekwencji!

Oczywiście, mówi się dużo o prowadzonej w internecie „wojnie hybrydowej“ czy „wojnie informacyjnej“. Ale my, obywatele, nie jesteśmy jej żołnierzami, tylko ofiarami. Wojna informacyjna powinna być prowadzona otwarcie i we współpracy z obywatelami. Nie może być pretekstem do działań państwa i jego służb przeciwko własnym obywatelom i do zawieszania ich praw.

Nie możemy pozwolić, by naszym największym wrogiem stało się nasze własne państwo! Nie możemy pozwolić, by rok 2016 był rokiem 1984! Dlatego jeszcze raz zamieszczamy link do petycji przeciwko ustawie inwigilacyjnej.

Podpisz – abyś w przyszłości mógł/mogła podpisywać lub nie podpisywać zależnie od Twej woli. Bez strachu.

Podpisz klikając w ten link

piątek, 01 stycznia 2016

Trójkowy Top Wszech Czasów w radio, kawa w kubku,  wóz blokujący mi wyjazd przed garażem i pies za kibelkiem. Bo petardziątka i inne takie same się nie wystrzelają, przeż... W metryce pyknęła kolejna cyferka. Staram się nie robić podsumowań minionego roku ani nie planować przyszłego. To taki skrót pierwszego przedpołudnia 2016 roku.

No, i jeszcze kącik kosmetyczno-jubilersko-lingwistyczny: po wczorajszej akcji z Tosią - pazury chcielim ciachnąć -  nie muszę nawet odwiedzać żadnego salonu, mogę za to od razu wybierać kolczyk stosowny do wpięcia w papilla mammae. Moja wina, źle Buraka złapałam i majtnęła tylnymi racicami w powietrzu, szukając podpory. Ujmę to tak: dobrze że wolne i można pomykać bez uprzęży ;) 

I na koniec obiecana kilka dni temu instrukcja: "Jak dotrzeć na działkę":

1. Ogarnij psa.
2. Wróć po psi płaszcz - Saba jeszcze nie do końca zarosła po zabiegu.
3. Wychodząc z osiedla zatrzymaj się - masz albowiem wrażenie, że jesteś śledzony...
4. Puknij się w czerep i idź dalej:
a) pokonaj połowę drogi na działkens.
5. Jednak wróć do punktu 4.:
a) odetchnij, że ci nie odbija (aż tak),
b) zauważ podblokową kotkę, której nie było, kiedy obchodziłaś blok [kota nie pojawiła się na śniadanu] tylko po to, by sypnąć karmę,
c) zaklnij szpetnie po francusku niczym ksiażę pan z bajki o Rumcajsie,.
6. Zawróć...
7. Sypnij paszę.
8. Zawroć do domu, bo przeż micha z wodą pusta.
9. Przypilnuj, czy nie przegania kociska bure coś, które zmaterializowało się przy misce nie wiadomo skąd i jak [ale oprawę oczu i oczyska miało śliiiczne]. 
10. Oglądając się za siebie, wiej w kierunku ogródków działkowych.
11. Run, EwKo, run!
a) a pies na to; e, a kupa?

Bilbo nie miał takich problemów :)

Ze trzy lata temu Tipi, czyli podblokowa tri, polazła za mną. Nie było gadziny kilka dni, a ja kombinowałam, gdzie się szlaja, czy nikt jej krzywdy nie zrobił, czy nie wpadła pod samochód, czy nie spuściły jej wcirów koty, na których teren weszła, jak trafi do domu... Wreszczie ruszyłam na poszukiwania - mała wyszła mi naprzeciw mniej wiecej w miejscu, w którym ją przydybałam i teraz. 

A w ogóle, to kotuch odprowadza mnie pod sklep, kiedy rano idę po bułki... A potem czeka pod samochodem i eskortuje do domu... Nieźle, co? ;) Generalnie pilnuję, by mieć w kieszeni porcję karmy, którą ogłabym sypnąć, by zyskać na czasie i zwiać kotencji z pola widzenia [tak, kiedyś zawracałam z drogi do centrum miasta, bo sierściuch za mną tuptał...]. 

środa, 30 grudnia 2015

Wczoraj - jako się rzekło - nastąpił nagły i nieoczekiwany koci na poparówkowe folijki. Jako że podejrzenie padło na Czarną i Lola, oboje dostali dopyszcznie solidne dawki parafiny. Poranny paw wskazał jednoznacznie, że Czarna swoją porcję otrzymała niesłusznie... Cóż. lajf is brutal end ful of zasadzkas.

Nie wiem, czy wyszło z gada wszystko ;/ Zmemłane to takie, jak tu kształt parówy odtworzyć. Dorzucił chłopak gratis w postaci solidnego kłaka. Na razie zachowuje się normalnie. Mam nadzieję, że uwzględnił fakt, że jakby Nowy Rok, Sylwek, weekend... Takie tam. 

wtorek, 29 grudnia 2015

Miał być wpis o tym, jak to idzie się psem na działkę - a to nie jest wcale takie oczywiste i kąciku aromaterapeutycznym z pomocą kotów wykonanym, takie DIY, ale Karol zeżarł folię po parówkach. Na 98%. Tak z półtorej parówki ponad. Myślałam, że bawi się słomką, a ten cichaczem wpierniczał plastik... Ostatek ocaliłam.
Przekopałam chatę - innych resztek nie ma.
Pozostała część ekipy siedziała w pokoju, dość rozespana, więc podejrzany jest tylko Lol. Wygrzebał z worka na śmieci. Podałam parafinę i co... Obserwujemy, którą stroną, kiedy i czy wyjdzie... Ze trzy razy w roku mnie na zakup parówek bierze... Tym razem zakupione dla Kokodylca, żeby żarł cokolwiek, kiedy miał fazę pt. rzygam-nie-wiadomo-why-i-co-mi-zrobisz.  I zawsze worek do szafki odkładam... 

Japrdle... [wybaczcie francuski]
Są takie momenty, kiedy... Zresztą nieważne. 

edycja: albo CzarnaZaraza... Była w kuchni, niby na półce, ale w sumie niewykluczone, że rozpracowała temat, a gamoniowi zostawiła popłuczyny, przy których wpadł. Czarna jest niczym ninja... 

Jak wiadomo, internet jest w treści przebogaty, no i obowiązuje niepisana zasada, że  co się zobaczyło, to się już nie odzobaczy. Kiedyś oko zatrzymało mi się na fotce przedstawiającej legginsy. Szmatka jak szmatka, ale opis!

Leginsy bez szwu na dupie, do latania po chałupie!

No więc powiem Wam, że czasem dobrze jest mieć te szwy albo przynajmniej jeden. Świetnie wpływa na sterowność, kiedy jest się włóczkową latajacą myszą rzuconą w łapy sierściuchów. Dzięki Antoninie moje gagatki dostały całe stadko myszek. Minęło pół roku i nie zdążyły jeszcze żadnej zgubić, co jest naprawdę wyczynem :) Nie mniejszym niż to, że wspominam o upominku dopiero teraz... DZIĘKUJEMY! :) 

 

PS. Dołączyłabym fotę Sody rzucajacej gryzoniem, ale aparat nie nadąża ;) 

 

 

 

 

poniedziałek, 28 grudnia 2015

BuraRzygającaGlista odzyskała apetyt. Nie wiem, czy to jeszcze działanie leków, czy uspokoiło się to coś, co raz na kilka miesięcy powoduje, że mała wygląda, jakby chciała się pozbyć własnych trzewi. Ba, wygląda... Jakby tylko wyglądała, to by nie było źle... W każdym razie dotrwaliśmy szcześliwie do 28 stycznia. I tak do następnego razu... 

Łapanie i pakowanie do karcerka okoDylowi zaszkodziło na czerepek, bogdyżalbowiem, o - se Państwo sami oblukają:

12459608_902576879791199_234812125_n

Koko przytulona do ludzkiego boku. W roli tła wystąpił mój zadek.
I w ogóle bure  jest łaszące się, rozmruczane i wolniejspierdzielające. Jeszcze trochę, a pozwoli brać się na ręce. Koniec świata, jakby to powiedział Popiołek.

Żeby mi się w...  tle nie poprzewracało, Czarna co jakiś czas dziwnie przełyka [od jakichś dwóch dni], Karol wcina saszetki na pęcherz, bo zachowywał się tak, jakby znów miał się zatkać, Tosia i Melka smarkolą, a Saba rozkopała se paprocha w uchu. Jako wzorcowa, prawdaż, opiekunka zwierząt, zapomniałam wspomnieć o tej narośli przed zabiegiem, kiedy wycinano psu inne świństwa na skórze wyrosłe... No comment... Wychodzi na to, że jedynym kotem, któremu nic nie dolega - odpukać w niemalowane - jest Soda. I dobrze, bo łapania tej gwiazdy sobie nie wyobrażam... Znaczy nie muszę, bo ślady po chapsnięciu mam na palcu do dziś. A to - trzeba jej przyznać - była delikatna.  
Poza tym wszyscy namiętnie zajmują moje bety, w wyniku czego siedzę sobie w nocy przy oknie i podziwiam dach sąsiedniego bloku. Bo pełnia.
I księżycowe światło odbijające się w dachówkach... 

PS. Poza wszystkim warto czasem spojrzeć do skrzynki pocztowej, bo zdarzają się przyjemne niespodzianki.