| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Co w sieci piszczy...
Coś dla podniebienia
Kontakt
KotoTotek: zagraj - wygraj!
Nieco historii
Scenki z życia moich futer
Z kotem w roli głównej
Zajrzyj
 MiauKot pr

Sierściuchy archiwalne

sobota, 19 maja 2012

Plusem przesiadywania na zwolnieniu lekarskim jest odkrycie, że Klucha znowu leje... 

niedziela, 04 stycznia 2009

maj 2007


Mela szaleje dalej, wczoraj miała jakieś przesilenie: cały dzień przespała w transporterku, zwinięta w kłębek. Obraz nędzy i rozpaczy... oko prawe bardzo przeciekało, mrużyła je... A żeby nie było, że tylko prawa strona niedomaga, to na lewej łapce pojawiło się łyse kółeczko. Zaczynam podawać BG. Odstawiłam jakiś czas temu, kiedy wszystko było OK.


Dziś chyba jej lepiej: zdążyła spuścić manto Kluni, pobiegać po mieszkaniu, pomęczyć myszki i wędkę, no i podjęła nieudaną, dzięki Bogu, próbę zakopania michy pod parkietem i szafką (1,8 m wysokości - akurat stała w zasięgu Melowej łapki).

Cwaniara wie, kiedy czeka ją podanie lekarstwa lub zapuszczenie zawiesiny do ucha - wieje wtedy pod fotel, a złapana nie daje za wygraną - tak żałośnie kwili, że serce boli :(  

Dziewczyny mają nową rozrywkę: nabyłam 2 paprotki. Jeszcze dobrze nie wyjęłam ich z siat, a już trzy harpie rozpoczęły akcję: "Zeżrec, ile się da i wiać!", w wyniku której badylki wylądowały na szafie, ale ... dla totecka mądrego, ni ma nic trudnego! Można tam przecież  wskoczyć z parapetu ... I z TV się odbić i ... Chyba zainwestuję w jakieś ścienne kwietniki.

Klunia bardzo aktywnie spędza wieczory: próbuje wyłapać tabuny jerzyków fruwających za oknem...

maj 2007

Mela, śpiąca przed monitorem komputera, przestraszyła się sygnału "odpalonego" Tlena . Jak wygląda przestraszona Melania? Otworzyła oko - jedno, przeciągnęła się, ziewnęła i zwinęła w kłębek... Normalnie stoika mam w chacie.  Nie licząc ogona: ogon M. to inna bajka - nie tylko kolorystyczna ;)  To specjalny ogon - taki z ADHD .  Raz po raz trafia tym organem w przycisk na myszce i otwiera mi jakieś dziwne okienka, o których istnieniu nie miałam pojęcia.

Przy robieniu przelewów lepiej Słoniątka na biurku nie mieć ;)

kwiecień 2007

 

Mela spadła wczoraj z niemal 2 metrów: z parapetu wskoczyła na szafkę, tam jest jakieś 10 cm wolnego miejsca, tyłek się nie zmieścił i pociągnął kotę w dół. Pacnęła na cztery litery, przestraszona schowała się w kartonie.  Dziś skacze, bryka, morduje whiskasową mychę i koncertowo tłucze łapami po Kluninej łepetynie. 

Krufki dość specyficznie pojmują słowo: "zabawa"; chodzi o to, by kumpelę zaskoczyć (czytaj dopaść znienacka), spoliczkować (czytaj: przywalić wiosłami w łeb, ile się tylko da) i zwiać (czytać dosłownie). I tak na zmianę gonią, dostaja wciry i uciekają.
Tosiulencja w tym czasie spokojnie pakuje futrzane piłki do moich butów, wyciąga je i znów ładuje ... pochodzi trochę po karniszu w kuchni .... (ubiję gada!) i znów do piłeczek wraca...

Mela nauczyła się, że Klunia może być wszędzie, dziś zapałam ją na tym, że zanim położyła się na klapie wucetu (ulubione miejsce na drzemkę), dokładnie zbadała otoczenie: czy czasem w okolicy muszli nie czai się Kluch. Obadała z poziomu gleby, wskoczyła na tronik i dla pewności jeszcze raz posprawdzała zakamarki z lotu ptaka. Nie od dziś wszakże wiadomo, że nic pewnego na tym świecie ;)  

Podtrzymuję wszystko, co dotyczy Melowego wdzięku słoniątka: kto ma kota, który tyłkiem (żeby inaczej nie rzec) zrzuca ze stołu DONICZKĘ? Dzis dopadła orzech włoski: zrzuciła z parapetu i zaczęła turlać, nie! źle mówię: próbowała tym orzechem zabić wszystko dookoła: drzwi, meble, moje nogi...  
Lipnicka śpiewała kiedyś: "ona maaaa siłę, nie wie jaaaaak wielką!" - to o Meli było. 
Nie mówiąc już o tym, że po jej barankach i tak pewnego pięknego dnia polezę do pracy z podbitym okiem albo rozbitym nosem.

Klusia dalej pełni funkcję kuwetkowego dozorcy: niech tylko któraś pójdzie do WC: Kluń stoi nad delikwentką jak kat nad duszą, sprawdzając, czy nie trzeba czegoś zakopać czy chociaż poprawić (głupie stwierdzenie: zawsze przecież można coś poprawić). 

Idę zawalczyć o swoje miejsce w domu: Kluń się centralnie na tapczanie wyłożył...
Grzecznie poproszę, może mnie przygarnie ;)

sobota, 27 grudnia 2008

kwiecień 2007

Latająca Chrupka... Słonik... Melka-kaskaderka ...
Co robi, kiedy chce się położyc na moim biurku, a nie może, bo stoi na nim mój kubek z moja kawą? Bezczelnie zaczyna kubeczek zakopywać wszystkim, co znajdzie w zasięgu łap. No i muszę go zabrać/przesunąć/uratować - a Mela tylko na to czeka i bach! (vide: wdzięk słoniątka) ... kot zdechł * .


Oddam, dopłacę albo przerobię na dywan!

Uratuj kotka ]:>

Białego, wrednego kotulca, który przez ostatni tydzień w ciagu dnia namiętnie zawisa na moskitierze, drąc po niej pazurskami, perfidnie patrzy w moją stronę i zwiewa, kiedy wstaję, żeby chwile później znów wisieć! 

I to nic!

W nocy - choć zostawiam żaluzje opuszczone tylko do 2/3 - kociszcze podłe się tym nie zadowala i strzela tą zasłoniętą częścią.  Z uporem maniaka, normalnie! Efekt: 3 noce spędziła w kiblu... sama, i co? Panna - wychodząc rano - przeciaga się rozkosznie, wyspana, świeżutka, nie to co pancia z dołami pod oczami. 


To nadal nic!
Wczoraj drogą kupna weszłam w posiadanie doniczki z zamioczymśtam - takim badylkiem, który bardzo chciałam mieć. I co? Kluń przeprowadził crash-test, zwalając zielsko na glebę.  

I to dalej nic!
Zawiesiłam w oknie takie ekstrawaganckie  (rodzina je "pieroństwem" zwie) firaneczki, przez które przeciagnięty jest bambusowy kijek, który ma je obciążyć - trudno wyjaśnić, jak toto wygląda: delikatne... ale kota utrzymają, jak się okazuje. 

Trzymejcie mnie, niedźwiedzie!

kilka dni później

Czy ten kot (Qlu, znaczy się) nie może normalnie kimnąć jak dwa pozostałe?! 

Między 4 a 6 rano znowu wylądowała w kibelku  ... no normalnie się nie dało: galop z kuchni - odbicie od fotela, skok na parapet, wyskok w kierunku żaluzji, zeskok na fotel - przyjemne w tym miejscu efekty akustyczne (sąsiadka mnie kiedy ze schodów zrzuci)   - zeskok na ziemię, galop do kuchni, galop z kuchni.... kurczę, no...

Sumienie mnie żre, ale w kuchni gada zamknąć nie mogę, dlategożeponieważgdyż skutkuje to:
- zdartą tapicerką z boku tapczanu (chociaż już i tak jest w stanie katastrofalnym, więc w sumie mi to plumkać powinno),
- niekontrolowanymi spacerki po karniszu,
- włażeniem za lodówkę (to ja sie boję, że się tam paskuda zaklinuje, jej to nie rusza),
- stratami w kwiatkach,
- darciem dzioba za drzwiami (Kluska) i przed nimi (Tośka) - solidarne to one są, kiedy nie trzeba...
 

* na komendę  "zdechł pies" jamnik rodziców przewraca się na bok

 

kwiecień 2007

 

Od dwóch dni stoi w pokoju drabinka... i chyba dalej będzie stała, nie mam serca jej schować: Tosia lubi spać na samej górze, to co, mam kotu drobnych radości życia żałować?
Deska do prasowania też se chyba postoi: Klunia lubi na niej przesiadywać i gapić się w okno...
Czy to się leczy?

Czy ja chcę sie leczyć? :D


Kto próbował składać w kostkę ściągniętą z okna 6-metrowej szerokości czy tam długości - zawsze to mylę -  firankę w towarzystwie TRZECH kotów, które właśnie w tym momencie, w tym miejscu postanowiły załatwić bieżące sprawy? Gdzie można tak polować na piłeczkę (Tosia) albo się integrować (kruffki)? Tylko w zwojach firanki przecież! Jak można nie rozumieć tak fundamentalnych zasad kociej egzystencji? Powinnam się wstydzić... Oblec włosiennicę , sypać berecik popiołem i wzorem Henia IV znaleźć migiem jakąś Canossę.




chwilę później

Mela siedzi na szafce - na głośniku konkretniej. 
I patrzy, jak po futrynie (staromodna, drewniana, wystająca ze ściany) przejść na szafę... 


chwilę później niż chwila później

Klunia patrzy, jak dołączyć do Meli... 


Tosia ma to w nosie 
Kurczak, przez 2 lata ŻADEN kot nie latał mi po półkach w pokoju, i co? Przyszła Mela - najcięższa z całej trójki - i demoralizuje mi towarzystwo ... A mamusia uczyła: nie sądź, dziecko, po pozorach...

 kwiecień 2007

Melcia jakiś czas temu wypuszczona z izolatki integruje się, lepiej lub gorzej, z pozostałą częścią stada.

Zajęłam się z samego rana myciem okien. Zamknęłam panny w pokoju.  W pewnym momencie słyszę tylko wielkie ŁUP!
Szybki rachunek sumienia, o czym, do licha, zapomniałam... gnam do pokoju... a tam:


 

- Śniadanie na parkiecie 
Mela (główna podejrzana, bo jeszcze z TV nie zdążyła zejść) zrzuciła pojemnik z kocim żarełkiem. Reszta skorzystała, jak widać. 

I to zrobił kot, który nie tak dawno o siwiznę mnie swoim niejedzeniem przyprawiał...

Ale se koty wybrałam...

jedna diabła już na pierwszy rzut oka przypomina 

 a druga ma "fryzurkę" na takiego jednego, co to kompleksy leczył, obracając w pył Europę i świat.

Buras to z definicji samo zuuuuooo ]:>

Inna sprawa, że bym wredot nie zamieniła na żadne inne choćby najśliczniejsze, najmilsze, najbardziej przytulaste, najbardziej rasowe futra na świecie ;)

Od sierściuchy
Od sierściuchy
Od sierściuchy
Od sierściuchy
Od sierściuchy
Od sierściuchy
Od sierściuchy
Od sierściuchy

... nie są złośliwe. To my, niedoskonałe istoty ludzkie, przypisujemy im  nasze cechy, bezczeszcząc w ten sposób krystalicznie czystą kocią osobowość.

Taaa...

Dupa.

Klunia systematycznie morduje moją moskitierę. Do diabła z latającymi robalami i innymi stworami. Do diabła z tym, że z powodu upiornych upałów musiałam czekać na wykonanie siatki 2 miesiące (dwa!, w zasadzie mogłam ją odebrać, kiedy skwar ustąpił już  miejsca jesiennej aurze).  Moskitiera ta ma spełniać o wiele ważniejsze funkcje: ma albowiem uniemożliwić kotom zaliczenie lotu koszącego z x piętra wprost na glebę. Nieprawdą bowiem jest, iż

a) kot spada na cztery łapy,

b) kot ma dziewięć żyć ;) , więc generalnie jedno w tę czy we w tę nie robi mu różnicy,

c) "jak głupi i mu źle w domu, to niech leci" - tego argumentu nie komentuję...

Jak to jednak bywa, czasem poglądy kota i ludzia różnią się zasadniczo w kwestiach formalnych. Moskitiera wszak może być świetnym drapakiem.

Kotecek opiera się o nią przednimi łapkami, wygina ciałko, naciąga do granic możliwości kręgosłup, a potem....

drrrrrrrrrrrrrrrrrr...

Zjeżdża aż po sam parapet.

Mało tego, kot podczas wykonywania wspomnianej czynności bacznie obserwuje właściciela mieszkania, czy ten aby na pewno WIDZI.

Kluskin tak się wycwanił, że wie, kiedy  NA PEWNO zerwę się do lotu, by ratować zabezpieczenie przed niszczycielskimi zapędami kociego terminatora, a kiedy tylko pozoruję. W drugim przypadku, po wzorowym zjeździe leniwie kładzie się na parapecie, spoglądając na nie niewinnym wzrokiem albo  wyciaga się... opiera... i ... patrzy, czy widzę.

 

marzec 2007

Przed kilkoma dniami  rozłożyła mnie gorączka. Kiedy się ocknęłam, zobaczyłam idącego w moim kierunku białego kota - tylko za Chińską Republikę Ludową nie mogłam się doliczyć, ile jest tych łat na głowie.   Wytargałam z łóżka, myśląc, że mi Mela drzwi rozpracowała i wydostała się na zewnątrz.

marzec 2007

Wróciłam rano z przychodni, dzierżąć w dłoni rumiany i pachnący bochen chleba, suto okraszony maką. Mela nadal siedzi w izolatce, czyli mojej kuchni. Po pokonaniu pierwszej przeszkody - czytaj: Tosia koniecznie, ale to koniecznie rwie się do wyjścia na klatkę schodową - zamknęłam drzwi, przeliczyłam koty, czy na pewno nic nie zwiało i nie hasa teraz wesolutko na wolności. Stan się zgadzał.
Ostrożnie niosąc ładunek, żeby mąka pozostała jednk tam, gdzie jej miejsce, błyskawicą, tak jak stałam, przemknęłam do kuchni.

Chlebek wylądował na kuchennym blacie, zdjęłam kurtkę, następne miały pójść buty, ale w chwili, kiedy rzucałam odzienie na tapczan, zauważyłam, że patrzą na mnie dwie! pary oczu... W izolatce!

osoby dramatu:
Mela kitty
Tosia Kotek
ja rudolf

scena pierwsza
Kotek : Shocked
kitty : Shocked
rudolf : Shocked

scena druga

Neko Neko

scena trzecia
rudolf: strach,

Nie wiem, kiedy ta pręgowana małpa tam wlazła. A że ona ma Melę w głębokim poważaniu, to se usiadły no i tyle...
Nieco adrenaliny z rana nie zaszkodzi, co?

Taka Klunia na ten przykład.

Gdzie odpoczywa się najlepiej?

W czystej, dopiero co umytej i wypełnionej czystym żwirkiem kuwecie.

Przecież to oczywiste:  dopiero leżąc bykiem,  popijając Whiskasowe mleczko spienione w shakerze, skubiąc galaretkę z kurczaczkiem i owocami morza, delektując się zapachem lawendowego odkażacza, można odpocząć po znojach dnia codziennego...

Chcę być kotem?

Do drinka poproszę parasolkę :)  

niedziela, 21 grudnia 2008

 marzec 2007

 Wstałam wcześniej, przygotowałam sobie śniadanie, kotom wydałam michy - luzzzik.   Przytargałam w szklaneczce porcję medykamentów, postawiłam obok talerza, odpaliłam kompa (jem przegladając net).


Coś łupnęło w kuchni, Mela się rozwrzeszczała, więc pognałam sprawdzić, co się dzieje. Nie było mnie dosłownie kilka sekund.
Wróciłam, usiadłam, spojrzałam na szklankę ... 

<odgłos przełykanej z trudem śliny>

Nie ma... nie ma lecytyny...

Tosia poza podejrzeniem - siedziała w kibelku. 
Kluń, skubana, zeżarła...


Chyba działa, bo z zapamiętaniem mi dziś moskitierę pazurami traktuje.

 marzec 2007

Odsłona pierwsza:
... Tak jak po fali, /Tak jak po linie,/ Nie widzisz ziemi pod stopami. / W powietrzu lekko zawieszony, / Skupiony nad swym każdym ruchem, / W niepewny obraz zapatrzony(...)

- wejść do łazienki
- zamknąć za sobą drzwi
- rozejrzeć się
- otworzyć drzwi w trosce o zdrowie Toffikowej gardzieli wentylowanej intensywnie w tym momencie po drugiej ich stronie
- stanąć przodem do kibelka
- zdjąć z niego Toffika
- położyć bezwładne, rozespane kocie futro z zaszytym gdzieś wewnątrz właścicielem na dywaniku, rozespane, bo cholera jedna chyba po omacku do tej łazienki targa, jak tylko usłyszy, że tam jestem,                                                                                                                                                                                             

- zignorować dobiegające z podłogi oznaki niezadowolenia, balansując nad kocimi zwłokami (pamiętając, że koci ogon żyje własnym życiem i nie zawsze jest tam, gdzie jego właściciel),

- zająć postawę tradycyjną nad WC
NIE SIADAĆ!
- przeliczyć kocie pogłowie
NIE SIADAĆ!
- rzucić w kierunku kotów ostrzegawcze spojrzenie w rodzaju: Mam cię na oku! Se uważaj i nawet o tym nie myśl! No!
- błyskawicznie zająć pozycję
 - zdjąć Klunię z ramion
….
 - zdjąć Klunię z kolan
….
- wyłuskać Klunię ze spodni (majtole póki co są moje i tylko moje) .
 - wciągnąć spodnie
 - podnieść Toffika i ułożyć w miejscu pierwotnego leżakowania
 zignorować oznaki niezadowolenia
 - koci odwłok odizolować od zimnej spłuczki warstwą ręcznika zawczasu przygotowanego, żeby po nereczkach nie wiało. 


Odsłona druga:
Metoda na łączenie porannej gimnastyki z higieną jamy ustnej...

- stanąć przed lustrem
- wyjąć Klunię z umywalki
- wyjąć z szafki szczoteczkę do zębów
- wyjąć Klunię z umywalki
- postawić zwierza na podłodze
- wrócić przed lustro
- wyjąć pastę do zębów
- przekląć w duchu, kiedy na plecach pojawia się kolejna szrama
- zdjąć z ramienia Klunię
- postawić kota na podłodze
- wrócić do wyciskania pasty z tubki
- spojrzeć w lustro
- wyjąć Klunię z umywalki
- postawić na podłodze
- wrócić do pionu
- spojrzeć w lustro
- zdjąć Klunię z lustra
…..
…..
Dokończyć mycie zębów.

Odsłona trzecia:
Muszla klozetowa i kabina prysznicowe gwarancją utrzymania władzy. Traktat polityczny w trzech księgach zamknięty.

streszczenie:
Nie wykąpiesz się, jeśli twój kot, taka krówkowata zołza, właśnie zafundował sobie w brodziku drzemkę…
Nie zważając na błagalne spojrzenie wielkich oczysk, futro należy usunąć z prysznicowej powierzchni użytkowej, zająć jego miejsce i szczelnie zasunąć skrzydła kabiny.

I ...

można pójść pracować na żwirek...

 
1 , 2 , 3