| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Co w sieci piszczy...
Coś dla podniebienia
Kontakt
KotoTotek: zagraj - wygraj!
Nieco historii
Scenki z życia moich futer
Z kotem w roli głównej
Zajrzyj
 MiauKot pr

Sierściuchy

czwartek, 11 lutego 2016

Wczoraj koci dziadek, czyli ojciec mój rodzony, zainstalował w kocim Wersalu szybkę. Nie tyle chodzi tu o koty [mają teraz pokój z widokiem na piwnicę], co o mnie: otwierając drzwiczki, nie wiedziałam, kogo zastanę w środku i kto ewentualnie przywali mi w facjatę opazurzoną grabą, że już nie wspomnę o jakimś zabłąkanym szczurze-desperacie czy coś... A teraz elegantuchno koty [tak, koty - Tipi i kocur Paloma sypiają se razem] widzą intruza, intruz widzi koty ;) Chyba że wcześniej zwieją [choć rudy skrupulatnie sprawdza, czy opłaca się kuper na dwór wynosić, czy jednak lepiej zostać]. 

Wnętrze strasznie daje kocurem. Właścicielki Palomy nie namówię na kastrację, a przeż rudzielca nie porwę. Jak wróci bez kulek to i tak będzie wiadomo, kto na dzielni mógł w tym maczać palce ^^. Przynajmniej dziad jeden nie leje w środku: złapałam go jak wyłaził z sypialni, rozprostował racice, podryndał ze dwa metry w lewo, wygrzebał dołek, opróżnił pęcherz i wrócił do domu ;) Nie wyobrażam sobie trzymania w domu niewykastrowanego kocura... 

Koci dziadek coś duka o ogrzewaniu na kształt kurnikowego. Mam nadzieję, że zdaje sobie sprawę z ryzyka, iż jego pomysły mogą zostać podchwycone ^^

Zdjęcia jutro. Albo kiedyś tam. Dzisiaj jestem w takim stanie*, że do piwnicy nie spełznę. 

 

 

*nie, nie chodzi o promile :)

poniedziałek, 08 lutego 2016

Przypełzło toto, nieszczęście moje. Diabli wiedzą, gdzie się szlajało przez ostatni tydzień [z hakiem]... Grunt, że żyje i jest całe.

Człek jak ostatni idiota zostawia otwarty garaż, bo obczaił, że na końcu bloku mignął znajomy czerepek. Zostawia, bo przeż chrupki w NASZE miejsce się same nie nasypią [a zapas w kieszeni zawsze noszę, Tipi mnie wzorcowo wyszkoliła]. Kotencja też mnie chyba  rozpoznała, kłusem [serio, biegła :)] ruszyła w moją stronę, coś tam klnąc pod nosem. Tylko siefałdek stabilizujacy podbrzuszny na prawo i lewo telepał :) Swoją drogą, ona cały czas wyglada, jakby w ciąży była. 

 Pozamykałam migiem auto i garaż, i ruszyłam galopem do chaty po michę z ciepłą wodą. Jedzie z nami psychiatra?

Człowiekowi mało do szczęścia trzeba :)

12654340_920869717961915_1161277985659513429_n

 

12669556_920869734628580_1577040353430159366_n

Sucha, czysta w miarę - może z kocurasem sąsiadów se sesje slipingowe w Wersalu urządzają? Jego widywałam - żal pajaca. Pani wyjechała, a pancio do domu nie wpuszcza. 

No ale co ona jadła przez ostatni tydzień, hę? Bo nie sypię karmy, kiedy zarazy łaciatej nie ma w polu widzenia.

 

niedziela, 07 lutego 2016

Ktoś mi przypomni, co mi przeszkadzało, kiedy dzikie-dziki, czyli Soda i Koko, uciekały na mój widok? Przynajmniej spokój był, a teraz to tak: 

- Soda, cholero, zostaw to! - bo wdrożyła w życie plan porwania wędliny z kanapki. Ewentualnie łazi mi nad głową, kiedy spię i wyrywa włosy. 

- Koko, no weźżeż, kot, się pod nogami nie tego... 

Siedziały grzecznie, udając, że ich nie ma. Komu to przeszkadzało? ;) 

 

Podblokowca nadal nie widuję.

Ktoś ma problem z kupalami - kuwetę zamienił na posłanie, cy tam odwrotnie. W każdym razie załatwił się nie tam, gdzie należało. Dwukrotnie - także nie ma mowy o przypadku czy sile wyższej. Nie wiem kto. Podejrzany Karol [od dłuzszego czasu mi te jego bobki inaczej wygladają]. Albo Tosia [gruczoły]. Lolek poza tym wczoraj sprawiał wrażenie, jakby znowu hydraulika mu siadała [zatkanie wentylka], podałam nospę, urinovet i co, i obserwuję. Jeśli przyjdzie mi jechać do wetów w przyszłym tygodniu - to chyba będę musiała przejść przyspieszony kurs bilokacji. Chyba że brachu się zlituje i podjedzie z towarzystwem. 

IMG_1556

środa, 03 lutego 2016

Ni ma wody na pustyni, a sierściucha na dzielni.

Od soboty nie widziałam podblokowej kotencji. Osiedlowe google również twierdzi, że jej w okolicy nie odnotowało. Zaczynam się niepokoić? A nie. Niepokoiłam się jeszcze w poniedziałek. Od dzisiaj zaczynam lekutko łazić po ścianach :/ 

niedziela, 31 stycznia 2016

No więc Czarna, która jest kotem okołokostkowo-ósemkowym, przyszła się poprzytulać. Na ręce przyszła. Sama. W sumie: kto powiedział, że podgrzewane właśnie na patelni pierogi ruskie nie mogą być chrupiące?

No przeż kota, ba! - Czarnej - nie zrzucę...

A takie widoczki miewam rankiem [10 -20 cm nad twarzą]: Lolkowi chyba brakuje reszty Fraczków...

10426126_772652276116994_2186372252652193632_n

Kiedyś sypiał tak:

1546370_611355415580015_830326307_n

Teraz coraz częściej towarzyszy mu Melka:

12642523_917406978308189_5407510911107047282_n

Tak, to w tle, to choinka ;) 

czwartek, 28 stycznia 2016

Budka okupowana do tego stopnia, że kotencję od czasu zainstalowania Wersalu widziałam ze dwa razy. Odsypia czy jak?

IMG_1634

Na pewno zajmuje budkę, bo jednak nie wytrzymałam, zajrzałam i przepłoszyłam gadzinę. 

wtorek, 26 stycznia 2016

Yes, yes, yes!

Koko coraz częściej zapomina, że jest dzikim dzikiem, kotem niedotykalskim i w ogóle Bazyliszkiem i Meduzą w jednym. Przychodzi, mizia się, ślini, mruczy, ociera - i doskonale wyczuwa, kiedy chcę ja złapać - wtedy spiernicza z prędkością światła. Dzisiaj po raz pierwszy wykazała się totalnym nieposłuszeństwem: ustawiłam na półce szklankę z maślanką, chwilę później obok potencjalnego łupu zmaterializowała się KokoDyla i próbowała umaczać paszczę; przegoniłam, a tu niespodzianka: Kokosik uciekł, zrobił rundkę honorową po pokoju i wrócił <3IMG_1501

O, a wespół z Sodą uratowały Czarną*, którą zamknęłam w łazience. Złapałam je na pakowaniu łap pod drzwi ;) 

 

* tak naprawdę ocaliłam łazienkę. Czarna bywa czasem mało subtelna ;]

Dziwne mamy czasy.

Niby tam norma, wiecie - sąsiedzi interesowali się, interesują i będa interesować tym, kto z kim i jak często, bywa, że są w tej materii lepiej poinformowani niźli sami zainteresowani, ale ostatnio niektórzy osiagnęli nowy level. Nie wiem, czy do tej pory czyjeś preferencje zostały tak ordynarnie, prostacko, żałośnie i publicznie napiętnowane... Kojarzycie zapewne spot zachęcający do segregowania śmieci, który został zdjęty przez miinistra Szyszkę z powodu "miękkiego lokowania gender", a to dzięki udziałowi Macieja Nowaka:

"Jednocześnie, my nie musimy tego ukrywać, że osoby, które biorą udział w tym spocie (...) są jednak w pewnym ruchu, który promuje ideologię, która jest jakby sprzeczna z tradycją i jest to ideologia gender. Ona w miękki sposób jest tutaj lokowana - dodał Mazurek. Jak przekonywał, w przypadku ministerstwa "nie będzie zgody na jej wprowadzanie". (http://www.tvn24.pl)"

Najfajniejsze były komentarze internautów typu: ooo... a to Nowak jest gejem?  Także tak... No i ja teraz nie wiem, czy śmieci segregować, czy nie segregować... Sarkazm, mam nadzieję wyczuwalny? 

Jeśli z reklamy minister rzeczony wyczytał tylko orientację jednego z aktorów, to proponuję natychmiastowe wycofanie ze szkół, teatrów, radia, telewizji, bibliotek itp. wszystkiego, co wyszło spod pióra takiej jakby Konopnickiej, Dąbrowskiej, Rodziewiczówny, Komornickiej czy Iwaszkiewicza, Lechonia, Słonimskiego, Gombrowicza, Waldorffa. Zdaje się, że Muminki też mają przegwizdane :D  Zresztą, o ile wiem, jakaś biblioteka juz zaczęła akcję czyszczenia półek i oberwało się m.in. Szczygielskiemu. Taki Da Vinci też; wziął i pogryzmolił ściany tu i tam - narodzie, pędzle w dłoń! 

No, więc jako że nie chcę być jak minister Szyszko, nie zaglądam do zimowego Hiltona mojej podblokowej kotki, nie analizuję stanu jej polarowego łoża, choć nie widziałam sierściucha od niedzieli. A serio; nie wiem, czy kima w środku [nie chcę jej przepłoszyć albo dostać po bani - dojście jest kiepskie], czy coś się stało, czy gdzieś polazła. 

Absurdalne zestawienie, bo i czasy mamy cokolwiek teges... 

 

sobota, 23 stycznia 2016

 Yes, yes, yes! - jak to onegdaj wykrzyczał pewen Kaźmierz. Wreszcie udało się zmontować schronienie dla podblokowej kotki - tej, która chadza ze mną po bułki, odprowadza na działkę i eskortuje psa w czasie spacerów.

W poprzednich latach jakoś sobie radziła, wchodząc do piwnicy sąsiadów przez rozbite okno i pałętając siępo dostępnych korytarzach i komórkach. Kto czytał blog, może pamięta wzmianki o tym, jak to spędzałam upojne chwile na neutralizowaniu kocuch zapachów i myciu piwnicznej podłogi, która to szmaty nie widziała chyba nigdy. Dokopałam się do samego betonu, o. I po jakichś trzech miesiącach walki z odorkiem kociego moczu i wynoszenia kocich kup [gdyż kłólewna odmawiała korzystania z kuwety zimą, co nie przeszkodziło jej trafiać latem, kiedy w klatce kenellowej ustawionej w piwnicy dochodziła do siebie po sterylce] stwierdziłam, że never więcej. 

Zainspirowało mnie to rozwiązanie [nie znam źródła... nie zapisałam :(]:

 11800423_10152878598546150_4815790994925806348_n2

Wykorzystaliśmy zdobyczną [sąsiedzi robili remont kuchni] szafkę, w "plecach" której wycięliśmy otwór wejściowy [15x15 cm]. Szybę w piwnicznym oknie zastąpił fragment tryptyku, który daaawno temu wisiał nad moim łóżkiem ;) Między płytą a plecami szafki powstał "przedpokój". Muszę pomyśleć nad dociepleniem Hiltona [nazwa żywcem ściągnięta z wątku miaumowej czitki]. Na razie w środku znajduje się kartonowa kuweta wypelniona polarkowymi ścinkami. Zastanawiam się nad wstawieniem kartonu obabulanego styropianem na wzór domków dla kotów wolno żyjących [jak mi się nie podoba taki zapis... w tym znaczeniu wolnożyjący widzi mi się 100 razy bardziej]. Kotulec lukał nieśmiało do środka jeszcze tego samego wieczoru - a jakże, śledził mojego psa, więc wystarczyło przejść wzdłuż bloku, a z resztą tri poradziła sobie już sama. Czy skorzysta - nie wiem. Wstawiłam tackę Animondy na zachetę - akurat nie miałam żadnego cukierka, by położyć na poduszce obok ręcznika złożonego w łabądka ;) Do kwiaciarni po płatki róż czerwonych a pachnących takoż nie chciało mi się brykać. 

 

12507467_913962065319347_9140191851614948267_n

IMG_1648

IMG_1651

Lepiej, by tri raczyła korzystać z apartamentu. 6 godzin walki w piwnicy, utrata czucia w palcach stóp, katar jak marzenie, godzina błądzenia po markecie w poszukiwaniu wszelkich przydasiów, które przydać by się mogły,  gile do pasa [ewidentnie nie wydalam oddechowo przy nagromadzonym kurzu], zakwasy od przytrzymywania różnych rzeczy, kpina z zasad BHP - nie będę wdrażać nikogo w szczegóły ;) i totalnie zniszczona infrastruktura metropolii wzniesionej i zamieszkanej przez całe pokolenia pająków. Także, kocie, kolorowy zadek w troki i do szafki marsz!

IMG_1633

W teorii sierść ma gdzie się schować, nie lata po piwnicach [czytaj: sąsiedzi nie skarżą się na pchły, kupy, kałuże, kłaki i wychładzanie budynku], od zewnatrz nic nie rzuca się w oko. Jak będzie? Ano, się zobaczy. 

Kciukasy trzymta.

Aha, drzwiczki zostały wzmocnione o zamknięcie na metalowy skobelek  - nie ma opcji, by ktoś przedarł się do piwnicy. Wolałabym nie wynajmować lokalu okolicznym szczurom... 

Tipi dostaje ciepłą wodę, karmę, Hiltona, jest wyciachana - co więcej mogę dla niej zrobić? Cholercia, mam słabość do tego kota. 

piątek, 22 stycznia 2016

Dzisiaj, wracając do domu, stwierdziłam, że w sumie nic nie stoi na przeszkodzie, by zajrzeć na działkę.  Napadało nieco śniegu, wyszło słońce, było całkiem przyjemnie. Zapakowałam sierściucha i pojechałyśmy. 

Wspominałam, że Sabiszon lubi śnieg? Wspominałam. Oto trzynastoletni sierściuch ze szmerami na serduchu w locie. Męska linia Kossaków miałaby na czym ćwiczyć ;)

IMG_1594

IMG_1595

IMG_1599

IMG_1605

A tu śnieg pryskający spod kopyt :D 

IMG_1606

IMG_1607

IMG_1608

Co się gapisz?

IMG_1601

Mieszkam  z wariatką...

wtorek, 19 stycznia 2016

BuryDrech uwielbia pić z wiadra. Kiedy stoi ono w kabinie prysznicowej - spoko, nie ma problema. Gorzej, kiedy przytarga człek tę kocią michę do pokoju - tak, czasem mi się zbiera na porządki - a wtedy bury kotu nieoczekiwanie opiera się o brzeg [a lekka Tosiencja nie jest] i sruuu... Adrenalinowy orgazm. Rili. 

Nie wiedziałam, że potrafię tak szybko operować sprzętem marki ściera...
Elektryczny węgorz podczas ataku epilepsji to pryszczu... 

A po ogarnięciu parkietu pędzi człek pietro niżej, by przestrzec sąsiadów przed ewentualnymi opadami mogącymi wystąpić w ich salonie [sprawdzone: gdzieś w mojej podłodze a ich suficie musi być pęknięcie - kiedyś rozlana woda* znalazła ujście, przesączyła się przez szczeliny parkietu i wykapała ze 20 cm naprawo od sąsiedzkiego telewizora...]. Zalałam ich już, moment, niech policzę... trzy razy:  za pierwszym rozciekł się kaloryfer - jeszcze przed moim wprowadzeniem się, ale kto by to pamiętał, za drugim strzelił zaworek przy WC - wszystko zabudowane elegancko płytkami, u mnie w łazience suchutko, u sąsiadów gorzej, a łazienka świeżo malowana :D, no i ostatni przypadek - florystyczny]. 

IMG_1528

 

*kwiatek podlewałam na podłodze stojący...

niedziela, 17 stycznia 2016

Małe bure, KokoDyl znaczy, nadal jest nieźle pomerdane: wczoraj w czasie wizyty gościa zabukowała się gdzieś [razem z Sodą] i pojawiła dopiero, kiedy teren był czysty ;) Kiedy podejrzewa, że mogę chcieć ją łapać - nie czeka, wieje [a podejrzliwa jest, małpa mała]. Ale ma też chwile, takie jak ta:

IMG_1562

albo tak:

IMG_1530

IMG_1533

IMG_1537

IMG_1547

Nieźle się maskuje DzikaDzicz, prawda? ;)

Wstałam dopiero co z wyrka, a kłólewna - która przed chwilą jeszcze swoim grzbietem ogrzewała mój - trwa na stanowisku :) Poduszka wzorcowo zajęta, jak widać. Jeszcze nie tak dawno temu minimalny ruch powodował natychmiastowy odwrót, a teraz - voila. Wstaję, wyłażę, namierzam apart, pstrykam zdjęcia - a buras nic. Za to idealnie wyczaja, kiedy zamierzam zapać ją w celu opajtolenia pazurów. Nie poddaję się ;) 

Poranek, trzeba przyznać, sprzyjał pozostaniu w łożku: niby słonecznie, ale zimno. Malowniczo, bo prószący śnieg przypominał sypiące się wolniuteńko pierze z rozdartej pierzyny. Koty doceniły widok:

Karlo:

IMG_1563

Melcia:

IMG_1564

Kokos:

IMG_1579

A Czarna na to [to ta ciemna buła wystajaca spod koca]: zimno, bujajta się:

IMG_1584

Pogoda idealna dla Saby: w takich warunkach jak dzisiejsze, Sabik dostaje takiego przypływu mocy, jak Papay po zażyciu trzech puszek szpinaku. Co najmniej trzech... Tak jakby zetknięcie ze śniegiem ładowało jej akumulatorki :)

IMG_1566

niedziela, 10 stycznia 2016

Rok temu była sobota. Rano gnałam na dyżur do lecznicy - jeszcze pełna nadziei. Może nieświadoma tak do końca nie tyle powagi sytuacji, co faktu, że może się nie udać. Do tego była to moja pierwsza czy druga samodzielna trasa do wielkiego miasta. No w każdym razie większego niż mój wygwizdówek, z pierdyliardem rond i ulic jednokierunkowych, zmian pasów i takich tam atrakcji. Cóż, kierowcy pasjami kochają Rybnik. 

Wróciłam sama. Podjęłam decyzję, że nie ma sensu dłużej przedłużać fraczkowej wegetacji. 

 10 stycznia - pożegnanie Jurka

Fejsik od kilku dni wyrzucał wspominki...

9 stycznia - brak wpisów. Nadzieje na poprawę mieszały się z myślami o eutanazji. W tle oddech Dżordża...

8 stycznia - Rokowania z "może nie przeżyć podania głupiego jasia" podskoczyły do "ostrożne". W każdym razie nadal jesteśmy w komplecie, a Dżordż oddycha.
Z klaty utoczono 90 ml płynu. Na RTG niewiele to zmieniło, ale kot wyraźnie oddycha z ulgą.
edycja: My - Jaśnie Miłościwy Dżordż Różowousty [w porywach Śliwkowy] - zaszczaliśmy ze stresu transporter, wetkę, wagę, gabinet i siebie. Śmierdolimy ostro. Właśnie myjemy giczały tylne i podogonie ... Innymi słowy, jeśli ma chłop głowę do pobieżnej - fakt faktem, ale jednak - toalety, to może se jeszcze troche podycho...

Jesc nie chce. Wczoraj przy probie podania conva tak sie oslinił i zaczal dyszec, że szok... poddalam sie po 1 ml.. dzisiaj jakoś wpakowalam w niego kolo 6 ml. Nie slinil sie. Jak widzi zarcie to spiernicza... nie widzialam zeby pil. Szuka se generalnie wygodnych pozycji na podlodze. Zobaczymy.

7 stycznia - RTG, klata zalana 

5 stycznia Dlugie weekendy, niedziele, święta i... dokoncz wyliczankę:
A wet
B wet
C wet
D ABC
Howgh.

Brakuje 6 stycznia. Dzisiaj żałuję, że nie dzwoniłam do swojego weta, choć pewnie niewiele by mi to dało, ponieważ był wtedy na dłuższym chorobowym. Czy szukałabym innej lecznicy? Raczej nie - nie zdawałam sobie sprawy z tego, co się dzieje. Było święto. Przed laty szukałam dyżurującej lecznicy, kiedy Karol złamał sobie palec - nie wspominam miło tego doświadczenia. To, że Dżordżio spędzał czas w budce, tłumaczyłam sobie faktem cieszenia się wygodami nowo kupionego drapaka... Ale żałuję. Mogę gdybać. 

Za każdym razem, kiedy przypada rocznica odejścia któregoś z futer - czy Kluni, czy Zosi, czy Jura - wracają całą trójką. 

IMG_3453

IMG_4916

I całe rodzeństwo fraczkowe: 

IMG_5001

Karlito trwa sam na placu boju. Czeka go powtóka badań krwi. W zeszłym roku nie było się do czego przyczepić [targałam go na badania, bo Zosia i Jurek pobrykali z TM w odstępie sześciu miesięcy, z reklamówkowej trójeczki ostał się tylko on]. 

Także tak... Tak to jakoś działa, że wszystkie elementy układanki zaczynają do siebie pasować, kiedy jest już za późno.  I tak to jakoś działa, że - jak już wspominałam rok temu - wszystko jest dlaczegoś, wszystko jest po coś. Nawet jeśli to coś powoduje w życiu totalną absolutną rewolucję... Dzisiaj w sumie taka podwójna rocznica.

 

wtorek, 05 stycznia 2016

Czarna wczoraj z kuwety skorzystała, czyli nadal nie wiem, kto leje poza. Dzisiaj nie znalazam żadnych śladów przestępstwa, ale też katar się włączył, bo poranek zaczęłam od półgodzinnego szlajania się po mrozie - najpierw czekajac na przyjazd policji, a potem czekajac na rozwój wypadków i odblokowanie wyjazdu. No, a roschozi sie o to, że ktoś znów zablokował wyjazd z garażu. Tkwił w miejscu od wczoraj [do rodziców musiałam dostać się szłapcugiem, bo nie chciałam wyjść na psa ogrodnika, który przegania ludzi sprzed blaszaka]. Panowie mundurowi spisali się na medal. Namierzając delikwenta, obudzili ludzi z dwóch klatek schodowych [6.30 - poniedziłek, wicie-rozumicie], więc mam nadzieję, że fama się po dzielni pięknie rozniesie [przeparkuj, bo wariotka policja bydzie wzywać!] i następnym razem nim ktoś tam zaparkuje, zastanowi się dwa razy. Liczę na sąsiadkę, która na własne oczy musiała się przekonać, o co chodzi ;] No co, mogę się połudzić, tak?

Sześć [?] lat proszenia, szukania właściciela, aluzji, sugestii, latania po sąsiadach, drałowania piechtolotem, pakowania za wycieraczki próśb o niezastawianie wyjazdu [pełna zalaminowana kuRturka: Szanowny kierowco, proszę o nieblokowanie wyjazdu z garażu. Pozdrawiam], słuchania zarzutów, że parkując pod swoim własnym garazem zabieram innym miejsce postojowe [^^], rzucania bluzgami pod nosem, kiedy po powrocie skądś tam okazuje się, że nie mogę wjechać - ile można? Na szczęście panowie zgodzili się, że stawiając wóz w takim miejscu, trzeba nie mieć wyobraźni.

Oczywiście domyślamy się, kto w opinii ogółu jest idiotą, który  na niewinnych ludzi nasyła policję :D No cóż: w sumie po bułki chadzam z kotem... ;) Mam nadzieję, że dzisiejsza interwencja nie odbije się na oponach czy karoserii [wozu lub mojej]. Także tak... 

niedziela, 03 stycznia 2016

Pralka walczy. Odkryłam dwa zasikane posłania. Jeśli do tego dodać kałużę na kuchennym blacie sprzed kilku dni, to stwierdzam, że ktoś leje. Nie że kuwetkowy zaspał czy tam żwirek zagrabiony w prawo, a miał być w lewo. Chyba mamy problem.

Koncepcje, jak dziada złapać? Karol leci na pierwszy ogień podejrzeń, ale on raczej leje po pionowych powierzchniach... Czarna? Soda, Koko, Mela i Tosia na pewno korzystają z kuwety [co oczywiście o niczym nie przesądza]... W sumie dawno mnie u weta nie było, to już jakoś ze dwa tygodnie niemal? 

Przed kilkoma dniami Saba podprowadziła biszkopcik. Taki ludzki. Ciacho takie. Bryknęła z nim do wyrka [mojego? naszego?]. Zdążyłam tylko warknąć: Te! Ale weź, nie nakrusz! - a zaraz potem przyszła refleksja: babo, gadasz do psa. Suczki pierworodnej osobistej, ale jednak do psa...

A jutro powrót do pracy po trzech tygodniach nieobecności. Jakby to ująć... O, panika to chyba odpowiednie słowo.