| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:
Co w sieci piszczy...
Coś dla podniebienia
Kontakt
KotoTotek: zagraj - wygraj!
Nieco historii
Scenki z życia moich futer
Z kotem w roli głównej
Zajrzyj
 MiauKot pr

Sierściuchy

czwartek, 30 marca 2017

Korzystając z pięknej pogody, w minioną sobotę ruszyliśmy na działkę. - śmy, tzn. padre mój rodzony z Misią, no i ja z Piną. Misiołek we wtorek miał rwane zębole, po zabiegu - ale o tym chyba już gdzieś pisałam... Czy nie? Dobra tam, napiszę jeszcze raz... Tak więc po zabiegu psina zamknęła się w sobie, co objawiało się kompletnym brakiem kupsztali. W ruch poszła parafina i spacery, co przy misiowych kłopotach z chodzeniem nie jest takie se o, nic.

Ojciec z czarną patrolowali okolicę, a ja więłam się za usuwanie suszu z grządek. Z premedytacją zostawiłam jesienią wszystkie suche badyle, ponieważ kiedy je ładnie posprzatam, kiedy kwiaty przekwitną, wiosną wywalam zielska, myśląc, że to chwasty. Opamiętanie przychodzi zwykle za późno, a że zbieram sobie rozmaite jeżówki na ten przykład, to chyba by mnie jasna cholera strzeliła, gdybym je jednak wyrąbała razem ze śmieciami.

Przy okazji: mogę kopać, ryć, plewić, obcinać, przycinać, przenosić, zrywać darń, kupować zielska wszelakie, upychać w glebę rośliny i cebule - co tam se chcecie, ale nie każcie mi sprzątać tego, co nasyfię... Buuu... I chować narzędzi. 

Pomoc, jak widać, była:

17458107_1213971265318424_8237965161660519904_n

17498972_1213971218651762_5736904902634467119_n

17457370_1213971238651760_7236094607333275741_n

17523357_1213971335318417_3890877789106173705_n

17523005_1213971328651751_5895001237200571989_n

17458221_1213971228651761_4677986284957777683_n

Wyglądała, jakby miała budować gniazdo :)

W pewnym momencie zrobiło się jakoś cicho... Pina namierzyła jakąś szczelinę w płocie i polazła na działkę sąsiada.  Na szczęście przypełzła na wołanie i dała się ojcu złapać. Do dziś nie wiem, którędy przeszła... Świetnie dogaduje się z kotami, ale po płotach CHYBA nie łazi, co? Czeka mnie uszczelnianie całego ogrodzenia, co jest kiepską imprezą, bo odetnę drogę jeżom - albo je zamknę u siebie, albo uniemożliwię dotarcie do moich ślimoczków i innych cudów, które to jeże ponoć radośnie konsumują. 

 

wtorek, 28 marca 2017

Pinę co rano odprowadzam do psiego przedszkola. W roli przedszkolanek występują moi rodzice. Właściwie to nie psie przedszkole a psia oligarchia. Pina robi z nimi, co chce... Są tego świadomi, a na moje (nieśmiałe) uwagi odpowiadają, że dziadkom wolno. 

 

No. To tak dla zarysowania klimatu.

I vo usłyszałam wczoraj po powrocie z fabryki?

- Te. Wiesz, co zronbił TWÓJ pies? 

- ? [W domyśle: nalał, narobił, ugryzł kogoś, uciekł]

- Zjadł mi kiełbasę z kanapki. Świeżą. Kminkową. Od "Starzika". 

Coż. Zostawiła P(s)inka kiełki, sałatę i paprykę...

 

Dziś się okazało, że Pina pała namiętnym uczuciem do dzieci. Gdzieś tak pomiędzy "nienawidzę" a "zabij to, nim dorośnie i złoży jaja". Głupio, że testować chciała na wnuczce sąsiadki.

- Te. TWÓJ pies jest fałszywy (wyprowadzał ją wtedy mój ojciec)... 

Odpowiedź jest jedna: dzieci w rodzinie ni ma, są koty. To lepiej, że lubi koty, nie? ;)

Pojdzie skubaniec do psiej szkółki. Ot co. 

niedziela, 26 marca 2017

 

... kiedy dumna i blada uznajesz, że zainstalowałaś tabsa w psiej paszczy, wyprowadzasz gnoma na spacer, ogarniasz się, by do pracy nie pójść w dresie [nie żebym w spodniach w kancik prasowanych pomykała, ale jednak...], podsuwasz suczy michę z żarciem pod nos, a nos i reszta psioka znajduje się w twoim łóżku... 

i odkrywasz, że euthyroxik elegancko leży sobie na kocu. 

A skoro o Euthyroxie mowa: 

ten moment, kiedy...

Spoglądam na notki, które zaczełam pisać, ale z jakichś względów ich nie dokończyłam albo nie opublikowałam. Trafiłam też na taką. Nie wiem, co zamierzałam napisać dalej.

Dzisiaj upływają dwa miesiące od chwili, kiedy Sabiszon pobrykał za TM. 

Rok temu na działce - w kubraczku, bo podczas wcześniejszej wizyty znalazła jakieś megapachnidło i nie omieszkała z niego skorzystać.

12472835_941919772523576_8254253323479920893_n

17038570_1192761017439449_2997798819904112978_o

Brakuje tyko CzornegoDekla.

Archiwalna fotka kanapką robiona: przy misce - Karol, i jadąc w prawo: Pina, Soda, Koko, Tosia. W środku - Melka. Wrzucam dla ogólnego rozeznania, jakich rozmiarów jest PinaCoLata. Czasem psina próbuje kociska zaczepiać - nie rozgryzłam, czy to ma służyć dominacji, czy zachęcać do zabawy. Koty nie uciekają w popłochu, raczej oddalają się z godnością. Mam nadzieję, że ich nie pozagryza, jak już kiedyś tam zostaną sami?

A Czorny jest tu:

17038527_1193274727388078_9099818192883266827_o

Brzuszysko golone do USG. Futro nadal nie odrasta. Wierzbowe witki są świetną namiastką harfy. Szczególnie w środku nocy... 

Dzisiaj mijają dwa lata odkąd wyadoptowałam Kostka. 

Wyprowadzałam dziś psioka o czwartej rano. Kiedy wróciłyśmy, Pina wpakowała się do wyrka,a ja zostałam z taką oto konstatacją: dyć tyn pies na wieczór nie szoł do siebie, yno społ ze mną cołko noc... 

Zapomniałam gadzinę wywalić do psiego legowiska, a sama - cwaniara - nie poszła ;) Był rozkaz? Nie. No to o co lotto?

Wczoraj pracowała ze mną na działce. Rozkopywała z pasją kupki suszu i ubiegłorocznych badyli. Przy okazji zdążyła zwiać do sąsiadów. Zabezpieczyłam większe szczeliny (z Sabą nie bylo problemu), ale chyba znalazła jakąś mniejszą. Nie chcę pozamykać działki na cztery spusty szczelnym kordonem płotków, bo pozamykam szlaki kotom i odetnę drogę jeżom.

Nie wiem jak ona,ale ja mam zakwasy jak stąd do... tamtąd. 

BTW, wczoraj na działce pomagała też Misia - psica rodziców. We wtorek miała wyrywane zębiska - wszystko OK, po zabiegu czuła się dobrze, bawiła się, jadła sama (karmienie jej wcześniej to była rzeźnia...), ale uparła się, że kupala nie wyprodukuje i koniec. W sobotę rano już trzymałam w garści telefon, ale co... Brzuch psiok miał miękki, do kupala nawet nie myślał się nadstawiać - żadnych męczarni podczas produkcji, to w sumie z czym dzwonić? Poza tym sobota - więc oblężenie lecznicy, a ja tu z fonem poza kolejką (tak to widzę, nie poradzę), wetka rodzinna chyba dyżuru nie miała, a atakować na prywatny z powodu byle g... kupy (braku) na tym etapie... Misioł dostał dawkę spacerów (tu trochę dupa, bo ją te stawy bolą), parafinę i voila: pooooszło!  Ojciec happy, jakby poród wnuka odbierał, sesese.

 

Foty działkowca wrzucę poźniej. Na smartku za dużo kombinacji.

piątek, 24 marca 2017

Odrastamy, jesteśmy coraz bardziej puchaci i ważymy 5,3 [ze startowych 4,7] kg.
I zdarza nam się lać w mieszkaniu. 
I wciąż byśmy jedli, ale już nieco wolniej niż na poczatku.

17239678_1202918016423749_6108875402380210757_o
Na spacerach towarzyszy nam często osiedlowy kocurek - jest większy od Piny :D Podblokówka moja po odejściu Saby jakoś się rozregulowała - rzadko ją widuję.
Lubimy się przytulać.
Drzemy ryja. Czasem, ale jednak drzemy.
Wzorowo jeździmy autem.
Nie chcemy zostawać sami w domu - dziadkowie prowadzą psie przedszkole w związku z powyższym, a przy okazji jadłodajnię dla właścicieli psich przedszkolaków ^^

Tu możemy spać:

17457255_1211012132281004_5699726019152499321_nA tu śpimy:

17457624_1211012138947670_3369107996187674742_n

Zaczynam się przyzwyczajać do tych dzyndzołów podwieszonych na suczym podwoziu... A ni Saba, ani Misia, ani tym bardziej chłopaki - Walker czy Tojfel takich ozdóbek nie mieli. Jestem przyzwyczajona do prowadzenia psa w szelkach, ale muszę sprawdzić, czy nie będą jej raziły te taśmy. 

PS. Może wreszcie założę baterie do aparatu...

 

Zguba się znalazła. Mowa oczywiście o "niemojej" podblokówce. W minionym tygodniu malowano nam klatkę schodową, musiała palantka jedna wleźć do piwnicy, kiedy były otwarte drzwi. Wydawało mi się, że coś śmierdoli [farby nie licząc] - nalała i dwójeczki strzeliła oczywiście w moim korytarzu. A co. Sentymentalna bestyja. Gluci paskudnie :/ 

Dobrze, że miałam ze sobą worek z karmą - szelest takiego pakunku zwykle działa, no i na szczęście usłyszała i wyszła. Głodna jak wilk - nie wiem, jak dług w tych katakumbach blokowych kwitła. Tydzień jej nie widziałam na pewno. 

 

Yyyy... pod kaloryferem śpią przytulone do siebie burasy. Spodziewajcie się końca świata czy coś. Albo chociaż powrotu nielotów mentalnych z UK... 

17358582_1212427532139464_5250741053967806362_o

17493016_1212427675472783_2346467465645396137_o

Legenda: duże bure - Tosia. Małe oskarpetkowane bure - Koko.  kłaków na posłaniu można ukręcić trzeciego kota - na razie pozostaje bezimienny.

PS. Chrapią...

środa, 22 marca 2017

Wczoraj psica rodziców przeszła zabieg czyszczenia japiszona - zęby miał tragiczne, powinna już dawno mieć coś z nimi zrobione, ale padre obawiał się, że wyprawi psiaka w ostatnią drogę: Michoł jest wiekowy [16 co najmniej], a z ostatniej narkozy [czyszczenie zębów parę lat temu] wybudzał się naprawdę niefajnie. Ostatecznie udało mi się jakoś przekonać ojca, że sucz MUSI mieć zrobiony remont. Koniec. Jeśli Czarna [czyt.: CzarnyDekiel, który przy czyszczeniu zębów się zatrzymał] została pozbawiona zęboli i dycho, to Misia sobie nie poradzi? Poza tym wierz w weta swego :)

Nie wiem, czy o tym wspominałam: Czarnulec mój miał fatalne dziąsła, zapalenie bliliśmy sterydem. Odwlekałam decyzję o usuwaniu zębów, no bo jak to tak: młody kot i "łysy" w paszczy? Jak ogarnie? Widzieliscie kocie zęby? Powyrywanie tego wszystkiego, to jakby sięBoryna z pługiem po polu przeszedł... Jedno wielkie rozoranie. Poza tym ryzyko przy narkozie.  Z drugiej strony: ona chrupki i tak połykała, nie gryzła. Z paszczaka... no cóż, tik-taki by tego zapaszku nie zamaskowały. Steryd i euthurox [młoda ma niedoczynność] do końca żywota? A jak coś mi się stanie albo wyjadę na parę dni - kto jej poda? No i Czarna coraz młodsza i zdrowsza nie będzie. Ostatecznie Doktor Ząbek ;) podjał się zadania, ja podjęłam decyzję i Dekiel odzyskał komfort. Zjeżdżamy ze sterydu - do końca marca powinno się udać, potem sprawdzamy, co z tarczycą. Na razie wygląda to zachęcająco - calcort ląduje w kociej paszczy co 5 dni [było co 2]. Na łapce wygolonej chyba we wrześniu pojawia się wreszcie czarne futerko. Coś tam nieśmiało się kluje na nosie i na uszkach... Myje się - czego wcześniej nie robiła, futro było fatalne...

Warto było! W zasadzie to mam do rwania jeszcze dwie ósemki...

^^

Czarna zdawała się kompletnie nie zauważać, że coś jej robiono i to dwukrotnie [usuwano po połowie paszczy, ma tylko kły i oby były grzeczne]. Przywoziłam do domu wybudzonego, swiadomego, głodnego jak cholera kota. I weź przetłumacz małpie jednej, że DZISIEJ NIE JEMY A JUTRO TYLKO MOKRE. Za pierwszym razem dramatycznie na powrót małej zareagowała Tosia - jeśli boicie się własnego kota wychowanego od kluski wielkości telefonu komórkowego [starego typu] - to jest coś na rzeczy, nie? Ale o tym innym razem. Teraz na szczęście obyło się bez żadnych akcji. 

Dzisiaj próba generalna: Czarna UWIELBIA [wybaczcie capsa] zielony ogórek. Muszę uważać, żeby nie zostawić go w folii w zasięgu kociej paszczy, bo szaleniec zeżre i ogórek, i ten kondomek foliowy... Najlepszy jest ogórek kradziony i wywleczony w ustronne miejsce, obwarczany i w ogóle...

17016080_1194048723977345_4067394856049353361_o

Dzisiaj zapomnę schować kawał słuszny ogóra. Jeśli podoła z konsumpcją - będą z niej koty :)

wtorek, 21 marca 2017

Mój pies nie śpi w łóżku - powiedziałam rodzicom, zostawiając Pinę pod ich opieką, w psim przedszkolu...

17352395_1205181449530739_796686641543127359_n

W czasie dnia może leżeć obok mnie na tapczanie - spoko. Tu jeszcze z fastrygą na brzucholu. Masakrycznie powyciągane cycochy... Muszę przymierzyć jej jakieś szelki [te posabowe są zbyt duże, a obroże do mnie nie przemawiają], żeby jej nic nie ocierało.

 17156159_1194145347301016_6252525054296871230_n2

Kiedy zadzwoni budzik, suczydło ładuje się do wyrka:

17311012_1203440973038120_6978314433911465952_o

Psia stopa w zgięciu mojego łokcia.

17191733_1201805229868361_1869597705031758924_o

Drzemka? Zawsze.

17038953_1194941500554734_1875327328201743532_o

Na brzuchu wujka też damy radę pospać. Niemożliwościa jest, jak ta mała zaraza [charakterek to ona ma - żeby nie było!] owinęła sobie wszystkich wokół najmniejszego pazura.

17192556_1055710794534664_2580470504889790554_o

Poryczałam się, kiedy po raz pierwszy tak się wyłożyła. To pozycja Sabiszona...

17192433_1201937316521819_4005489376678802713_o

Niedziela była pierwszym dniem, kiedy PinkiWinki podjęła negocjacje: nim się położę, każę jej spadać do swojego wyra [nie chcę w nocy afer z kotami, a mam podejrzenie graniczące z pewnościa, że takowe mogłyby nastąpić, dziewczyna bywa nieco zaborcza]. Dotąd schodziła od razu po usłyszeniu polecenia, a wczoraj musiałam powtórzyć i udać, że wcale, ale to wcale nie widzę tego wzroku w stylu: zamordowalimidziadkówirodzicówimiskabyłapustaawogóletodziuraozonowainadszyszkownikhulaeeeej.

 

poniedziałek, 20 marca 2017

16825976_1194061397309411_5110071658570543790_o

Widzicie tę kępkę na głowie? KAŻDY jej tymi kłaczkami kręci :D

Psina wyglada na spaniela i teriera uszlachetniany jamnikiem :D

Jak pisałam, albo nie pisałam, Pina przyjechała do mnie zakubraczkowana [i - jak widać na załączonym wyżej zdjątku - przystrzyżona]: rano przeszła sterylkę, wieczorem zmieniła adres. Kupa wrażeń jak na 4,7 kilo psa [plus śmierć pana, schron i czort wi, co tam jeszcze pomiędzy]. Ba, weszła do mieszkania, a tam pyk: kocia mafia. Zniosła dzielnie - udała, że kotów nie widzi :]

O reakcję mruczastych, szczerze powiedziawszy, bałam się chyba najbardziej - czy mogę im wprowadzać w życie ferment - po raz kolejny, czy się nie pochorują, czy nie zaczną lać [siebie, mebli albo psa]. Pierwsza wyszła Tosia. Zjeżyła się, postawiła garbulca, nastroszyła ogon, usztywniła nogi... zagrzechotalam puszką z chrupkami i... Wygladało to świetnie: Bura znormalniała, spojrzała na psa, odwróciła się i podeszła do mnie z miną: dobra, potem temu wprdle, a tera dawaj  chrupy! Kolejna była Melka - zbliżyła się do psa, wystawiła nos, powąchała - i tyle. Następny pokazał się Karol: wychynął zza zasłony, przeciagnął się - że niby luz taki i w ogóle [a widziałam, jak cykor jeden na widok psa spierdzielał ^^]. Potem pojawiła się Czarna, Soda i Kokosik. One również nie robiły scen. Mam przekochane, mądre zwierzaki :) Ja tu kombinowałam, co będzie - co robi pies, co koty, co pies na koty, co koty na psa, co posterylkowy pies rzeknie na to, że obca baba będzie go brać na ręce przy znoszeniu po schodach... A tu zero problemów. Nic się nie dzieje. Nuda jak w polskim filmie. 

Tutaj Pina nasłuchuje - chyba wciąż liczy, że ludzie, którzy ją przyprowadzili, wrócą :)

16864877_1189729471075937_3961101464192179841_n

Kocie posłanko? Zmieszczę się, spoko. 

16997781_1189763751072509_4441654843546156940_n

Wróćcie, co? nie zostawiajcie mnie tu, ej?

16997925_1189729477742603_6765280614542032487_n

16996408_1189717524410465_7666907680163164983_n

Jesteśmy na etapie poszukiwania domowej wersji imienia. Szpinak, Pina CoLata. Spinka. Pini. Pinio. Psina. Nie wiem, tworzymy. 

niedziela, 19 marca 2017

26 grudnia 2016 zmarł dziadek. 
26 stycznia 2017 na ostatni zastrzyk zawiozłam Sabcię.
27 lutego w domu pojawił się nowy psiak. 

Pina

16681721_731555343688639_6683909991894877061_n

16603153_731555040355336_4185220610003567397_n

16602008_1160613210704487_7674489962747093215_o

16683818_731554917022015_6941704060562690385_n

16603133_731555013688672_6371840876655091050_n

Historia: wg różnych opisów psiak liczyć miał sobie między 6 a 14 lat. Przyprowadzono go do schroniska w Raciborzu po śmierci pana. Została ogarnięta, odmaciczniona ;) i tego samego dnia wylądowała u mnie.

 

Ciąg dalszy nastąpi :)