| < Styczeń 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Co w sieci piszczy...
Coś dla podniebienia
Kontakt
KotoTotek: zagraj - wygraj!
Nieco historii
Scenki z życia moich futer
Z kotem w roli głównej
Zajrzyj
 MiauKot pr

Sierściuchy

niedziela, 29 stycznia 2017

26 stycznia, dokładnie miesiąc po śmierci dziadka - tak jakoś wyszło, zawiozłam Sabiszona na ostatni zastrzyk. Mam nadzieję, że nie czekałam z decyzją zbyt długo.

To czwarte - po Kluni, Zosi i Jurku - zwierzę, które w wynku mojej decyzji pobrykało za TM. Strata kociaków - każdego jednego glutka - zabolała mnie bardzo... Z odejściem Sabci sobie nie radzę. Ja wiem, że to był "tylko" pies, ale se nie radzę.

Wczoraj zmusiłam się do ogarniecia chałupy. 

Na zgrzebełku - kłaczki Sabci.

Pod łózkiem - w połowie pociamkana kość - gryzak.

W kocim kartonie - pałeczka ze skórzana, oskubana z suszonego mięsa, w które była zawinięta.

W łózku - pluszaki, które sobie namiętnie znosiła, kiedy mnie nie było w domu. 

W lodówce opakowanie żółtego sera - coś, co wciągała, kiedy już nie chciała jeść nic. 

Strzykawka, którą dzień przed eutanazją pakowałam jej do pysia rozrobionego conva.

Ścierka, którą ogarniałam umazany convem pychol.

Zapas worków w przedpokoju. 

Koc, capiący immunactivem, którego nie chciała przyjmować, a że było wiadomo, że mowa o dniach - nie zmuszałam jej. 

Pootwierane paczki z karmą - bo mozę coś zje. Smaczki - niech ma na drogę...

Pogryzione zakrętki. Zawsze gdzieś jakąś dorwała.

Zalożę się, że pod lodówką znajdę jeszcze łupiny orzechów włoskich - kociaki zrzucały ze stołu, bąbel rozgryzał i wyjadał środek...

Po zlożeniu mataraca, ktory miał jej ułatwiać wchodzenie na tapczan i odstawieniu kosza na bieliznę - który blokował możliwość zeskakiwania z łózka bezpośrednio na podłogę [miała schodzić po wspomnianym materacu] - w pokoju zrobiło się paskudnie przestronnie. 

 

Kilka dni wcześniej poszłyśmy na działkę... 

s3

s6

s4

s2

W lecznicy wytrzymałam do podania głupiego jasia. Nie dałam rady być do końca.
Jak dojechałam do domu - nie wiem. 

 

niedziela, 01 stycznia 2017

Ogólnie jest dobrze, aczkolwiek nie beznadziejnie, jak to mówi moja znajoma. Za jakieś dwa tygodnie planuję zrobienie porządku z paszczą Czarnej. Przez porządek rozumiem ogołocenie paszczy z zęboli. A że Młoda przy ostatniej sedacji była uprzejma się zatrzymać - wicierozumicie. Stan paszczy i futra [jest coraz gorzej] każe myśleć, że to dobra decyzja. Jeśli się okaże, że po wyrwaniu zębów dziąsła nadal są do dupy, to się pogryzę...

Tu opisywałam początek kłopotów z nogą Saby. W tym tygodniu czeka nas biopsja i powtórne RTG.  Nie wiem, czy mam się nastawiać na amputację czy eutanazję. Bo nie wyglada to nic lepiej... Opcje jak na razie to: "zapalenie okostnej/zerwanie przyczepu mięsnia i stan zapalny/ neo". A że człek se przypomina różne okoliczności, kiedy to Saba ociagała się z wchodzeniem po schodach albo nóżka się piesku omsknęła - przy skoku na tapczan czy na schodach , albo były kłopoty ze wstawaniem... Zwalałam na stawy, w końcu Babcia to rocznik 2002. Wyniki krwi gites. Tarczycowe ładne. Preparat na stawy podawany. No co się moze dziać? 

Karol był uprzejmy się przed świętami letko przytkać, na szczęście nie trza było go udrażniać mechanicznie. Pajac jest cały czas na RC Urinary, a przychodzi moment, raz na kilka miesięcy, kiedy zaworek odmawia posłuszeństwa. Od kilku dni kicha. Jest taki jakiś - nie wiem...

Ktoś namiętnie leje w kociej wieży - podejrzanych brak. Nie wiem, czy Czarna czasem coś z kuwetą nie kombinuje, nie umiem jej przyłapać na gorącym uczynku. Kopała, kopała i poleciała niczym strzała. A Tosia musi mieć odetkane [ZNÓW] gruczoły przy doopce. 

Ocipieję.

Jutro powrót do roboty. Standardowo - panika/histeria. Cel: nikogo nie ubić, nie poryczeć się publicznie, nie odreagować na niewinnych. W piątek żegnaliśmy nestora rodziny... Po ostatnich paru tygodniach bliskich spotkań z polską służbą zdrowia - systemem i ludźmi [uogólniam] - stwierdzam, jakkolwiek to zabrzmi, że nie jestem tak przywiazana do życia, żeby kiedyś znaleźć się na ich łasce.