| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Co w sieci piszczy...
Coś dla podniebienia
Kontakt
KotoTotek: zagraj - wygraj!
Nieco historii
Scenki z życia moich futer
Z kotem w roli głównej
Zajrzyj
 MiauKot pr

Lajkonik w kuchni

środa, 24 lutego 2010

Składniki na 2-3 osoby (albo na 2-3 dni, jeśli nie przypadnie gościom do gustu ;) ):

1 -1,5 opakowania tortellini z mięsem

ser żółty

ogórek zielony

pomidory (czerwone ;) )

Pierożki ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Ostudzić. 

Ser pokroić w kostkę, ogórek i pomidory (gniazda nasienne wywalić) takoż. Władować skłądniki do gara lub innego naczynia i zalać, hmm... czymś. W skład "czegoś" wchodzi: mały jogurt - normalny, zwykły, biały, łyżka majonezu i posiekany - lub sprasowany - czosnek (ile kto lubi).

Całość przyprawić solą i pieprzem, władować do lodówki albo od razu na stół.

Włala! ;)

Jak widać, mistrzem kulinarnym to ja nie jestem, ale sałatka szybka, pożywna i smakowita ;) Proporcje każdy musi sobie dobrać sam w zależnosci od  upodobań ;)

... i gorzałą ]:> 

składniki na ciemne ciasto:

4 jaja, 4 łyżki cukru, 2,5 łyżki maki pszennej, pół łyżki mąki ziemniaczanej, jedna łyżka kakao, 1 łyżeczka proszku do pieczenia. Do miski - i  mikser w garść. Kiedy masa osiagnie właściwą konsystencję, wylewamy na blaszkę (wyłożoną pergaminem) i do pieca.

masa:

1/2 kg śliwek - dzień wcześniej powinno się je zalać alkoholem (rodzicielka praktykuje spirytus, sama z braku laku zalałam Bolsem - efekt był mizerny ;)).  

Kostkę masła rozpaćkać na miękką masę. Powoli dodawać nutellę (ok. 20 dekagramów), do tego wsypywać pokrojone śliwki.

Wystarcza mi taka wersja, choć widziałam też ciasto wykończone ułożonymi na wierzchu herbatnikami zalanymi czekoladą (i chyba potraktowanymi alkoholem).

czy raczej przekładane masą cytrynową. Jak zwał, tak zwał. Przepis rodzicielki mej własnej prywatnej. Jak do niej trafił - nie wiem. Nie zwykłam legitymować tego, co akurat konsumuję ;)

Składniki na ciasto:

- 6 jaj
- szklanka cukru
- płaska łyżeczka proszku do pieczenia,
- łyżka octu
- szklanka mąki pszennej

  • Oddzielić białka od żółtek.
  • Do białek dosypać cukier – ubić na sztywno (jak rozpoznać, czy to już? ;) – przewracasz michę do góry dnem – jeśli masa ani drgnie – jest OK.)
  • Do żółtek dodajesz proszek do pieczenia i ocet, mieszasz na jednolitą masę - widelcem albo trzepaczką jakąś, albo mikserem. Tylko tyle, by  składniki się połączyły.
  • Żółtka powoli dolewasz do białek, mieszając powoli łyżką – zrobi się taka jednolita masa w kolorze ecru.
  • Do tego wsypujesz mąkę. Żeby nie porobiły się grudki,  sypię tę mąkę przez sitko. Mieszasz wszystko delikatnie , aż konsystencja będzie jednolita. Najlepiej się to robi drewnianą łychą. Można dosypywać tę przesianą mąkę na raty, wtedy powinna się lepiej rozprowadzać.

 

Piec rozgrzany do 180 stopni. Blaszka wyłożona papierem pergaminowym. Masę wylewasz (szerokim nożem albo czymś wyrównaj, coby nie było gór i góreczek) i do pieca na jakieś 20-25 minut.

Wyjmujesz, kiedy wierzch będzie taki beżowawy (może w kolorze biszkopta… wcześniej czystym nożem albo wykałaczką drewnianą sprawdzasz, czy ciasto jest upieczone również od dołu. Jeśli nóż będzie upaćkany masą, znaczy, że trzeba jeszcze chwilę poczekać.) Kiedy już – jak to moja mama mówi, "wytyngnie" ;) – rozcinasz je jak bułkę: górna warstwa cieńsza niż dolna, ale na tyle gruba, by się nie podarła.

Składniki na masę cytrynową

2 szklanki zimnej wody
2 jajka - całe
1 szklanka cukru
2 cytryny (sok+skórka)
½ kostki margaryny
2 łyżki mąki ziemniaczanej

Do garnka wlewasz wodę, sok z cytryny, wsypujesz cukier i skórkę startą na drobnych oczkach (z tych samych cytryn ;) – ścierasz, żeby odsłoniła się biała skórka, nic więcej), margarynę. Jeśli cytryny są małe – możesz dać trzy. To jest kwestia tzw. Pi x oko +drzwi ;)

Pozwalasz, by składniki się zagotowały, zmniejszasz płomień – żeby nie chciały wyleźć z garnka  i wlewasz do nich jajka roztrzepane z mąką ziemniaczaną. Zrobi się stopniowo taka budyniowata masa. Niech sobie kilka razy „bulknie” (dokadnie tak, jak przy gotowaniu normalnego budyniu na mleku). Kiedy masa zgęstnieje, zdejmujesz ją z ognia i odstawiasz do schłodzenia.

Kiedy będzie już gotowa – przestanie się lać, a raczej będzie pacać takimi płatami, wylewasz ją na jedną część ciasta, przykrywasz drugą częścią i tyle. Gotowe.

Polewa

150 g cukru pudru
białko z 1 jajka
sok z cytryny

Białko ubić na sztywno (test z przewróconą do góry nogami michą). Wsiać doń cukier puder. Wymieszać łyżką na jednolita masę. Dolać sok z cytryny. Wymieszać na jednolitą masę, znowu.  Wylać na ciasto, odstawić do zastygnięcia, czyli lepiej przygotowywać wszystko dzień przed wizytą gości ;) Czasem - z różnych powodów - zamiast lukry górę przyprószam cukrem pudrem.

 

Ciasto:

3 szklanki mąki, 1 kostka margaryny, 3 łyżki cukru, 5 żółtek, 3 łyżeczki proszku do pieczenia

 Wszystko ugnieść.
Masę podzielić na dwie części: jedną rozwałkować na blaszce wyłożonej pergaminem, drugą uformować w takie jakby "marchewki" ;) i zapakować do zamrażalnika. Kiedy już uporamy się z resztą czynności związanych z przygotowaniem zasadniczej części ciasta, wyjmujemy przymrożone  "cosie" i ścieramy bezpośrednio na masę serową spoczywajacą na blasze.

 

Masa serowa:

1 kg sera ("klinki"), 2 jajka, 2 budynie śmietankowe w proszku, 1 kostka masła lub margaryny, 1 szklanka cukru, 1 puszka brzoskwiń (zamiast nich mogą być mandarynki - tylko tu jedna pucha nie wystarczy)

 Ser, jajka, cukier, masło – utrzeć – wyłożyć na surowe ciasto, na wierzchu ułożyć pokrojone w plastry (albo kostkę) brzoskwinie.

Ubić 5 białek z 1 szklanką cukru – wyłożyć na brzoskwinie. Na powstałą tak białkową pianę zetrzeć resztę zamrożonego ciasta. Piec na lżejszym ogniu – ok. 180 st. – przez godzinę.

Uwagi dla podobnych mi lajkoników kulinarnych ;) :
- białko z cukrem ubite jest wtedy, kiedy twardo trzyma się miski, mimo że obróciłeś ją do góry nogami ;)
- owoce wcześniej wypadałoby dobrze odsączyć.

piątek, 19 lutego 2010

Jako że ostatnio spędzam nieco więcej czasu w kuchni, eksperymentując z tym czy owym (przypominam: żaden ze mnie mistrz kucharsko-cukierniczy) przepisem, dręcząc tytułowym sprzętem AGD jajowo-cukrową masę, zaczęłam czytać instrukcję użytkowania miksera ręcznego właśnie. Z nudów człowiek robi różne głupie rzeczy.  

I tera tak: odkryłam  - i w tym miejscu włos mi się zjeżył, czoło pokryły krople zimnego potu i wizja osieroconych kotów żebrzących pod kościołem o kilka chruptaków whiskasa tudzież innej podobnie wartościowej karmy stanęła przed oczami - odkryłam więc, iż:  "czas pracy ciągłej miksera przy prędkości 1-5 nie powinien przekraczać 5 minut". Słownie: pięciu.

Yyyy...
Cóż: sprzęt jest dokładnie w spadku po dziadku, że tak powiem. Bezmarkowy, a raczej markowowłasny. Może wypasione firmówki mają inaczej, ale... czy komuś udało się uzyskać pożądaną konsystencję przed upływem magicznych pięciu minut? No. I takimi  oto właśnie  problemami się ostatnio zajmuję :D Całe życie myślałam, że ubijamy, póki ... się nie ubije ;)

wtorek, 16 lutego 2010

Nie piecz.
Nie smaż.
Nie rób kanapek.
Ani sałatki :D

Ani żadnej rzeczy, która wymaga jednak jakiejś sprawności umysłowej, choćby na bardzo podstawowym poziomie :D

A gdybyś wiedział, że przykazanie to złamiesz, nie drukuj przepisu miniczcionką (dla oszczędności) i nie zginaj tak zadrukowanej kartki. Są wtedy niejakie szanse na to, że nie przegapisz szklanki cukru, którą trzeba było wsypać do przygotowywanej masy :D

Nie dawaj również kotom do zabawy kapsla, chyba że nie rusza cię metaliczny odgłos, który będzie dobiegał z okolic parkietu przez następnych kilkadziesiąt minut ...

 

 

czwartek, 31 grudnia 2009

Na kurze piersi oczywiście, zważywszy że notkę publikuję w dziale kulinarnym blogu, a samojedzią - tym bardziej krzywoustą ;)  - nie jestem.

Jako się kiedyś rzekło, spektakularnych wyczynów kulinarnych nie ma co po mnie oczekiwać, tak więc będzie szybko i prosto, acz smacznie.

Potrzebne składniki:

1kg piersi kurzych


1/2 szklanki oliwy
4 jaja
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżka wegety
1 łyżka curry

 

Mięcho kroimy na kawałki takiej wielkości, by nam odpowiadały ;) Wrzucamy je do - przepraszam za brak fachowego słownictwa - zalewy, która powstała z połączenia wymienionych wyżej składników. Przez kilka godzin (najlepiej całą noc) mogą kurze szczątki przenikać aromatami.

Kiedy nadejdzie czas na zaspokojenie głodu, smażymy kawalątki na głebokim oleju albo wrzucamy do frytkownicy. Chyba widziałam, że ktoś kiedyś ponabijał je na długie wykałaczki i podawał w formie szaszłyków. Zresztą, może nawet tak wygląda pierwotna wersja przepisu :)

Aby danie osiągnęło swoją postać ostateczną, musimy jeszcze skombinować jakowyś sos. W tym celu wykorzystujemy:


mały majonez
1 jogurt naturalny 
czosnek
musztarda do smaku (łyżeczka)
 

Czosnek - oczywiście podług uznania. Dodaję go naprawdę sporo (potem odchorowuję, ale cóż...). By złagodzić nieco uczucie, jakoby kierownictwo piekieł wydzierżawiło naszą jamę gębową i przeniosło do niej idące pełną parą kotły, kociołki i zwykłe garczki, a ogień podsycało paliwem rakietowym, dodaję jeszcze na talerz ananasowy plaster. Albo dwa. Do tego ryż i... smacznego ;)

wtorek, 17 marca 2009

Tia... znalezienie przepisu na tiramisu, że tak sobie zarymuję, nie jest taką prostą sprawą. Zachciało mi się stworzyć owo cudo na przyjęcie urodzinowe, stąd proporcje nieco słoniowe.

Czego potrzebujemy... A diabli wiedzą. Może lepiej napiszę,  z  czego namieszałam mój deser, co?  ;)

Potrzebne jest naczynie, w miarę płaskie, ale bez przesady. W tym celu nabyłam se szklane, żaroodporne - na zapiekanki będzie akurat ;).
Flaszka amaretto (ja mam jakieś coś, co produkowane jest w Polssce, stosowane jako zamiennik amaretto i zwie się likier migdałowy), z którego odlejemy jakieś pół szklanki.
Kawa - bardzo mocna (co kto rozumie przez określenie BARDZO - nie wnikam :) ). Z nią, kiedy ostygnie, mieszamy likierek. Ze dwie szklanice (oczywiście bez farfocli) powinny wystarczyć. Chodzi o to, byśmy mieli w czym moczyć biszkopty.

No i atrakcje: sześć żółtek (albo osiem - nie pamiętam) zmiksowałam z 1,5 szklanki cukru pudru. Masa ma być puszysta, taka fajna jak na biszkopt. Do tego wpakowałam 4 opakowania serka mascarpone (kilo, znaczy się. I nie wszystko naraz. Stopnioooowo trza...). Mieszamy bardzo ostrożnie drewnianą łychą (pojęcia nie mam, czy to wazne), coby nam powstała jednolita masa. No dobra... jednolitą masę uzyskałam, montując w mikserze widełki do wyrabiania ciasta ]:> W osobnym naczyńku ubijamy na sztywno 30% śmietankę - mały kubek. Nie pamiętam niestety jego objętości. Do żółtkowo-cukrowo-serowej masy dokładamy śmietankę. Bardzo ostrożnie. Etapami. Mieszając cały czas.

Kawę z likierem wylewamy na głęboki talerz. Na moment zanurzamy w niej biszkopty, które później układamy w naczyniu: ściśle obok siebie. Odłamkami wypełniamy dziury. Na to wykładamy pierwszą warstwę masy. Wygładzamy, oprószamy kakao. Lecimy z drugim pięterkiem biszkoptów, na to reszta masy. Finito. Wierzch całości warto okrasić kakao dopiero przed bezpośrednim wjazdem na stół.

Pojemnik nakrywamy i zakotwiczamy w lodówce. Robiłam deser dzień wcześniej. Rodzina stwierdziła, że dobre. Hmm... mnie chyba bardziej smakują gotowce, hehehe, z Zotta albo Da Marco. Popracuję jeszcze nad proporcjami.

PS. Pamiętajcie, że z surowymi jajami nie ma żartów: skorupki umyć dobrze, sparzyć, powybijać salmonelle i inne takie.

w roli głównej.

Szklankę kuskusu wsypujemy do michy i zalewamy 1,5 szklanki  gorącej wody, w której wprzódy rozpuściliśmy pół kostki bulionowej Knorr i dolaliśmy oliwy, około łyżeczki. Dolewamy wody - na oko, tak, aby jej poziom znajdował się o jakiś centymetr ponad warstwą kaszy. Czekamy aż się kuskus napije, ostudzi i nabierze oczekiwanego wyglądu.

W tym czasie możemy poczytać coś fajnego, pilnując, by koty nie zżarły:

1. odsączającej się na sitku kukurydzy z puszki,
2. odsączającego się również tuńczyka (kupuję zwykle takiego w oleju słonecznikowym, rozdziabdzianego).

Potrzebna nam jeszcze cebula, którą kroimy w kostkę (ile kto lubi) i ogórek kwaszony ( ja daję dwa większe), który kroimy jak wyżej.

Po wspomnianych akcjach z nożem w roli głównej i przerzuceniu kilku stronic książki, kuskus powinien być gotowy. Dorzucamy mu towarzystwo: kukurydzę, tuńczyka, cebulkę i ogórek. Mieszamy, dopieprzamy ;) do smaku. Ostrożnie z solą - gdyby całość wyszła suchawa - dysponujemy wodą z ogórków. Nie wahajmy się skorzystać z tej tajnej broni ;) Jeśli całość wygląda już OK, dorzucamy nieco majonezu. Całość powinna postać nieco w lodówce, przegryźć się.

Pamietajmy, by miskę z sałatką czymś owinąć, by nie zasmrodziła nam całej lodówki (ze szczególnym uwzględnieniem trzymanych tam deserów ;) ).

Smaczne i szybkie :)

niedziela, 30 listopada 2008

Ano po to, że mam głupi zwyczaj zapisywania różnych fajnych rzeczy na karteczkach, które następnie dostają nóg i ... giną w jakichś zakamarkach czasoprzestrzeni.  I tak sobie perfidinie obmyśliłam, że kiedy rózne takie dziwnostki umieszczę właśnie tutaj, to przed kulinarnymi szaleństwami może mnie powstrzymać tylko... brak prądu lub netu ]:>

Przepisy pochodzą od rodziny, znajomych, znajomych Królika, znajomych znajomych Królika, itp. Przy przepisach żywcem ściągniętych ze stron internetowych, będę zamieszczać źródła. Sama wyprodukowałam niechcący jedno jedyne danie - nie polecam. Jajecznica z kawą. Siakoś mi się wspomniany płyn ulał akurat nad talerzem, a nie było czasu na wybrzydzanie i szykowanie nowej porcji ;) Zresztą, jakby nie spojrzeć, gdzieś tam i tak się te składniki wymieszają, czyż nie? ;)